Historia to nauka o tym co było a jej celem jest wpływ na to co będzie – tak „mądre głowy” postrzegają naukę, która opiera się głównie na odpowiedziach na pytania „kto?”, „kiedy?” i „gdzie?”. Jej celem jest zgromadzenie i analiza „mądrości” z przeszłości i zastosowanie jej w przyszłości. Historii uczą się wszyscy – od „podstawówki”, przez szkoły średnie aż po specjalistyczne studia. Do studiów ma wymiar ogólny, dopiero wtedy jest dostosowana do konkretnej specjalizacji. Wcześniej to po prostu omawianie kolejnych okresów i najważniejszych bitew (z wyraźnym wskazaniem zwycięzcy).
A wynalazki? Im poświęca się mało czasu. Co zdolniejsi nauczyciele są w stanie odejść od książki i podstawy programowej na kilka godzin lekcyjnych i poświęcają je na tematy zbliżone do zawodu, którego uczą się uczniowie. Są to wyjątki, bo przecież „trzeba realizować program” (choć nie zawsze odpowiada potrzebom uczniów). Tak jest również w zawodach mechanicznych, gdzie przyszli mechanicy uczą się o rozbiorach, starożytności i o tym kto i kiedy zasiadał na tronie. Czy to potrzebne? Tak, ale zainteresowanie „taką” historią nie jest duże. Mechanicy chcą „czegoś” innego.
Czego? Od momentu założenia tej witryny przyszli mechanicy stanowią dużą część Czytelników. Wiedzę praktyczną pozyskują na zajęciach warsztatowych, ale według ich opinii potrzebna jest im również wiedza o tym „kto to wymyślił i kiedy”. Tymczasem takiej wiedzy nie zdobędą w szkole. Nie ma możliwości organizowania zajęć dodatkowych. Dlaczego? Przez brak czasu lub (częściej) przez brak finansów na dodatkowe godziny w tzw. „siatce” (z której tworzy się plan lekcji). Ta właśnie jest ustalana już na przyszły rok szkolny. Nie, nie ma w niej pozycji „przedmiot – Historia techniki motoryzacyjnej”.
Materiały dydaktyczne?
A szkoda, ale nie ma jeszcze programu nauczania dla tego przedmiotu. Trzeba to zrobić. Jak wygląda taki program? To dokument liczący przynajmniej 70-80 stron zawierający treści kształcenia („czego” się uczy?), metody i środki dydaktyczne (w jaki sposób się uczy?) i efektów kształcenia (wiedzy i umiejętności, które powinien uczeń znać i potrafić). To litania życzeń w postaci tabeli, określonych wymagań, różnych taksonomii, numerów PKD i wszystkiego, przez co dokument staje się bardziej „naukowy”. Oczywiście należy dysponować odpowiednią ilością godzin w cyklu tygodniowym.
Szacuje się, że na ten przedmiot wystarczy wygospodarować 1 godzinę tygodniowo co daje 30 godzin w roku szkolnym (tak się zwykle przyjmuje w rozkładzie materiału nauczania, gdyż odchodzą wakacje, ferie i „przypadkowe święta”). Czy to mało? Wystarczająco aby wzmocnić w uczniach zainteresowanie zawodem. To zwykle oparte jest tylko na doświadczeniu zdobytym podczas „trzymania latarki” lub drobnych pracach przy pierwszym własnym jednośladzie. Wzmacniać je może również historia motoryzacji przekazana w możliwie atrakcyjny i przystępny sposób.
Jak powinien wyglądać idealny program nauczania dla tego przedmiotu? Od historii koła przez średniowieczne wynalazki, lokomotywy drogowe aż po pojazdy pancerne i nowe źródła napędu. Należy poświęcić uwagę na losy konstruktorów-pionierów i okoliczności, w których pojawiały się wynalazki. Ważnym elementem programu jest również historia prawa o ruchu drogowym a także najważniejszych patentów i licencji. Nie można zapomnieć o historii polskiej motoryzacji, szczególnie w okresie międzywojennym. W ten sposób wzmacnia się poczucie „patriotyzmu technologicznego”.
