Seria GTA, czyli Grand Thieft Auto ma już status kultowej a jej „wyznawcami” są miliony wiernych graczy. Poza wieloma misjami, w których trup ściele się gęsto na uwagę zasługują pojazdy, którymi porusza się główny bohater. Są to najczęściej kradzione luksusowe limuzyny, ale nie tylko – główny bohater równie dobrze może „pożyczyć” sobie radiowóz, karetkę czy nawet … śmieciarkę. Wszystko zależy od tego co akurat jest w pobliżu. Niezależnie od rodzaju – każdy pojazd ma krótki oraz intensywny okres eksploatacji.
Coraz większą popularnością cieszy się gra „Mafia”, której autorami są Czesi. Fabuła obu gier jest podobna a pojazdy, tak jak w serii GTA, są wytworem grafików i tylko nawiązują do oryginałów. To, co odróżnia „Mafię” to akcja, która osadzona jest nie w „erze disco” jak w GTA, ale zaczyna się w 1930 roku. Graficy doskonale oddali klimat tamtego okresu, na co skazują zarówno budynki i stroje z tamtych lat. Na uwagę zasługują również pojazdy, którymi porusza się główny bohater. To kwintesencja motoryzacji tamtego okresu.
Najpopularniejszymi modelami w tej grze są liczne odmiany popularnych Fordów T, A oraz V8. Nimi raczej nie uciekniemy innym kryminalistom czy „natarczywym” stróżom prawa, którzy koniecznie chcą nas zatrzymać. Patrząc na piękną panoramę miasta można dostrzec również wiele pojazdów użytkowych z tamtego okresu, ale na szczególną uwagę zasługują te, które bardzo trudno znaleźć – auta zainspirowane Cordem, Auburnem, Duesenbergiem czy Packardem lub nawet Alfą Romeo i Mercedesem.
Ruch uliczny w grze „Mafia”
Źródło: gry-online.pl
Właśnie te pojazdy warto „pożyczyć” od innych kierowców. Pomimo tego, że to „tylko” gra – prowadzenie ich za pomocą klawiatury lub kierownicy jest znacznie przyjemniejsze niż Fordów. Przy czym należy dodać, że pomimo braku licencji na wykorzystanie nazw pojazdów te i tak kojarzą się z oryginałami i nawet „wirtualne osiągi” mają podobne. Dzięki temu prowadząc Mercedesa 500K można przekroczyć ponad 200 km/h, co wówczas było prędkością taką jak dziś 400 km/h. Co ważne, pomimo wysokiego poziomu grafiki wymagania sprzętowe nie są duże.
Główny bohater – młody mafioso, który zaczął pracę i stopniowo pnie się po szczeblach gangsterskiej kariery może używać wielu rodzajów broni z epoki, w tym słynnych „bębnowych” karabinów maszynowych, którymi wówczas posługiwała się mafia. Brakuje wyrzutni rakiet, ale twórcy starali się zachować klimat tamtych lat. Nie oznacza to, że w grze nie występują dodatkowe „smaczki”. Ot, np. pogoń za … UFO. Za ukończenie każdej z 22 misji dodatkowo otrzymuje się dostęp do nowych broni oraz nowe, coraz szybsze samochody.
Strzelanie zza kierownicy Forda T nie jest godne prawdziwego mafiosa – zatem równie dobrze można to zrobić zza kierownicy słynnego Tuckera, Studebackera czy Cadillaka. Zależy co w danej chwili jest dostępne i czy kierowca zechce głównemu bohaterowi (czyli nam) „użyczyć” opuszczając pojazd szybko i efektownie. Co ważne, pojazdy w „Mafii” nie mają tak wybuchowych tendencji jak w amerykańskiej grze i są odporniejsze na skutki kolizji. Cóż, wypadki może są efektowne, ale nawet w grze szkoda zniszczyć pojazd wart małą fortunę.
„Żołnierz mafii nie może jeździć byle czym …”
Źródło: gram.pl
Główny bohater w pasiastym garniturze, z potężną „giwerą” oraz z kluczykami od równie potężnego 12 – cylindrowego Packarda lub Rolls – Royce’a wzbudzał większy respekt na ulicy niż dzisiejsze „dresy w BMW”. Pnąc się po szczytach gangsterskiej kariery zyskuje szacunek otoczenia oraz … nowych potężniejszych wrogów. Świat obserwowany zza wykończonej drewnem kierownicy siedzącemu na obitym skórą fotelu wydaje się coraz bardziej odległy a bohater jest oddzielony od wszelkich jego trosk. Ten spokój jednak nie trwa wiecznie.
Podczas, gdy w GTA słyszymy przeboje lat 80-tych w „Mafii” muzyka jest bardziej wyszukana – blues i jazz towarzyszy nam przy dostojnej jeździe po mieście. Inna muzyka jest na terenach pozamiejskich – zmienia się tuż po przekroczeniu granic miasta. Jednym z najciekawszych utworów na ścieżce dźwiękowej jest „Jet black blues” Lonniego Johnsona pochodzący z 1929 roku. Równie nostalgiczny jest motyw przewodni, który towarzyszy wprowadzeniu do gry. Wraz z nim na ekranie pojawia się kilkuminutowy wstęp.
„Mafię” można gry udoskonalić. Tytułowe „Miasto Straconego Nieba” oraz paletę modeli i broni można rozbudować poprzez tzw. „moda”. Mod zawiera dużą ilość prototypów pojazdów z lat 40 i 50-tych oraz broni, często również nowe dzielnice. Wydaje się to niezbędne, gdyż w epilogu akcja sięga aż 1951 roku. Wtedy nasz bohater – Thomas Angelo kończy opowieść. Tak, opowieść bo gra ma charakter wspomnień z przeszłości widzianych z perspektywy starszego pana, który jest przesłuchiwany przez detektywa.
Thomas Angelo – główny bohater gry
Źródło: benchmark.pl
Opisywana gra debiutowała w 2002 roku. Od tego momentu ukazały się kolejne tytuły tej serii. Jak dotąd nie zdobyła popularności amerykańskiej „sagi”, ale ma miliony wiernych fanów, dla których nie jest to prosta „nawalanka”. To gra pełna specyficznego klimatu. Autor celowo nie opisuje szczegółów, gdyż chce zachęcić do próby wejścia w ten świat. Gra w „Mafię” to nie tylko ćwiczenie koordynacji ruchowej, ale przeżycie estetyczne i być może lekcja historii. No dobrze – ta gra koi nerwy, ale w bardziej szlachetny sposób. Z klasą.
Podobne wpisy:
Multicar - król składu opałowego (aktualizacja)
Porsche ze Szwajcarii
Szisz - pierwszy "zawodowiec"
Początki automobilizmu na Ziemiach Polskich, część pierwsza
Polskie repliki, oryginały i cuda przedziwne
Potęga innowacji według Spykera
Z deską przez historię, część pierwsza
Tajemniczy świat Rudolfa, część pierwsza
Królowa i dyliżanse, część trzecia (ostatnia)

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








