Kiedyś było jakoś fajniej…

przez | 29 grudnia, 2024

W 2020 rok wielu producentów wchodzi z obietnicą hybrydyzacji, elektryfikacji i „zmiękczania oferty”. Rynek próbuje nam wmówić, że chce mniej wpływać na środowisko. To wizja przyszłości, która ma spowolnić ocieplenie klimatu (tak przynajmniej twierdzą ekolodzy). Lansują ją producenci akumulatorów, silników elektrycznych i Greta, która ostatnio terroryzowała pracowników kopalni w Bełchatowie. Według „Historii …” to bujda na resorach piórowych – żeby to potwierdzić należy cofnąć się o 120 lat do początków masowej motoryzacji.

Na przełomie XIX i XX wieku pojazdy spalinowe stanowiły mniej niż połowę wszystkich pojazdów wyprodukowanych w Europie. Większość z zaledwie kilku tysięcy maszyn stanowiły pojazdy elektryczne oraz lokomobile. Te pierwsze należały do szlachetnie urodzonej elity i jeździły po ulicach miast, większe służyły jako maszyny rolnicze lub pojazdy dostawcze. Wtedy jeszcze benzyna była wybuchowa i kupowało się ją w aptece – mit „bomby na kołach” utrzymywał się jeszcze do wybuchu I Wojny Światowej, ale wygrał z „wtyczką” i czasem oczekiwania na naładowanie baterii.

Czy w miastach były ładowarki? Były, ale były ich „trzy na krzyż” – pojazdów było niewiele, dlatego nie potrzebna była rozbudowana infrastruktura. Dziś ładowarek jest ich niewiele więcej. Czy 120 lat temu były kolejki przy ładowarkach? Były i nadal są. Czy „spalinówki” zajmowały miejsca przy ładowarkach? Tak, zdarzało się to, ale podobno wtedy była większa kultura – kierowcy nie byli tak agresywni jak obecnie i byli skłonni do ustępstw. Dziś na miejscu parkingowym przy ładowarce znajdziemy TDI a na stacji benzynowej – Teslę. Ta ostatnia „robi to” w ramach odwetu.

Ładowanie samochodu elektrycznego w 1919  roku

Źródło: transport-publiczny.pl

Czy były korki? Nie, wtedy jeszcze ich nie było. Wypadki? Były, ale były niecodziennym widowiskiem a nie obszernym fragmentem w telewizyjnym serwisie informacyjnym. 120 lat temu prasa takie wydarzenie opisywała w południowym wydaniu na pierwszej stronie. Hybrydy? Lohner co roku montował przynajmniej kilka takich pojazdów – to była pionierska technologia, ale Porsche dopracował ją do granic jakości tamtych czasów. Nie było jeszcze kina samochodowego, parkingów płatnych, systemów nawigacji i lansu przed kościołem po niedzielnej mszy.

Czy kabriolet był droższy od nadwozia zamkniętego? Nie, wtedy była to „bieda wersja” a nie luksus. Produkcja stałego dachu była droższa niż plandeka i druciany stelaż. Czy były abonamenty i raty? Tak, były. Ówczesne banki udzielały kredytów na zakup pojazdu, ale nie było jeszcze wynajmu. W tamtych czasach pojęcie własności było ważne – ludzie chcieli mieć pojazd na własność. Wtedy posiadanie oznaczało prestiż i „szacun na dzielni”. Dziś już tego nie ma. Samochód dla młodzieży już nie jest oznaką „prestiżu”, zastępują go gadżety elektroniczne.

Nie ma już niskich prędkości. Jeździmy szybko – przez 100 lat limity prędkości wzrosły trzykrotnie. Na przełomie wieków w miastach obowiązywały limity do 10-16 km/h. Większość pojazdów mogła wtedy rozpędzać się do 35-50 km/h, co i tak uznawano za prędkość niebezpieczną. Dziś na zamkniętym odcinku drogi można przekroczyć 500 km/h a na autostradach jeździć z prędkościami 120-140 km/h (w większości krajów Europy). Wtedy nikt nie spieszył się a nawet jeżeli to robił – nie był narażony na fotoradary i mandaty przysyłane w kopertach.

