Amerykanie w Formule 1 stanowią mały odsetek kierowców. Historia zna tylko kilku, którzy odnosili sukcesy w Królowej Sportów Motorowych (jak się określa Formułę 1). Jednym z nich był Philip Toll Hill Junior znany jako Phil Hill. Urodził się w 1927 roku w Miami. Przygodę ze sportem motorowym rozpoczął w wielu 12 lat od zakupu i remontu Forda T. Jako nastolatek miał Oldsmobile i kilka wygranych wyścigów na koncie. Pomimo tego miał inny plan na życie. Chciał być szanowanym przedsiębiorcą.
W latach 1945-1947 studiował zarządzanie biznesem, ale w 1949 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam został zauważony przez władze Jaguara. W 1949 roku rozpoczął regularne treningi dla Jaguara. Był twarzą marki w USA – startował w wyścigach za kierownicą XK120 – modelu, na którym Jaguar wtedy opierał całą swoją promocję. W tym czasie również brytyjskie Allardy, MG i Jaguary były cenione przez amerykańskich kierowców wyścigowych. Lokalne amerykańskie wyścigi rozgrywano głównie na torach o nieutwardzonej nawierzchni.
Młody Phil Hill za kierownicą Jaguara XK-120 i Typu C (poniżej)


Źródło: thechicace.com
W 1953 roku wystartował do wyścigu Le Mans, ale jego OSCA nie dojechała mety. Współpraca Hilla z Jaguarem trwała do połowy lat 50-tych, ale talent amerykańskiego kierowcy został zauważony przez Enzo Ferrari. W 1955 roku wystartował za kierownicą Ferrari 735 LM – niestety tym razem zawiodła skrzynia biegów. To samo spotkało go rok później – już za kierownicą Ferrari 625LM a w 1957 roku w Ferrari 335S tłok wystrzelił z silnika i tym samym Hill kolejny raz nie dojechał do mety. Ferrari (kierownictwo i sam Enzo) nie było zachwycone.
Pomimo kilku problemów, przez które Hill nie dojeżdżał do mety, umowa pomiędzy Amerykaninem a Scuderią została podpisana w 1956 roku. Od tego czasu Hill stał się jednym z najważniejszych kierowców Scuderii. W Hillu Ferrari pokładał nadzieje na kolejne tytuły. W 1958 roku Hill był 3. na GP Włoch i GP Maroka. Jednak nie Formuła 1 a wyścig, w którym nie dojeżdżał seryjnie do mety okazał się dla niego szczęśliwy. Przyczynił się do niego nie tylko Hill, ale również zupełnie nowy model serii 250 – lekki i bardzo szybki.
W 1958 roku Hill wraz z Olivierem Gendebienem odnieśli sukces – ich 250 TestaRossa pokonała najwięcej okrążeń na Le Mans. Wygrali wyścig. Ich lekki (800 kg), 12-cylindrowy spider tym razem nie odmówił posłuszeństwa i zapisał się w dziejach motoryzacji (a dziś to jeden z najdroższych Ferrari na aukcjach). Niestety rok później się TestaRossa niestety się przegrzała i Hill nie dojechał do mety. Formuła 1 była dla Hilla o wiele łaskawsza. Tu notował dobre wyniki. Nadal startował na terenie USA – głównie w wyścigach długodystansowych.
Testarossa okazała się bezawaryjna w wyścigach rozgrywanych na terenie USA. W 12-godzinnym wyścigu w Sebring Hill w duecie z Gendebienem wygrywali w latach 1958-1962. Późniejsze starty (1963-1965) za kierownicą Cobry również były udane. W tym samym okresie ścigał się za kierownicą Cobry i Forda GT 40 będąc zmiennikiem Kena Milesa. Był to początek sukcesów „Stajni Shelby” i pierwszych międzynarodowych wygranych Forda GT 40. Wróćmy jednak do Formuły 1 i do startów dla Ferrari, które przygotowało zupełnie nowy bolid.
Ferrari 246 F1 projektu duetu Jano i Chiti było klasyczną czerwoną „rurą”. Nowy 2,5-litrowy silnik o mocy 295 KM pozwalał nawiązać walkę z lekkimi brytyjskimi konstrukcjami „garażowców”. W sezonie 1959 Hill notował dobre wyniki – na GP Niemiec GP Francji był 2., na GP Niemiec i GP Monako 3. W 1960 roku wygrał Targa Florio w klasie do trzech litrów pojemności. W 1961 i 1962 roku w Formule 1 startował na Ferrari 156 czyli „Sharknose”. Była to odpowiedź Ferrari na lekkie i wyjątkowo szybkie Coopery.
Phil Hill w Ferrari 156

