Nissan Pao i Nissan Figaro to konstrukcje z przełomu lat 80 i 90-tych. Pod karoseriami przypominającymi AMC Pacer (Pao) czy kabriolety z lat 50-tych (Figaro) kryją się mechanizmy napędowe Micry. Oba modele były dostępne jedynie w Japonii zatem o wersji z kierownicą po lewej stronie nie można nawet marzyć. Nie zniechęca to klientów w USA i Europie – japońskie „pseudoklasyki” produkcji Nissana są chętnie sprowadzane. Kilka sztuk Figaro znajduje się również w Polsce i są drogie. Polakom ten kabriolet kojarzy się z … Syreną. Czy słusznie? To pozostawiam do Waszej oceny.
Nissan Pao i Figaro (poniżej)
Takayanagi Miluira – tak dokładnie wyglądały lekkie czterokołowce na początku XX wieku. Miluira mieści jedną osobę, ma 2,18 m długości i „oszałamiający” zasięg – zaledwie 35 km. Dlaczego? To pojazd elektryczny przeznaczony na krótkie trasy. To „krzyżówka” karta i samochodu retro w cenie wynoszącej ponad … 75 tys. $. W ostatnich latach liczba takich środków transportu gwałtownie wzrosła a klientów nie odstraszają wysokie ceny. Jest to połowa ceny, jaką trzeba zapłacić za największy i najbardziej prestiżowy japoński samochód o linii retro czyli za Toyotę Century.
Miluira
Toyota Century nie zmienia się od 1967 roku. Ona ewoluuje. Od początku dostępna była jedynie dla japońskiego rządu. Wyglądała jak luksusowy amerykański krążownik, choć jakością wykonania biła wszystko, co było dostępne na japońskim rynku. Century, choć w cenie BMW 7 i Mercedesa klasy S, jest konkurentem dla Rollsa, Maybacha i Bentleya. Jest unikatem, który obecnie pod karoserią przypominającą najbardziej luksusowe konstrukcje z lat 70-tych skrywa najnowszą technologię przejętą z Lexusa. To styl retro przeznaczony jedynie dla wybranych – produkcja jest limitowana.
Toyota Century
Namiastkę stylu retro oferuje również „najmniejsza terenówka świata”. Suzuki Samurai, jeszcze jako Hope Star, od początku było wzorowane na klasycznym Jeepie. Tak jest do dziś. Od początku lat 70-tych Suzuki ewoluowało – zyskało sztywny dach, klimatyzację i komputer pokładowy, ale nie porzuciło terenu na rzecz miejskich krawężników. Samurai to „Król” japońskiego stylu retro – jest jak Mini i Fiat 500, ale w przeciwieństwie do nich ma ramę i reduktor. Stylistyka kształtowana za pomocą ekierki i ostrego ołówka w tym przypadku jest największym atutem a pojazd od kilku dekad cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem klientów.
Nietypowa konstrukcja dachu Toyoty Will Vii nie była dziełem przypadku. Pomimo technicznego pokrewieństwa z Yarisem jest awangardowa jak Citroen Ami. To właśnie z tego modelu styliści Toyoty skopiowali kąt pochylenia i formę tylnej szyby. Podobnie jest z przetłoczeniami na poszyciu drzwi i maski – są inspirowane dziełami Flaminio Bertoni, który był twórcą karoserii najbardziej znanych Citroenów. Wykorzystano również motyw prostego i bardzo funkcjonalnego wnętrza. Niestety, Japończykom ta forma sedana szybko znudziła się i pojazd zniknął z oferty.
Toyota Will Vii
Dlaczego nowa Honda N600 wygląda podobnie jak „stara”? Oryginalny model pod nazwą „360” z 1967 roku był jednym z najnowocześniejszych „kei-cars” tamtych lat – jego silnik osiągał „magiczne” 100 KM z litra pojemności silnika (moc 36 KM z poj. 356 cm3). Nowy model nie jest tak innowacyjny jak oryginał, ale specyficzna linia przodu nadwozia oraz płaski dach udanie nawiązują do „360-tki”. N600 to jeden z najpopularniejszych „kei-cars”. Do napędu tego „Malucha” służy silnik o poj. 660 cm3 i mocy 52 lub 64 KM (ostatni wyposażony w doładowanie) łączony z bezstopniową przekładnią.
