50 twarzy … Golfa, część pierwsza – Golf Mk 1

przez | 22 stycznia, 2022

{Ten tekst jest pisany w języku osoby, która woli pchać Alfę niż jeździć Golfem.}

Golf, Volkswagen Golf – synonim motoryzacyjnej nudy i poprawności. Nowy to marzenie, stary to „motobieda” dla rozsądnych. Już ponad 40 lat straszy na naszych ulicach. Wśród „motomianiaków” nie budzi zachwytu a raczej uśmiech politowania. Nigdy bez wspomagania w postaci podtlenku „lepszego pałera”, w większości jako TDI. Trzyma cenę, jeździ poprawnie i nie chce się zmieniać – po prostu chce być Golfem. W tym zestawieniu znajdziecie 50 Golfów i wyborów „golfopodobnych”. Celem tego zestawienia jest odpowiedź na pytanie – jaki jest Golf? Jak powstał i jak się zmieniał. Zaczynamy.

VW Garbus (1937) – chluba nazistowskiej propagandy i podobno kopia Tatry, którą sam dr Porsche „zwinął” z czechosłowackich zakładów. Samochód dla wiejskiego lekarza bez ogrzewanego garażu, ale przede wszystkim … ojciec sukcesu VW i przodek Golfa. Garbus potrzebował następcy już pod koniec lat 50-tych, co zmusiło VW do prac nad następcą. Niestety jeszcze w latach 70-tych w produkcji pozostawały modele oparte na przedwojennym Garbusie (np. VW Transporter). Prototypy pozostawały w garażach.

Reklama VW z lat 30-tych

Źródło: motorpasion.com

VW EA 48 (1954) – pierwsza próba VW z silnikiem umieszczonym z przodu. Tylko 3,4 metra długości w limuzynie bez trzeciej bryły, ale VW odkrył zupełnie nową ścieżkę rozwoju. Można? Jedynym problemem był mały silnik o poj. 0.6 dmi mocy 18 KM – za słaby nawet dla konstrukcji ważącej poniżej 600 kg. „Pontonowa” karoseria mieściła 4 osoby i 180 dmbagaży, ale nie mieściła się w rozumie władz VW – przecież „silnik ma być z tyłu”. „Korporacyjny beton” da upust swojemu uporowi dopiero 20 lat później.

VW EA 48

Źródło: VW

VW EA 235 (1967) – pojemność ok. 1,2 dm3  i silnik chłodzony cieczą? Nic z tego. Takie były założenia projektantów, ale władze nadal były przekonane, że silnik z tyłu i powietrzne chłodzenie to jedyne, co może zaoferować VW. Najważniejsze, że nadwozie nabrało „kanciastości” dzięki czemu było bardziej praktyczne. Ze zdjęcia można wyczytać najlepsze wzorce w tej klasie – Renault 16 i … Syrenę 110. Menedżerowie VW zobaczyli w nim przyszłość marki, ale „tak za kilkanaście lat”. Nie chcieli podjąć ryzyka dlatego powstało „coś” jeszcze.

VW EA 235

Źródło: VW

VW EA 266 (1969) – znowu? („Czy Wy jesteście normalni?”). Nowoczesne nadwozie z „kaczym dziobem” i silnikiem leżącym pod tylną kanapą? Tak, to jest koncepcja, która w produkcji seryjnej zadebiutowała jako Polo i Audi 50. Porsche, które opracowało prototyp szacowało, że rozpoczęcie produkcji pochłonie … miliard marek. Dla Porsche to „pikuś”, ale VW na przełomie lat 60 i 70-tych zarabiał głównie na Transporterze. Większość klientów chciała nowoczesnego modelu więc kupowali francuskie lub brytyjskie modele z silnikiem z przodu i przednim napędem.

VW EA 266

Źródło: VW

VW EA 276 (1969) – bardziej Audi niż VW. Konstrukcja NSU, która była ewolucją modelu „235”. Pod karoserią godną segmentu premium … 44 – konny silnik od Garbusa. Wizualnie – bardziej GTI niż standardowy Golf. W zasadzie wystarczyło zmienić napęd na „normalny” i już można produkować w milionach sztuk. Władzom VW podobało się ascetyczne wnętrze, lekkość i zwartość konstrukcji. Niestety przeszkadzała tylna klapa z progiem załadunku jak w Transporterze – to na „wszelki wypadek”, gdyby silnik miał być z tyłu.