Źródło: formula1.com
Filigranowa konstrukcja pojazdu i talent kierowcy wystarczyły aby wygrać GP Włoch i GP Belgii w 1961 roku a rok później zająć 3. miejsce na GP Holandii i GP Belgii. W 1962 roku startował w Porsche, ale niemiecka solidność nie wystarczyła aby dojechać nim do mety. W 1963 roku zaliczył kilka startów na ATS-ach, ale bolidy nowej marki skonstruowane przez byłych inżynierów Ferrari tylko we Włoszech łaskawie dojeżdżały do mety. W wyścigach zagranicznych zwyczajnie się psuły. „Klątwa Enzo”? Być może.
W sezonie 1964 startował na Cooperach. Od tego momentu nawiązał współpracę z brytyjskimi „garażowcami”. Już kilka miesięcy wcześniej ścigał się w barwach Lotusa, ale bez rezultatów. Cooper i McLaren również nie osiągały dobrych wyników, o ile dojeżdżały do mety. Astony i Fordy, którymi startował na Le Mans również miały problemy ze sprzęgłem i skrzyniami. Osłodą była wygrana Daytona w 1964 roku za kierownicą Ferrari 250 GTO. Pojazd z numerem bocznym „30” zdeklasował konkurencję, w tym nawet Cobrę z zamkniętym nadwoziem.
W sezonach 1966 i 1967 był związany z Chaparralem. Niestety ich wyścigówki na Sebring i Daytonie nie dojechały do mety wskutek awarii. Sezon 1967 był ostatnim w karierze Hilla. Po zrezygnowaniu z udziału w wyścigach otworzył warsztat zajmujący się przywracaniem klasycznych wyścigówek do stanu kolekcjonerskiego. Był również komentatorem sportowym oraz uczestnikiem konkursów elegancji, gdzie wystawiał swoją kolekcję a także był sędzią na konkursie elegancji w Pebble Beach. Był spełnionym zawodowcem.
Hill przy rekordowym MG

Źródło: autowp.ru
Hill był autorem ważnych rekordów. M.in. dla MG w ich eksperymentalnym EX-181 ustanowił rekord prędkości – 257 mil na godzinę (410 km/h). Pobił rekord, który wcześniej dla MG ustanowił … Stirling Moss (o 14 mil na godzinę). Pojazd o wzorowej aerodynamice był napędzany 300-konnym silnikiem o poj. 1.5 dm3 a rekordy ustanawiano nim na słonym jeziorze Bonneville w latach 1957-1959. Hill nigdy nie jechał szybciej żadnym Ferrari czy Jaguarem. Małe MG pozwoliło mu zapisać się w historii rekordów prędkości.
Zmarł w 2008 roku. Na początku XXI wieku zdiagnozowano u niego chorobę Parkinsona. Zajmował się nim syn – Derek, który na początku XXI wieku ścigał się w Formule 3000, ale zrezygnował z kariery na rzecz opieki nad ojcem. Phil Hill pozostawił po sobie legendę jednego z najlepszych kierowców wyścigowych – nie tylko Formuły 1, ale ogólnie. Miał talent, który spożytkował najlepiej jak mógł w najlepszych czasach sportów motorowych. W 1961 roku zdobył tytuł mistrzowski w Formule 1 – pierwszy i ostatni dla amerykańskich kierowców.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






