Wcześniej, bo w 1959 roku nastąpiła rewolucja w konstrukcji tych maszyn. Ciągniki, pomimo osiągania niewielkich prędkości, nie były bezpieczne. Szwedzi jako pierwsi zbadali konstrukcje ciągników i zaproponowali proporcje oraz kształt, które były w stanie zagwarantować bezpieczeństwo kierowcy. Tak oto powstał ROPS – system, który 30 lat później przeniesiono do kabrioletów. Powstał jako zabezpieczenie dla kierowcy ciągnika, który nie miał żadnej ochrony w przypadku, gdy maszyna nadmiernie wychyliła się i przewróciła na bok.
W latach 50-tych ustalono wzór konstrukcji ciągnika, który miał ostatecznie zerwać z wszelkiego rodzaju „wynalazkami”. Nowy ciągnik godny lat 60-tych miał mieć ciężki i krótki tył, przód lekki z możliwością chwilowego obciążenia i pneumatyczne ogumienie z terenowym bieżnikiem kół tylnych. Te założenia dotyczyły większości ciągników – jedynie największe maszyny nadal przypominały „czołgi” i miały zupełnie inną konstrukcję (silnik z tyłu i gąsienice). Takie jak większość ciągników miały być maszyny z logo Porsche i Lamborghini.
Reklama ciągników marki Porsche
Tak, to nie pomyłka. Zarówno Porsche jak i Lamborghini od końca lat 40-tych zajmowały się produkcją ciągników rolniczych. Ciągniki serii „400 Master” produkowano w miejscowości … Le Mans we Francji do 1963 roku po czym dział maszyn rolniczych od Porsche kupiło … Renault. Lamborghini nie pozbyło się produkcji ciągników i do dziś są produkowane a ich klientami są głównie instytucje utrzymania porządku, gdyż „żółte Lambo” to najczęściej mały ciągnik o niewielkiej mocy. Jaką mocą dysponowały silniki w latach 50-tych?
W tym czasie moce ciągników rolniczych średniej wielkości wynosiły średnio 50-80 KM. Największe ciągniki rolnicze tamtego okresu dysponowały silnikami diesla z doładowaniem i mocą około 300 KM. To i tak nie wystarczyło amerykańskim farmerom, których gospodarstwa miały tysiące hektarów powierzchni. Dla nich firma Versatile budowała pojazdy o jeszcze większych mocach. Tak oto w latach 70-tych pojawił się 600-konny „BIG Roy” o masie 26 ton. Było to 4-osiowe monstrum przypominające rozmiarami dużą koparkę.To i tak było za mało…
„BIG Bud” był jeszcze większy. Do jego napędu służyło 16-cylindrowe monstrum o pojemności 24 litrów i mocy 900 KM. Ważył 45 ton a jego koło miało wysokość 2,4 m. Zamiast nich, podobnie jak w przypadku wielu podobnych konstrukcji, można było zamontować napęd gąsienicowy. Pojazdy te zużywały ogromne ilości paliwa, dlatego też próbowano silnik spalinowy zastąpić elektrycznym. Oczywiście silnik spalinowy pozostał i pełnił rolę generatora, ale pomysł okazał się zbyt drogi w realizacji i niewydajny wobec napędu hybrydowego.
„BIG Bud”
Pierwszą taką konstrukcją był Eltrac, który wykorzystywał technologię New Hollanda. W zasadzie to był pojazd elektryczny podobny do Chevroleta Volta – nie z wyglądu a z technologii, której sterowanie ukryto w ramie dachu ciągnika. Silnik spalinowy pełnił rolę generatora a elektryczny napędzał koła i wyprowadzenie napędu (napęd WOM). Pojazd okazał się udany, choć miał nie trafić do seryjnej produkcji. Stanowił platformę do rozwoju podobnych konstrukcji a marka Eltrac kilka lat później wypuściła kilka serię ciągników o podobnym napędzie.
Pierwszy hybrydowy ciągnik był pojazdem żwawym – maksymalną prędkość pociągową (40 km/h) osiągał po 12 sekundach. Pomysł podchwyciły inne marki, ale technologia była rozwijana powoli i dopiero pod koniec lat 90-tych pojawiły się pierwsze tego typu konstrukcje. Podobnie jak w przypadku samochodów, również pierwsze hybrydowe ciągniki korzystały z przekładni bezstopniowej CVT. W tym czasie kierowca ciągnika przestał narzekać na upał – jako wyposażenie seryjne pojawiła się manualna klimatyzacja.
