To nie jest żadna replika!

przez | 28 maja, 2017

Czasami „podróbki” jest trudno odróżnić od oryginału. W przypadku wielu replik tylko wygląd nawiązuje do protoplasty – inne są silniki a karoseria wykonana jest z włókna szklanego wzmocnionego na różne sposoby. W replice nie ma nic oryginalnego, wszystko jest współczesne. Tymczasem w Kanadzie wytwarzany jest samochód, który nie jest repliką a raczej kopią wykonaną z jubilerską dokładnością. W zasadzie trudno znaleźć coś, co odróżnia ją od oryginału, który od połowy lat 30-tych do późnych lat 40-tych był jednym z najpopularniejszych samochodów Ameryki.

Ford V8 był konstrukcją przełomową, gdyż był to pierwszy samochód z 8 – cylindrowym silnikiem dostępny w bardzo atrakcyjnej cenie i z kilkoma rodzajami nadwozia. Ta konstrukcja wiele lat później stała się inspiracją dla założycieli kanadyjskiej firmy Timmis, który byli tak zafascynowani tym pojazdem, że postanowili kontynuować dzieło Forda. Od 1968 roku, czyli ponad 30 lat od debiutu oryginału, wytwarzają wręcz idealną replikę tego samochodu. Dokładną, gdyż wiele części pochodzi nawet z lat 30-tych i jest zrobionych na podstawie oryginalnej dokumentacji.

Jakim cudem? To nie cud, gdyż bardzo łatwo można dokupić części do samochodów z tego okresu lub je zwyczajnie dorobić. Ford nie protestuje i tego nie zabrania, gdyż Timmis od wielu lat jest z nim związany – jest jednym z najważniejszych  kanadyjskich sprzedawców tej marki, prowadzi sieć salonów oraz komisy. Model Ford V8 Roadster jest luksusowym dodatkiem do oferty Timmisa i nawet ma „błogosławieństwo Wielkiego Brata z Detroit” oraz może używać oryginalnej nazwy modelu. Tego nie ma żadna replika.

Timmis Ford V8 Roadster

timmismotorcom

Źródło: Timmis

Do napędu Timmisa użyto silnika o poj. 3.9 dm3 i mocy 125 KM połączonego z 3 – biegową ręczną przekładnią. Dokładnie o takich samych parametrach jak w oryginale z 1934 roku, choć moc podniesiono o prawie 50%, przez co silnik i tak nie jest wysilony. Z takim źródłem napędu można osiągnąć prędkość nawet do 160 km/h. Jako prędkość podróżną konstruktorzy podają 80-90 km/h, co wydaje się wystarczające. Osiąganie większych prędkości nie jest wskazane, gdyż cała mechanika pojazdu nie jest do tego dostosowana.

Zatem jak jeździ Timmis? Starsi czytelnicy pewnie już się domyślają, więc tylko młodszym należy się stosowne wyjaśnienie. Otóż Timmis jeździ dokładnie tak samo jak jego pierwowzór z lat 30-tych. Trzeba dostosować się do dużego koła kierownicy oraz słabych hamulców (żadnego wspomagania kierownicy). Auto ma wysoki środek ciężkości i tylny napęd, co stanowi wyzwanie na śliskiej nawierzchni. Jest lekkie i waży nieco ponad tonę, przy czym tylna część pojazdu jest mało obciążona, co może powodować uślizgi.

Prowadzenie wymaga sporych umiejętności oraz koncentracji. Nawet parkowanie nim to sztuka. Lusterka są bardzo małe a widoczność do przodu nienajlepsza. Przy zamkniętym dachu pole widzenia w tylnym oknie jest takie samo jak w czołgu. Deska rozdzielcza jest żywcem przeniesiona z oryginału, co dodatkowo podnosi walory pojazdu, ale jest pozbawiona ergonomii. Pozycja za kierownicą jest typowo „mikrowanowa” a pasażer ma przed sobą mały schowek na rękawiczki. Bagaże, lub teściowa – mieszczą się z tyłu pod otwieraną pokrywą.

„Siedzenie dla teściowej”

timmismotorcom1

Źródło: Timmis

Tak, jest to jeden z tych modeli, które miały „wielofunkcyjny”, duży bagażnik. Wewnętrzna część pokrywy była tapicerowana, podobnie jak podłoga, co umożliwiało zabranie jeszcze jednego pasażera. Niestety ten nie był chroniony przed deszczem, ale wynalazek został doceniony. Dziś, podobnie jak prawie 80 lat temu podróżowanie na tym miejscu nie wiąże się z niczym przyjemnym. Timmis jednak takie miejsce posiada – dla podtrzymania tradycji oraz wierności oryginałowi, który był jednym z pierwszych posiadających taką funkcjonalność bagażnika.

W oświetleniu próżno szukać diod LED, hamulce to nie żadne ceramiczne tarcze, ale zwykłe bębny. Przed skutkami zderzenia nie ochronią nas żadne poduszki (chyba, że z pierza) a żadne ESP nie skoryguje nam toru jazdy – ich po prostu nie ma. I tyle. Nawet nie ma elektrycznie sterowanych szyb i lusterek, klimatyzacji a o przeczytaniu wiadomości z portalu społecznościowego również nie ma mowy. Tego w oryginalnym Fordzie przecież nie było. Jest za to klimat, którego nic nie jest w stanie podrobić. To samochód z czasów, kiedy bezpieczeństwo zależało tylko od kierowcy.

Pomimo tego, że Ford V8 był dostępny w niezliczonej liczbie odmian, Timmis produkuje tylko odmianę roadster. Choć to wręcz archaiczna konstrukcja, chętnych nie brakuje i nie planuje się zakończenia montażu. Cena – nieco ponad 70 tys. $ nie jest w stanie odstraszyć entuzjastów, którzy zamiast kupować nowego Lincolna (lub, o zgrozo Cadillaca) wolą poruszać się znacznie wolniej, ale za to z większą klasą. Określenie „replika” w przypadku Timmisa to profanacja. To wyznacznik nowego stylu życia, którym należy się cieszyć, bez patrzenia na zegarek.