Kiedy oglądamy ogłoszenia sprzedaży pojazdów zabytkowych wśród danych technicznych często podana jest klasyfikacja według „skali oryginalności i stanu pojazdu”. Czym naprawdę jest to narzędzie? Informuje potencjalnego nabywcę o faktycznej wartości pojazdu – nie tylko pieniężnej, ale przede wszystkim o wartości kolekcjonerskiej, na którą składa się zgodność części aktualnie zainstalowanych w konstrukcji z fabrycznym wzorcem. Im więcej tanich zamienników lub części dorabianych na zamówienie, tym wartość jest coraz niższa. Jak zatem prezentuje się ta klasyfikacja?
Oldtimer klasy pierwszej
Źródło: Motor Klassik
- Klasa 1 – odpowiada pojazdowi, który został w pełni odrestaurowany z wielką starannością i dbałością o szczegóły. Zbudowany na oryginalnych, pierwotnych częściach – ze szczególnym naciskiem na oryginalny silnik i skrzynię biegów (to najtrudniejszy etap prac restauracyjnych). Kolor lakieru i wnętrza dokładnie wzorowany na oryginalnym stanie, często identyczny ze wzorcem określonym w dokumentacji pojazdu. To zwykle najdroższe oldtimery prezentowane na licytacjach.
- Klasa 2 – w tym przypadku pojazd może posiadać drobne ślady użytkowania. Dopuszczalne są również niewielkie modyfikacje jednostki napędowej. Plamy rdzy są niedozwolone. Co to oznacza? W tej klasie zwykle umieszcza się większość youngtimerów, których właścicielami nie są kolekcjonerzy i zwykle te pojazdy są okazjonalnie używane. Są doskonale utrzymane pod względem blacharsko-lakierniczym.
- Klasa 3 – w tym przypadku rdza jest tolerowana, ale wyłącznie na elementach karoserii a nie na ramie czy innych elementach nośnych. Nie wymagany jest również oryginalny motor, ale warunki techniczne muszą być porównywalne do stanu pierwotnego. Co to oznacza? Zwykle współczesny silnik w wiekowym nadwoziu. W przypadku pojazdów z klasy 3 konieczne jest to aby były gotowe do jazdy. Pojazd musi mieć sprawny układ napędowy.
- Klasa 4 – egzemplarze, które zawsze są eksponatami do prac renowacyjnych i nie muszą mieć sprawnego układu napędowego. Liczy się dokumentacja techniczna oraz udokumentowana historia pojazdu od pierwszego właściciela. Przedstawiciele klasy 4 być naprawione współczesnymi metodami a koszty ich renowacji zwykle są niższe niż w przypadku pojazdu klasy 5. W tej klasie jeszcze nie potrzeba dużego zaangażowania w odbudowie.
- Klasa 5 – pojazdy są jeszcze w gorszym stanie ogólnym, ale do naprawy przy dużym zaangażowaniu, jeśli części zamienne są dostępne w wystarczającej ilości od producenta lub kanałami prywatnymi. Pojazd tej klasy jest często skorodowany i ma uszkodzony silnik co jednak nie przekreśla go jako cennego zabytku. W tej klasie często określa się przedwojenne pojazdy „wyciągnięte prosto z szopy”.
- Klasa 6 – Pojazdy o wartości złomu. Wrak, który wymaga lat i ogromnych pieniędzy na odbudowę. Jego wartość zwykle mierzy się za pomocą faktów historycznych i w tej kategorii za miliony dolarów często sprzedaje się wyścigówki z wczesnych lat powojennych (1946-1955). W tej klasie nie liczy się pojazd a tylko ludzie i rzetelna historia pojazdu. Aukcje takich wyścigówek z „epoki” przypominają licytację – auto, które „uciekło” nich dalej nie śpi tylko na następnej licytacji może być warte milion.
Ferrari za 1,9 mln dolarów
Źródło: Rally and Race
Który wybrać? To zależy od … wszystkiego. Zwykle najtańsze będą yougtimery klasy 2 i 3. Najdroższe unikaty klasy 1. Klasyfikowane jako klasa 6 wraki to „skarbonka bez dna”. Jedynie sentyment lub udział w ważnych wydarzeniach historycznych może być przesłanką do tego aby taki pojazd odbudowywać. Nawet najstarsze pojazdy posiadają tabliczki informujące o roku produkcji, seriach czy numerach podwozia co często ułatwia odbudowę, ale jest to proces długotrwały i niezwykle kosztowny. Najlepszy przykład? Wyjątkowy wrak Ferrari z lat 50-tych za 1,5 miliona dolarów.
Wrak, a zatem kilka skorodowanych elementów nadwozia oraz pozostałości podwozia. W tym przypadku łatwo o dokumentację. Marki, które istnieją do dziś jak np. Bugatti mają dokumentację nawet najstarszych konstrukcji. Podobnie firmy, które po wojnie zmieniły profil działalności (np. Hispano-Suiza) dysponują bogatym archiwum. Dotarcie do osób, które mają informacje o wyjątkowych konstrukcjach produkcji amerykańskiej lub francuskiej z początku XX wieku graniczy z cudem. Warto jednak podjąć taki wysiłek aby ocalić od zapomnienia te konstrukcje.
PS
Piszący te słowa jest „belfrem od hieroglifów i tabelek” zatem wypada życzyć każdemu Czytelnikowi samych „Jedynek” w rozsądnych cenach.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