VW EA 276

Źródło: hemmings.com

VW Typ A Giugiaro Prototipo (1970) – „już za chwileczkę, już za momencik”. Lekka bryła, inne proporcje i włoska linia, czyli tzw. „urok nowej kanciastości”. Zupełnie inny niż niemieckie prototypy. Silnik na „właściwym” miejscu i bagażnik tylko z tyłu. Władze VW są jednocześnie zachwycone i boją się tej nowości. Ile to będzie kosztowało? Dużo, ale przecież podwozie na podobne wymiary jak poprzednik, dzięki czemu łatwiej dostosować fabrykę i łatwiej naprawiać. Małe poprawki i można produkować, a w zasadzie trzeba.

VW Typ A Giugiaro

Źródło: vwgolf.pl

VW Golf 1 (1973) – trzeci (po K70 i Passacie) seryjny model VW z przednim napędem i pierwszy w tym segmencie. Karoseria projektu Giugiaro, kilka silników do wyboru i 2. miejsce w konkursie na „Samochód Roku”. 3 rodzaje nadwozia, automatyczna przekładnia i nowa nazwa na rynek USA – „Rabbit’. Pierwszy Golf nie jest nudny – to powiew świeżości na rynku zdominowanym przez Włochów i Francuzów. Chcą go wszyscy – Ci, co jeżdżą dynamicznie (GTI) i Ci, którzy wolą oszczędzać (1.5D). Klient ma większy wybór niż w przypadku Garbusa.

VW Golf 1

Źródło: Youtube

VW Golf 1 Lunke&Son (1973) – to nie projekt VW, ale dzieło producenta … zawiasów do drzwi i szafek. Z pozoru „zwykły” Golf, ale odsuwane do przodu drzwi to pomysł z przyszłości. To słuszna idea, gdyż już w latach 70-tych w centrum zachodnich miast trudno było znaleźć wolne miejsce. Otwieranie długich drzwi mogło zakończyć się porysowaniem sąsiedniego pojazdu. Pomysł pana Lunke i jego syna znalazłby zastosowanie u odważnych Francuzów i Włochów, ale władze VW? Sami wiecie …

VW Golf 1 Lunke&Son

Źródło: v10.pl

VW Golf 1 1.5D (1976) – diesel w tak małym samochodzie? Dlaczego nie? 50 – konny silnik nie był mocny, ale trwały co nie było powszechne wśród małolitrażowych jednostek wysokoprężnych. Niskie zużycie paliwa (zawsze poniżej 5 litrów na 100 km) to jedna z zalet. W latach 80 i 90-tych był to najbardziej pożądany pojazd na polskiej wsi. W 1982 roku – tuż przy końcu produkcji został rozwiercony i otrzymał turbosprężarkę – 70 KM. Duży moment obrotowy i niskie spalanie? Oto Golf idealny – chyba, że ktoś lubi „kratkę”?

Silnik 1.5 D

Źródło: Youtube

VW Golf 1 GTI (1976) – ale właściwie po co? Robiony „po godzinach” z części pozostałych w magazynie. Usportowiony samochód popularny, który nie musi być rekordzistą, ale nie chce odstawać od Alfy, Lancii czy szybkich Renault. 110 KM w zupełności wystarczy dla „przeciętnego” kierowcy chcącego czasem zaszaleć. W ostatnim roku produkcji zyskał silnik powiększony o 200 cmi całe 2 KM więcej. Po co? Dla większej elastyczności i mocnych średnich obrotów. Oczywiście nie można zapomnieć o kracie na siedzeniach i gałce zmiany biegów w kształcie piłki golfowej.

VW Golf 1 GTI

Źródło: Honest John

VW Caddy 1 (1978) – w produkcji aż do 2007 roku (w RPA). Dla jednych to lifestylowy (cokolwiek to znaczy) pojazd, dla drugich to narzędzie pracy. Dłuższy, większy i szerszy Golf z 2 – osobową kabiną i paką mieszczącą od 550 do 650 kg ładunku. Niby niewiele, ale to i tak dużo dla słabych silników (50-75 KM). Być może dlatego jedynie 4 – biegowa przekładnia z innym przełożeniem. To idealny pojazd dla rolnika, drobnego przedsiębiorcy czy … driftera, który przerobił go na tylny napęd. Caddy to marka sama w sobie.