Podobnym nawiązaniem do oryginału jest Daihatsu Midget II, które (może nie wyglądem, ale technologią) nawiązuje do pierwszych modeli Daihatsu. To mikrosamochód dostawczy dla jednej osoby i niewielkiego bagażu. Ma jedynie metr szerokości i napędza go 33 – konny silnik – zupełnie jak w pierwszych powojennych konstrukcjach Daihatsu. W przeciwieństwie do nowoczesnych „kei-cars” zamiast skrzyni CVT ma tylny napęd i manualną przekładnię, przez co jest lubiany przez miłośników … japońskich wyścigów torowych. Tak, dla piszącego te słowa to też jest …, hmm, … dziwne.
W japońskiej motoryzacji w stylu retro znajdziemy zapożyczenia również z polskich konstrukcji. Nissan S-Cargo to niewielki pojazd dostawczy produkowany na przełomie lat 80 i 90-tych. Opiera się o mechanizmy Nissana Sunny, choć rozmiarami bliżej mu do Micry. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie to, że podobne wzornictwo kilka lat wcześniej wylansował … Melex. Jest to oczywiście „naciągana” teza, gdyż pojazd ten oryginalną linię nadwozia zawdzięcza … Citroenowi 2CV w odmianie dostawczej. Podobną linię nadwozia posiadał prototyp Clic, który jednak nie wszedł do produkcji.
Nissan S-Cargo
Ciekawą interpretację stylu retro serwuje klientom producent znany pod marką Ohno. Przerabia ona seryjne i współczesne modele nadając im wygląd wyczynowych konstrukcji z lat 50 i 60-tych. W praktyce oznacza to zmiany przodu lub tyłu nadwozia oraz detale wnętrza. Najlepszym przykładem takich modyfikacji jest Naomi II i Naomi III – modele przypominające brytyjskie coupe z początku lat 60-tych. Do ich konstrukcji użyto napędów i wielu elementów Toyoty Supry. Inne modele tego producenta korzystają z techniki Mercedesa SL. Jakość wykonania tych pojazdów jest daleka od japońskiego wzorca.
Na przełomie XX i XXI wieku do Japonii dotarła moda na repliki. Przez kilka lat działała m.in. OSCA Touring, która nazywała siebie spadkobiercą oryginalnego włoskiego producenta. Pokazała nawet kilka prototypów, w tym jeden podobny do Alfy 33 Stradale. Jej produktem „seryjnym” był Fiat Barchetta, któremu nadawano specyficzny wygląd. Przez kilka ostatnich lat na rynku japońskim pojawiło się również kilku producentów replik Lotusa 7 i klasycznej AC Cobra. Przez krótki czas fabryczny tuner Toyoty – firma TRD oferowała Hiluxa z nadwoziem w stylu amerykańskich pickupów z lat 40-tych.
Sazusho – japońska replika Lotusa 7
Co łączy te konstrukcje? Na pewno tęsknota za pierwszymi japońskimi samochodami. Były one kopiami europejskich konstrukcji, ale powoli stawały się tym, za co później pokochali je Europejczycy i Amerykanie – niezawodnymi, choć nudnymi, towarzyszami życia. Taka „nuda” to dziś luksus, na który producenci nie są w stanie pozwolić. Zarówno duże limuzyny jak i małe, miejskie „kei-cars” utrzymane w stylu lat 50-tych czy nawet 70-tych są w Japonii popularne i szybko ten stan nie ulegnie zmianie, choć recesja gospodarcza nieco ograniczyła ten trend i np. Toyota czy Mitsubishi ograniczają paletę tego typu modeli.
Powyższe przykłady świadczą o tym, że Japończycy również mają fantazję. Choć są znani jako naród ceniący praktyczne i nowoczesne rozwiązania, potrafią cenić tradycję we wzornictwie – swoim i zapożyczonym. Nie można ich nie doceniać za kopiowanie wzorców zaczerpniętych od innych producentów. „Japońskie retro” też potrafi przyciągnąć wzrok. Jest na swój „specyficzny” sposób oryginalne, ale ma jedną zaletę, o której wiemy wszyscy. Być może jest ona już mitem, ale na tyle skutecznym, że wierzą w niego miliony. Wiecie co „to” takiego.
Podobne wpisy:
Historyczny ranking zadniej strony motoryzacji, część druga
"Old games for old boys" czyli gry komputerowe z dawnych lat - część trzecia
Historyczny ranking zadniej strony motoryzacji, część pierwsza
"Jest długi, chcę go mieć!" - cześć ostatnia
Bajka pt. "Polak potrafi", część pierwsza (poprawiona)
Klasyczne motorowery i skutery. Część trzecia
Klasyk w kinie - kino akcji, horrory i seriale. Część druga
Modne dodatki na każdy sezon - część trzecia
Zabytkowe Misiomobile - najbardziej "tęczowe" pojazdy z duszą, część piąta (nie ostatnia)

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.













