Wakacje na wsi wielu z Nas wspomina jako czas, kiedy nie byliśmy zajęci przewijaniem „rolki” na portalach społecznościowych. Jedyne, co przewijało się to sznurek do wiązania snopów siana. Wcześniej były żniwa – czas, kiedy można było przejechać się gigantyczną maszyną z wielkim walcem z przodu. Jazda kombajnem zbożowym dla dzieci była atrakcją większą niż supersamochodem. Najlepiej żeby kombajn był czerwony z otwartą kabiną tak, aby widzieć pracujący heder (walec tnący). Taki najczęściej był Bizon Z056 – najbardziej znany polski kombajn.
Historia Bizona rozpoczyna się w latach 60-tych. Polskie rolnictwo potrzebowało maszyn. W tym czasie polski rolnik nie mógł pozwolić sobie na własny nowy ciągnik – powszechnie używano koni. Nowe ciągniki należały głównie do Państwowych Gospodarstw Rolnych. Korzystanie z ciężkiego sprzętu wiązało się z umówieniem terminu wykonania usługi. Chętnych było wielu, zatem żniwa wtedy były problemem logistycznym a większość „małych” rolników prace wykonywała ręcznie – kosą i sierpem. Kombajn był marzeniem wielu. Nawet taki, który do napędu wykorzystywał moc „konia fizycznego”.
Pierwszym kombajnem, który nazywano „Bizon” był model Z040. Produkowano go w latach 1970-1973. Długi na 8 m i wysoki na prawie 4 metry pojazd ważył 6,6 tony i rozpędzał się do 21 km/h. Ważniejszymi od prędkości maksymalnej danymi były te dotyczące efektywności pracy – 4 wytrząsacze o dł. 360 cm i obszar przesiewania – 2,34 m2. Heder miał szerokość całkowitą 4,63 m. Podczas jazdy drogami wiejskimi pojazd zajmował całą szerokość drogi co skutecznie blokowało ruch. Interesującym parametrem był rozmiar przednich kół. Olbrzymie „balony” osadzono na 30-calowych felgach.
Bizon Z040 w grze „Farming Simulator”
Dla większości z Nas „Prawdziwy Bizon” to Z056 produkowany w latach 1976-1994. Długi na 8 metrów, wysoki na 4 metry i szeroki na 4,6 m (z założonym hederem – walcem tnącym) Bizon był maszyną dużą i ciężką. Na „sucho” ważył 7,7 tony a do jego napędu służył 100-konny silnik z Andrychowa – o poj. 6,5 dm3 i 6-ciu cylindrach. Była to licencja Leylanda – znane SW 400 stosowane np. w autobusie Autosan H9. 100-konny napęd wystarczył do sprawnego przemieszczania się pomiędzy polami pełnymi zbóż. Do tego został stworzony. Nie był „demonem prędkości”.
Z oficjalnych danych wynika, że mógł rozwijać prędkość drogową 20 km/h a prędkość wytracał za pomocą hamulców tarczowych. Jak się nim jeździło? Powoli, ale precyzyjnie. Pomimo znacznych rozmiarów kombajnu kierujący miał doskonałą widoczność (do przodu, ale nie do tyłu) a sam pojazd był zadziwiająco zwrotny. Wszystko za sprawą tylnych kół skrętnych o małej średnicy. Dzięki nim można było manewrować nawet na wąskim polu. Pojazd był modernizowany a do wyposażenia dodatkowego oferowano wiele np. przystawkę do kukurydzy i słonecznika. Prawdziwie wielofunkcyjna maszyna.
Bizon Z056
Model Z056 ewoluował w modele Z057 i Z058 (większy, tzw. Rekord). Co ciekawe, starsza wersja była montowana równolegle z następcami (jak np. Skoda Octavia). Różnice w wyglądzie zewnętrznym pomiędzy 057 i 056 były minimalne. Właściwie każdy model był lakierowany na czerwono, choć część zamówień dotyczyła kolorów żółtego, niebieskiego oraz zielonego. Nowszy model 058 wyposażono w mocniejszy silnik (120 KM) oraz większy zbiornik na ziarno – o pojemności 3,5 m3 (poprzednik miał zbiornik o poj. 3 m3). W praktyce oznaczało to szybszy zbiór oraz mniej przymusowych postojów na przesypanie ziarna.
