Według „speców” od marketingu znanej marki produkującej napoje św. Mikołaj to stary facet o aparycji „misia” – ma długą siwą brodę, zawsze ubiera się na czerwono i do tego waży tyle, co polarny niedźwiedź. Jego środek transportu jest szybszy niż światło i ekologiczny bardziej niż Tesla i Mirai razem wzięte. Jego sanie mieszczą więcej niż Antonow a mimo tego są na tyle lekkie, żeby bezpiecznie wylądować na każdym dachu i go nie zarwać. Tyle teorii, a może nasz Święty wolałby wreszcie odesłać swoje renifery na emeryturę?
Mikołaj jako kierowca? Dlaczego nie, przecież nieliczni widzieli jak jeździ na skuterze śnieżnym. Ma licencję pilota (porusza się w powietrzu) jak i kartę woźnicy (renifer to zwierze pociągowe), zatem prawo jazdy też posiada. Jakim jest kierowcą? Hmm, czy Świętemu wypada łamać przepisy ruchu drogowego? Mikołaj to dżentelmen za kierownicą – nie tylko nie przekracza prędkości, ale uważa na pieszych, rowerzystów oraz niesforne elfy i rozbrykane renifery. Te z reguły nie uważają na znaki i są wyjątkowo uparte.
Szukając odpowiedniego środka transportu, który zastąpiłby stado reniferów można rozważyć kilka opcji. Skoro znamy jego potrzeby to musimy szukać czegoś szybkiego i jednocześnie pakownego. Ford Transit z silnikiem F1? Zapewne pamiętacie to cudo. Niestety silnik skutecznie zmniejsza powierzchnię ładunkową. To samo dotyczy przerobione Renault Espace. To ostatnie nawet lepiej trafia w gust Świętego, bo ten lubi otwarte nadwozie (sanie dachu nie mają, prawda?). Niestety Espider nie ma bagażnika. Szukamy zatem dalej …
„Ciężarowy odrzutowiec” od Colaniego? Hm, jest szybki, względnie oszczędny i pakowny. Niestety, wraz z piętrzącą się górą prezentów lepsza byłaby białoruska ciężarówka od BieŁaza. 450 ton ładowności to duża oszczędność czasu. Niestety, względy ekonomiczne są wystarczającym argumentem na „nie”. Niestety nie ma nic większego od największego kopalnianego jeździdła. Pozostaje szukać magicznego sposobu na umieszczenie ładunku, wtedy nawet Smart będzie idealny. Może jednak Mikołaj chciałby „coś bardziej mikołajowego”?
„Vespa? To nie był najlepszy pomysł.”
Źródło: joemonster
Jeżeli uparłby się na furgonetkę to śmiało może wybierać wśród Citroena H, Nysy, VW Typ 2 albo nawet GMC Vandury. Potrzeba tylko innego napędu, bo to, co jest pod maską w standardzie nie pozwoli osiągnąć przyzwoitej prędkości. Nasz Święty nie może jeździć plastikowym „tworem”, dlatego też nie ma mowy o żadnym „blaszaku” spełniającym Euro 6. Plastik użyty do jego produkcji szkodzi bardziej niż spaliny z 50 – letniego diesla. Nawet Mikołaj to rozumie i wie, że ekologia to trwałość i minimalne zużycie części.
To w takim razie muscle car? Fakt, na ogół kipi mocą, ale bez magii nie można zmieścić tych wszystkich prezentów. Nie pomoże tu nawet australijski UTE ani stare, dobre El Camino czy niezwykle oryginalny SSR. Należy pamiętać, że w tym szczególnym czasie to Święty jest ważny a jego sanie nie mogą przyciągać zbyt dużej uwagi. Mikołaj również ma być niewidoczny, działa skrycie niczym najszybszy ninja a do tego ma tysiące dublerów rozsianych po całym świecie. Taka maskarada to jedyny sposób na to, aby szybko i niezauważenie rozwieść prezenty.
I tu dochodzimy do klasy pojazdów, które szczególnie mu się spodobają. Popularne kombiwany są w miarę pakowne a ich wygląd nie przyciąga uwagi. Mikołaj mógłby w nim przewieść dużo prezentów a przez resztę roku jeździć z rodziną lub z elfami na „rekreację”. Są takie, w których można otworzyć duży szklany dach. Ciekawy pomysł? Nie jest to idealne rozwiązanie, ale znacznie lepsze niż wielkie ciężarówki i mocne, ale ciasne wyścigówki. Pomysł ten zyskuje, gdy z Mikołaja zostanie zdjęta „marketingowa aura” i w ten sposób pokaże kim jest naprawdę.
Mikołaj, ten prawdziwy, znany był z działalności charytatywnej. Nie myślał o sobie, ale o innych i cały swój majątek oddał na pomoc potrzebującym. Wspierał głównie młode panny bez posagu. Dzięki jego pomocy łatwiej znajdowały mężów. Skoro tak, to może jakaś marka „budżetowa”? Cóż, Dacia to też samochód a niektóre jego modele są całkiem pakowne. Problem z osiągami też można łatwo rozwiązać – szczególnie, gdy będzie to Dacia startująca w Andros Trophy. Mikołaj na pewno będzie zadowolony. Jego rodzina również.
Dlaczego właśnie taki wybór? Święta to czas dla rodziny. Św. Mikołaj (ten od „marketingu” i ten prawdziwy) przecież nie był samotny. Taki środek transportu doskonale sprawdza się jako pojazd na rodzinne wypady jak i do rozwożenia prezentów. Jest względnie tani i ekonomiczny a przy tym całkiem przestronny. A co z „autem z klasą”, które dopełniłoby wizerunek Świętego? Mikołaj nie potrzebuje sobie niczego przedłużać ani dodawać, bo to facet „pierwsza klasa”. I tego się właśnie trzymajmy …

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