VW Caddy 1

Źródło: hiroboy.com

VW Golf 1 Cabrio (1979) – dzieło Karmanna, które produkowano do 1993 roku. Ma wystający „pałąk” i dach, którego nie można schować wewnątrz bagażnika, ale kogo to obchodzi? Może mieć „pięciomilówki”, ale i tak to przedmiot pożądania milionów klientów. Golf Cabrio może mieć „luksusy” niedostępne w innych wersjach. Jest droższy, ale w tej cenie próżno szukać „czegoś” bez dachu mogącego zmieścić 4 osoby, przy czym ilość miejsca z tyłu nie odbiega od wersji ze stałym dachem. Po prostu mistrz!

VW Golf 1 Cabrio

Źródło: Honest John

VW Jetta Mk 1 (1979) – zamiast okrągłych reflektorów duże prostokątne, ale to nie jedyna różnica w stosunku do Golfa. Jetta to „coś” więcej niż Golf z dużym bagażnikiem. To przepustka do „świata Passata” – ma lepsze wyposażenie, duży bagażnik a wersja GTI zostaje nazwana GLI – 112 KM rozpędza Jettę do 182 km/h. Wielki sukces w USA i pożegnanie z modelem „412”, którego zastąpiono 2 lub 4 – drzwiową limuzyną. W tej formie Golf może więcej i trafia w gusta bardziej wymagającego klienta.

VW Jetta Mk 1

Źródło: Retro Rides

VW Citi Golf (2009) – szaleństwo! Jak można produkować bez zmian tyle lat ten sam model? Można, czego dowodem jest afrykańska odmiana Golfa. Do końca produkcji z silnikami pamiętającymi lata 70-te, ale od 2004 roku z deską rozdzielczą Skody Fabia. Nie od dziś wiadomo, że Afryka potrzebuje taniego, niezawodnego i łatwego w naprawach pojazdu tej wielkości, ale dlaczego to miał być Golf? Dlatego, że przez lata zyskał opinię pojazdu, którego nie można zepsuć. To w Afryce jest cenniejsze niż rozbudowana elektronika i „gwiazdki”.

VW Citi Golf

Źródło: Youtube

Jaki jest Golf 1?

Nudny? Nie – to jeden z najciekawszych samochodów segmentu C w latach 70 – tych. Z pozoru pospolita konstrukcja, ale ma wielki potencjał. Dowody? Kilka rodzajów nadwozia, silnik wysokoprężny z turbosprężarką, wersja dostawcza, serie limitowane – jest w „czym” wybierać. Golf 1 jest dla każdego – może być tani, ale nie musi. Może być taki jak miliony „braci” lub indywidualny – skrojony na miarę przez firmę tuningową. Tak prosta konstrukcja może być obiektem dowolnym modernizacji. „Twój Golf jest taki jak Ty”.

Droga do ostatecznej wizji Golfa nie była łatwa. To przynajmniej kilkanaście prototypów i ciągle przepychanki pomiędzy inżynierami a dyrekcją. Golf 1 to walka ze starą tradycją i próba ekspansji nowych zwyczajów. Dopiero po kilku miesiącach produkcji władze koncernu są przekonane, że ustępstwo popłaca. Kolejne miliony sztuk to odbudowanie pozycji VW i dorównanie konkurencji. Golf 1 wyznacza trendy, choć nie szokuje, ale wygrywa na punkty bo nigdzie nie okazuje słabości. Czy jest doskonały?

Projekt, który rozwijał się 20 lat nie może mieć żadnych wad. Musi być idealny. Czy jest? Nie – bagażnik mógłby być większy, próg załadunkowy niższy. Rozstaw osi można było powiększyć o kilka centymetrów, podobnie jak rozstaw kół – to dla ilości miejsca i większej stabilności. Można było produkować kombi, ale w tamtych czasach to sedany pełniły rolę rodzinnych transporterów. Czy w 2009 roku klienci z RPA byli świadomi tych wad? Pewnie tak, ale z taką ilością zalet trudno dyskutować. Golf „Jedynka” to jednak fajne auto …

Część druga

Część trzecia

Część ostatnia