Prototyp ciągnika hybrydowego marki Eltrac
W latach 90-tych ciągnik rolniczy mógł być wyposażony w klimatyzację, ABS i komputer pokładowy. To było dostępne w najdroższych modelach, ale technologie stopniowo przenoszono do tańszych modeli. Ciągniki wyposażano w wspomaganie kierownicy, dzięki czemu z prowadzeniem i manewrami mógł poradzić sobie każdy. W nowy wiek ciągniki wjechały zgodnie z normami. Do tego momentu z pionowej rury wydechowej mogło wydobywać się właściwie wszystko, ale ekolodzy upomnieli się o to, żeby wolnobieżne diesle podlegały normom spalania.
Od samochodowej normy Euro 3 ta zaczęła obowiązywać również dla ciągników. Co to oznaczało? Każdy silnik wysokoprężny musiał być wyposażony w katalizator lub inny filtr odpowiedzialny za oczyszczanie spalin. Normy dla maszyn rolniczych znane jako „Stage” (w USA) lub „Euro” (w Europie) są dziś restrykcyjne przestrzegane czego dowodem jest … eksport maszyn na rynek afrykański. Tam one do dnia dzisiejszego jeszcze nie obowiązują, dzięki czemu duża liczba małych producentów eksportuje swoje produkty i korzysta z „efektu skali”.
Przykładem jest Ursus, który do Afryki wyeksportował setki ciągników o prostej i niezawodnej konstrukcji (również jako zestawy do składania). Dzięki tanim maszynom rolniczym afrykańskie nieużytki mogą być w części przywracane do użytków rolnych, choć z pewnością nie uzyska się plonów porównywalnych z europejskimi. Po sprawdzeniu konstrukcji w trudnych warunkach egzemplarze przeznaczone na rynek unijny silniki uzbraja się w układy oczyszczania spalin i homologuje na poszczególne rynki krajów objętych restrykcjami.
Ursus na afrykańskim polu
Jaki jest współczesny ciągnik. Ma solidną ramę, napędza go silnik o dużym momencie obrotowym, ale na tym podobieństwa się kończą. Nowoczesny ciągnik ma klimatyzowaną, przeszklone kabinę, wygodny fotel, dużą kierownicę z układem wspomagania, komputer pokładowy, system kamer 360 stopni i inne zdobycze techniki. Kierowca może być chroniony pasami bezpieczeństwa a nawet poduszką powietrzną – co jest szczególnie ważne, gdy ciągnik porusza się po drodze publicznej. Przypomnijmy – pomimo postępu technicznego te maszyny nie mają żadnych stref zgniotu.
Jaki będzie ciągnik rolniczy za 20-30 lat. Z pewnością będzie zasilany paliwami alternatywnymi, tzn. uzyskiwanymi z surowców wtórnych. Być może będzie miał napęd elektryczny lub wodorowy. Z pewnością będzie autonomiczny, gdyż takie badania trwają już kilka lat. Nie zmieni się jedno – kształt, który od wieku jest taki sam. Będzie podążał za aerodynamiką i z pewnością będzie mniej kanciasty, ale charakterystyczny układ mechanizmów nie ulegnie zmianie. Wynika on nie tylko z tradycji, ale przede wszystkim z praw fizyki.
Pomimo ciągłego rozwoju zadanie ciągnika rolniczego pozostaje takie samo – pozwala na szybsze i sprawniejsze prace na polu. W przeciwieństwie do konia nie męczy się i nawet w nocy może jeździć dzięki dalekosiężnemu oświetleniu, które widać nawet z kilkuset metrów. Tego koń ani wół nie potrafią. Czy zwierzęta są zadowolone, że ich miejsce przy człowieku zastąpiła maszyna? Z pewnością tak, choć od „święta” warto przypomnieć sobie jak kiedyś uprawiano ziemię lub przemieszczano się z punktu A do punktu B. Paliwa płynne kiedyś się skończą. Co wtedy?
Z “Historią …” u rolnika czyli historia ciągników rolniczych, część pierwsza

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