Metody i środki dydaktyczne? Wykład? Nie tylko. Ważne są filmy, w tym tłumaczenia produkcji zagranicznych, teksty źródłowe z czasopism motoryzacyjnych – wszystko to można wykorzystać w ćwiczeniach do wypełnienia podczas oglądania, mogą to być krzyżówki, asocjogramy i tym podobne „belfrowskie wynalazki”. Czasem można po prostu zacząć dyskusję kierowaną – przyszli mechanicy potrafią „błysnąć” intelektem podczas lekcji. Problem w tym, że nie zawsze mają na to ochotę. Taki to „typ” i nie zmienimy „tego”. Psychika ucznia w „tym” wieku to temat na tzw. „opasłe tomisko”.
Tak, My nauczyciele mamy na to wpływ, ale każdy uczeń to indywidualność i nie do każdego można dotrzeć z wiedzą. Czasem po prostu „NIE i już”. W każdym wieku można mieć „zły dzień” i należy to zrozumieć. Jak zainteresować młodzież? Metody i środki to jedno, treści to drugie a trzecie to … spotkania z ciekawymi ludźmi – mechanikami „starej daty”, kierowcami rajdowymi, właścicielami pojazdów zabytkowych czy po prostu z ludźmi, którzy pamiętają motoryzację sprzed pół wieku. Wycieczki? Teraz o to trudno, ale kiedyś wszelkie zakazy zostaną zniesione a wtedy …
Targi Poznańskie
W „Mechaniku” organizowane były wyjazdy na targi w Poznaniu, imprezy tuningowe czy nawet wyścigi. Organizowany był również „Piknik Motocyklowy”. To wzmacnia zainteresowanie przedmiotem i zamienia teorię w doświadczenie sensoryczne – można oglądać, dotykać i obcować z niezwykłymi pojazdami. Wprowadzenie wycieczek do programu nauczania nowego przedmiotu to konieczność. Koniecznością jest sam przedmiot, ale jak przekonać rządzących oświatą do tego pomysłu? Dodatkowe godziny albo rezygnacja z innych godzin? Mniej religii? To nie jest możliwe.
Jest wyjście z tej sytuacji. Nawet, jeżeli nie zostanie zauważona konieczność nauczania tego przedmiotu to pozostaje kształcenie blokowe i rozwój już istniejących przedmiotów o dodatkowe treści. To mniejszy kłopot dla regulatorów kształcenia zawodowego. Jak ich przekonać do tego pomysłu? Nie trzeba, ale trzeba przekonać finansujących oświatę. Ta stale mierzy się z brakiem pieniędzy – na wyposażenie szkół mechanicznych i na wynagrodzenia „roszczeniowych pedagogów, którzy nic nie robią”. Tymczasem nabór do szkół mechanicznych corocznie jest coraz większy.
Młodzież chce uczyć się praktycznego zawodu – takiego, z którego będzie mieć zyski w przyszłości. Przysłowiowy „fach w ręku” to pewność niezależności finansowej w każdym wieku niezależnie od kolejnych „kryzysów”. Historia motoryzacji to jedynie uzupełnienie wiedzy praktycznej, ale jest potrzebna do dopełnienia treści przedmiotowych. Czy przedmiot znajdzie zastosowanie w szkole? Jest na to szansa, ale na jego wdrożenie do podstawy programowej trzeba jeszcze poczekać. Czekamy zatem na ostateczną decyzję – nie tylko nauczyciele, ale przede wszystkim uczniowie.
P.S.
W wyniku analizy ankiety przeprowadzonej wśród uczniów okazało się, że zdecydowana większość chce takich zajęć. Poszukują informacji o konstruktorach i rozwiązaniach technicznych z przeszłości i chcą specjalistycznej wiedzy. Zatem warto zastanowić się nad tym tekstem. Prawda Panie Ministrze?

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










