WłONczamy niskie ceny

przez | 28 sierpnia, 2016

Dawno, dawno temu, kiedy benzynę kupowało się w aptece, żadnemu rządowi nie przyszło do głowy nakładać podatki na aptekarzy. Jedynym jaki płacili był podatek dochodowy lub obrotowy. Automobilista po prostu kupował słój benzyny i za pomocą lejka karmił swój środek transportu. Niestety idylla nie trwała długo, bo do drugiego dziesięciolecia XX wieku, kiedy to stacje benzynowe zaczęły wyrastać jedna po drugiej.

Rok 1913 – za sprawą Standard Oil i Forda przemysł paliwowy ruszył pełną … parą. Pomyśleć, że pani Benz kupiła benzynę w aptece w Wiesloch a pierwsze komercyjne stacje pojawiły się w 1905 roku? Nikt wtedy jednak nie myślał, żeby do ceny paliwa doliczać drugie tyle na potrzeby państwowej daniny, ale gdy ulice miast USA zaczęły zapełniać się „Czarnymi Elizami” rząd zaczął sięgać do kieszeni obywateli – opłaty te były jednak na tyle niskie, że jeszcze nie zmieniły nastrojów społecznych.

W ślad za amerykańskim rządem w latach 20-tych również europejskie rządy zobaczyły w kierowcach dodatkowe źródło dochodu. Płatna autostrada we Włoszech, pierwsze podatki drogowe i ubezpieczenia. Paliwo powoli drożało, jednak wzrost zamożności społeczeństwa częściowo rekompensował podwyżki. Patrząc na ówczesny stan dróg bogatszych krajów Europy można było jakoś uzasadnić łakomstwo urzędników, ale dziś?

Tankowanie „po staremu”

Dawny-lubański-dystrybutor-paliwa-4

Żródło: lubanski.eu

Od lat 60-tych obserwuje się znaczny wzrost cen paliw. Patrząc na coroczny wzrost ceny baryłki ropy można zauważyć, że w ciągu 50 lat wzrost ten był 10-krotny. Oczywiście, wartość pieniądza w tym czasie zmalała, Arabia Saudyjska zamieniła piach w złoto a wśród kierowców wzrosły wydatki na leki uspokajające i antydepresyjne. Doszło do tego, że niespełna 2-3 lata temu cena baryłki osiągała poziom 130-150 $ a na polskich stacjach cena litra „95-tki” osiągała poziom 5,50 zł.

Gdy cena na giełdach obniżyła się do 30 $, na stacjach spadła do poziomu 4 zł za litr. Cena paliwa owszem spadła, ale różnica 1,5 zł na litrze nijak się ma do 5 – krotnego spadku cen na rynkach światowych. Oczywiście trzeba zapłacić za wydobycie i przetworzenie, ale czy warto płacić: opłatę paliwową (na utrzymanie dróg), akcyzę (do skarbówki), marżę (do kieszeni właściciela stacji) i opłatę zapasową? Zastanówmy się?

Z powyższego rachunku wynika, że zmiany cen ropy na giełdach nijak mają się do poziomu danin na rzecz państwa. Mało tego, patrząc na stan większości dróg można zauważyć, że nasze podatki są wykorzystywane nieefektywnie a kolejne doniesienia o ustawionych przetargach i nawierzchni, którą naprawia się co dwa lata można dojść do dziwnego wniosku – czy aby ktoś nie drenuje naszej kieszeni nie dając nic w zamian? Gdzie są te pieniądze i po co nam pół miliona urzędników (tylko w Chinach mają więcej)?

Szacuje się, że przy poziomie wynagrodzeń w Polsce – tym rzeczywistym a nie wytworze GUS-u, cena litra paliwa powinna wynosić tyle, ile kosztuje litr LPG. Oczywiście jest to nierealne, gdyż z naszej kieszeni muszą utrzymywać się pracownicy rafinerii, dystrybutorzy i właściciele stacji. Co ciekawe, biorąc pod uwagę liczebność osób pracujących w tych zawodach można zauważyć, że razem jest ich mniej niż zabiurkowych decydentów.

Utrzymanie dróg kosztuje – szczególnie w okresie zimowym. Po tym okresie ukazuje się nam krajobraz marsjański – dziury, które często łatane są w sposób „łopatologiczny”. Widząc taki „remont” można poczuć się jak bohater filmów Barei i zauważyć, że może czasy się zmieniły, ale ludzka mentalność ani trochę. Wtedy widzimy na co tak naprawdę wydawane są nasze pieniądze – na pracę dla tego człowieka, który uprawiając taką „łopatologię” sam czuje się jak bohater komedii. Może kiedyś zostanie aktorem, kto wie?

Na koniec najlepsze – pewien polityk powiedział kiedyś, że paliwo może być po 6, czy nawet po 7 zł. Tymczasem obecnie jest to poziom niemal o połowę niższy. Jego prognozy sprawdzają się jedynie we Włoszech, gdzie cena litra oscyluje wokół 6,50 zł. Najwięksi producenci ropy naftowej litr paliwa sprzedają po 40-70 gr. W Arabii Saudyjskiej i Kuwejcie jest to normalne, podobnie jak w Ameryce Południowej, gdzie można zatankować za 2-5 $.

Wspomnień czar …

img20

Źródło: 50kier50.nl

Od kilkunastu miesięcy nasze telewizory atakuje pewna reklama. Naśladują ją analitycy, dla których każdy grosz obniżki jest powodem do świętowania. Tymczasem dla przeciętnego użytkownika „włączenie niskiej ceny” jest widoczne dopiero, gdy różnica w zatankowaniu całego zbiornika wyniesie nie 2-3 złote, ale 10-20 razy więcej. Taka reklama jest najlepsza i żaden UOKiK nie będzie miał nic przeciwko temu.

*pisownia celowa