Czas biegnie w szybkim tempie – starzejemy się, doskonalimy swoje umiejętności i produkujemy masowo kolejne wynalazki. 100 lat temu Ford jako pierwszy sprzedał ponad milion Fordów T, gospodarka w Europie odradzała się po wojnie a transport kolejowy tracił klientów na rzecz drogowego. Czy naprawdę wszystko zmieniło się przez ten czas? Nie, zostało tylko udoskonalone. Pojawiły się nowe wynalazki, ale większość z nich ma więcej wad niż zalet. Pomimo postępu technologii niewiele się zmienia, co za chwilę udowodnię …

Pierwsze pojazdy autonomiczne (sterowane radiowo) w tej dekadzie skończą 100 lat – tak, już wtedy technika pozwalała na sterowanie pojazdem z innego pojazdu za pomocą kabla i prostej elektroniki. Pierwsze „systemy nawigacji” (słynna „mapa na rolce” poruszająca się zgodnie z tempem pracy wału napędowego) również będą obchodzić okrągłą rocznicę. Tak dostojnego wieku doczekał się polski „Star” a wkrótce doczeka się również kompresor montowany w wyścigówkach i ABS konstrukcji Voisina. Za kilka lat okrągłą rocznicę obchodzić będzie „Polonia” i CWS T-1. Będzie się działo …

CWS T-1 – przyszły „stulatek”

Źródło: pinterest

Wszystko już było. Obecna technika to nic nowego. To ewolucja tego co już kiedyś było. Obecnie modne jest powiedzenie, że „kiedyś było jakoś fajniej” – motoryzacja tamtych czasów nie była doskonała, ale kultura kierowców, gęstość ruchu i tempo życia odpowiada wielu żyjącym w XXI wieku. To właśnie z tych powodów kupują odrestaurowane wiekowe pojazdy i w niedzielne popołudnia wyprowadzają je na „spacer”. Co stracilibyśmy, gdyby każdy z nas przeniósł się do tamtych czasów i zasiadł za kierownicą Forda T, Chevroleta czy Fiata? W sumie niewiele. Co zyskalibyśmy?

Uwagę i odwagę – do prowadzenia pojazdu z tamtych czasów potrzebna jest zdolność przewidywania i wczesna reakcja na niespodzianki. Generalny remont pojazdu co kilka tysięcy kilometrów był wtedy „normą”, nie to co dzisiejsze wymiany oleju co 50 tysięcy kilometrów. Brak szczelnej kabiny? To szansa na trening odporności – wtedy podróżowało się mając na sobie grube ubrania lub koce. Nie było wygód, ale cofając się w tamte czasy można odkryć czym naprawdę była i jest motoryzacja oraz co nam daje. Z tego możemy wnioskować również jaka będzie w przyszłości.

Elektryczność i hybrydy nie są żadną przyszłością motoryzacji. Są przeszłością, która wróciła i zatoczyła koło. Tak samo są szkodliwe dla środowiska jak 120 lat temu a nawet bardziej przez swoje osiągi, sposób produkcji prądu czy powszechność (poziom produkcji), której 120 lat temu nie było. Te „ekologiczne napędy” tak samo ocieplają klimat jak bryczki Lohnera – a nawet bardziej, bo na każde 100 km zużywają więcej prądu niż ich protoplasta. Czy warto cofać się w czasie i wychwalać motoryzację z przełomu wieków? I tak, i nie.

Dziś mamy wiele udogodnień, których wtedy nie było. Mamy również wrażenie, że historia motoryzacji powtarza znane wzorce. 120 lat temu baterie wystarczyły na zasięg 100-150 km. Dziś jest to samo, ale „marketingowy bełkot” próbuje przekonać Nas, że jest inaczej. Ten cały „mild hybrid” (tzw. „miękka hybryda”) to „marketingowa lipa” – WLTP oszuka, ale klienta już nie. Klient nie jest już „ciemny” i ma wolność wyboru – „wolność”, czyli brak pośpiechu. Tak, kiedyś było jakoś fajniej … teraz przynajmniej dach jest bez dopłaty.