Co ciekawe, wszystkie modele tej serii miały kilka wersji rozwojowych. Można było zamienić duże koła na gąsienice, wybrać dwa rodzaje wytrząsacza (klawiszowego i bębnowego), zamówić kilka rodzajów nagarniaczy a także … wersję eksportową przeznaczoną do zbioru … ryżu (eksport do Chin). Wśród opcji był oczywiście wózek na walec tnący (heder), ale w tym czasie większość kombajnów jeździła po drogach publicznych w założonym hederem budząc respekt u właścicieli mniejszych pojazdów. Wózek był zatem zbędnym dodatkiem. Dopiero kilka lat temu jazda bez walca tnącego po drogach stała się powszechna.
Dlaczego tylko PGR-y mogły pozwolić sobie na taki sprzęt? Rolnicy w tym czasie mieli szczęście, gdy zamienili konia na nowego Ursusa C-330. Kombajn był maszyną droższą i jedynie państwowe gospodarstwa były w stanie zdobyć upragnioną maszynę. Rolnik indywidualny mógł jedynie skorzystać z usług świadczonych przez właścicieli Bizona. Początkowo były to PGR-y, później Koła Rolnicze a pod koniec lat 90-tych prywatni właściciele, którzy wykupili egzemplarze z „państwowego demobilu” i naprawili je tanim kosztem. Tak powstał prywatny biznes usług rolniczych.
Żniwa w latach 80-tych


Źródło: makowonline
W czasie produkcji Bizon był polskim towarem eksportowym. Polskie kombajny były sprzedawane w krajach sąsiednich: Białorusi, Ukrainie i Czechosłowacji a nawet w dalekich: Iranie i Syrii. Partia Bizonów trafiła nawet do USA, ale nie zyskały popularności wśród amerykańskich farmerów. Przez kilka lat montowano je również na Ukrainie. Klienci przy wyborze kierowali się przede wszystkim niską ceną oraz tanimi częściami zamiennymi. Kombajn nie był wzorem niezawodności, ale nie wymagał specjalistycznej obsługi ani drogich narzędzi. Proste naprawy były możliwe nawet na polu.
Historia „Prawdziwego Bizona” kończy się w 2004 roku. W tym czasie był to już przestarzały model. Klimatyzowane kabiny, wspomagania mechanizmów, mocny silnik i … wysoka cena – tym wyróżniały się zachodnie konstrukcje. Po przejęciu zakładu produkcyjnego przez New Holland (spółkę zależną od Fiata) do 2012 roku montowano jeszcze kombajny Z058 w zmodernizowanej wersji a także kombajn „Gigant” – największy kombajn zbożowy polskiej produkcji o masie 12 ton napędzany silnikiem o mocy 220 KM. Nie były to już „Prawdziwy Bizon”, ale nosił jego nazwę.
Kombajn Bizon w pamięci wielu z Nas pozostanie największą maszyną jaką kiedykolwiek prowadzili. Podczas żniw kierowcy często zapraszali wiejskie dzieci i pozwalali im kierować Bizonem. Czy to było niebezpieczne? Nie. Pojazd na polu poruszał się z prędkością kilku km/h. Dziecku nic nie zagrażało – kolizja z innym pojazdem nie była możliwa a miejsce pracy kierowcy było oddzielone od walca barierką (lub szybą kabiny). Widok łanów zboża przed sobą, wysypywanie ziarna i poczucie władzy nad wielką maszyną było bezcennym doświadczeniem. Hałasem silnika i kurzem wtedy nikt się nie przejmował.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








