W ciągu 100 lat samochody przytyły niemal trzykrotnie. Zmienił się poziom bezpieczeństwa, zwiększyły rozmiary, podwoiły się prędkości. Technologia poskromiła apetyt, hamulce wreszcie zasłużyły na swoją nazwę a we wnętrzu pojawiły się uprzyjemniacze podróży. W ten oto sposób poczciwa Eliza zmieniła płeć i stała się Focusem. Historia zna tysiące takich przypadków, kiedy z wiotkiej panienki robi się strongmen.
Walka z wagą oparta jest na diecie, ćwiczeniach a w najtrudniejszych przypadkach – na operacjach. W motoryzacji dieta samochodowa zaczyna się od operacji. Tutaj zmniejszenie „żołądka” nic nie pomoże – mniejszy zbiornik to mniejszy zasięg a mniejsze „serce” to większe obciążenie dla układu napędowego. Silnik o rozmiarach i dżwięku sokowirówki to porażka ewolucji w motoryzacji. Nikt tego nie chce, nawet najbardziej zagorzali ekolodzy.
Jedną z metod była dieta nadwoziowa. Trabant miał karoserię z duroplastu, karoseria Ferrari F40 ważyła 47 kg a Ariel Atom nie miał jej wcale. Waga Peela osiągnęła granicę absurdu, ale jako pojazd rodzinny nie sprawdziłby się. Podobno dieta wymaga poświęceń, ale na takie raczej nikt się nie zgodzi. A co z efektem jo-jo? W przypadku samochodów też jest częsty, choć producenci go ukrywają – np. Ford, który wagę Mondeo zaniżył o ponad 200 kg.
W czasie, gdy Fiat karmił Stilo tłustymi makaronami i pizzą oraz poił winem masywna sylwetka oznaczała bezpieczeństwo. Pomimo wysiłku pewnego bohatera filmu nie wynaleziono „eliksiru chudości” i nie zanosiło się na szybką zmianę. Eliksir ten powstał kilka lat później w Japonii a jego receptura była niezwykle prosta – sama natura, żadnej sztuczności i tylko pełnowartościowe produkty. Precz z fast fooodem i zbędnymi dodatkami. Mazda przełożyła to na język motoryzacji.
Przed kuracją …
Źródło: bestcarmag
Mazda osiągnęła perfekcję w diecie samochodowej. Nowa 'dwójka’ była mniejsza, lżejsza o 100 kg i bardziej efektowna od pudełkowatego poprzednika. Nie zmniejszono jej tylko serca – silnik dostał wigoru a zużycie paliwa spadło o litr na każde 100 km. W ślad za nią walkę z otyłością rozpoczęli inni. Nawet Fiat, który upasł Stilo do półtorej tony nowy model Bravo poddał ryzykownej kuracji. Teraz kompaktowi rekordziści pozbywają się 200 kg a Range zrzucił aż 400 kg. Pełen szacunek, ale nadal waży ponad dwie tony.
400 kg to waga bolidu F1 z lat 60-tych. Dziś bolid waży ponad 600 kg i nie raczy chudnąć. To ze względów bezpieczeństwa, gdyż lekki bolid wyposażony w elementy aerodaerodynamiczne o wadze 400 kg zamienił by się w latawiec. Dlatego też są pewne granice, których przekraczać nie warto. Wyobraźcie sobie anorektyczkę próbującą ujarzmić ciężarówkę – owszem prowadzić może, ale koła nie zmieni o rozładunku nie wspominając.
… i po
Źródło: Fiat
Dziś wyraźnie zacierają się różnice pomiędzy segmentami rynku – pomiędzy Pandą a Golfem jest to zaledwie 100 kg a Mazda 6 w najlżejszej wersji waży tyle, co lepiej wyposażona Astra. Ostatnim bastionem „żeliwnego tłuszczu” są małe SUV-y. To auta na pokaz, nie nadają się w ciężki teren a mimo to ważą po 1500 kg. 25 lat wcześniej Vitara ważyła 1050 kg i przejeżdżała tam, gdzie nie mogło Pajero czy Land Cruiser. Mokka i jej podobne twory nadają się conajwyżej na leśny równy dukt.
Dziś wszystko musi być fit. Każdy, kto ślepo podąża za tym trendem uważany jest za „normalnego” a Ci, którym daleko do wzorca określa się mianem „plus size” lub „oversize”. Wciskane na siłę jedzenie ekologiczne ma tyle wspólnego z ekologią, co autor tych wypocin z modelingiem, ale reklama robi swoje. Człowiek karmiony żarciem dla chomika i auto napędzane ekologicznym paliwem czuje się tak samo – drętwo. Beznadziejna ta moda i szczerze mówiąc nigdy się jej nie poddam.
Na koniec najlepsze. Podczas, gdy ludzkość i motoryzacja wypowiedziała wojnę kilogramom, wasz „ulubiony” autor wypowiedział wojnę … przeciw własnej chudości. Odkąd stałem się internetowym tworem, w ciągu dwóch lat przybyło mi 15 kg. Z własnej przymuszonej woli, gdyż miałem kompleks chudości. Niniejszym oświadczam, że zostałem z niego wyleczony. Czasem trzeba iść pod prąd, żeby iść z prądem. Wtedy jest lepsze uziemienie – cokolwiek ma to oznaczać w tym przypadku. Smacznego!

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








