Patrz do tyłu, nieobliczalne Punciaki są wszędzie

przez | 15 stycznia, 2021

Jest styczeń a więc jest zimno, pada śnieg, drogi pokryte są solą a przydrożne rowy – pojazdami przedstawicieli handlowych „ćwiczącymi jogę”. Jeden na dachu, drugi na boku, trzeci w zaspie, ale taki mamy klimat. W sumie to dobrze, że wróciła zima z dawnych lat gdyż dawno nie było pogody, która zmuszała kierowców do myślenia. Problem w tym, że nie każdy kierowca myśli. Są tacy, którzy uważają, że są sami na świecie i wszyscy muszą się do nich dostosować. Tak nie jest, ale przekonać „kogoś” do zmiany zdania jest trudno. Czasem „dzwon” nie zmieni jego przyzwyczajeń.

Dlaczego o tym? Wracając kilka tygodni temu z wywiadówki jadący z przeciwka „Punciak” nagle zwolnił. Raczej nie miał powodu aby zwalniać. Nawet nie zauważył, że ma za sobą „40-tonowe maleństwo”. Kierowca ciężarówki nie chcąc staranować tego grata odbiło w lewo – prosto na mnie. Na szczęście obyło się bez dzwonu, ale to wydarzenie podniosło ciśnienie lepiej niż  najmocniejsza kawa. Aż chce się napisać – „patrz w lusterka, 40-tonowe maleństwa nie hamują w miejscu”. To wydarzenie sprawiło, że od tego momentu uważam na wszystkie „Punciaki”. Ich kierowcy bywają nieobliczalni.

Punto 1 w tym kolorze jest nieobliczalne

Źródło: FIAT

Punto objawiło się nam w 1993 roku jako następca kanciastego Uno. Było najnowocześniejszą konstrukcją w segmencie – większe i szersze od konkurencji, lepiej wykonane i bezpieczne. W tym czasie segment B opierał się na konstrukcjach z początku lat 80-tych (Metro, Polo, 205 czy wiekowe R5). Nie miały wzmocnień nadwozia, słupki dachowe były wąskie a wyposażenie dodatkowe kończyło się na kierownicy i tapicerce ze ścierki. Wyjątkiem była Baccara, ale Clio było tylko jedno wobec kilkudziesięciu konkurentów. Punto stało się prawdziwą „Gwiazdą” tego segmentu.

„Gwiazda” miała 86-konny silnik o poj. 1.2 dm3 co było wartością godną japońskich wysokoobrotowych silników. Punto wyposażono w poduszkę powietrzną oraz wzmocnione drzwi. Nie wyposażono w dobrze wykonany alternator – ten od wieków psuł się a jego obudowa pękała z byle powodu. Tego ostatniego nie poprawiono nawet w Grande Punto (miało te same silniki i osprzęt). Punto to po włosku „kropka”. Czy Fiat postawił „kropkę” w zdaniu zawierającym wszystkie pojazdy segmentu B? Tak, ale gdy pojawiła się mocna Ibiza, Punto stało się „dziadkowozem” i „działkowozem”.

Czy srebrnym Punto, które chciało zatrzymać ciężarówkę, kierował przysłowiowy „dziadek”? Nie zauważyłem – było ciemno i bardziej skupiłem się na widoku ciężarówki hamującej kilka metrów przed „słitaśną buźką” mojego samochodu niż na kierowcy „Punciaka”. Na szczęście „mądre oko” kamery zamontowanej w moim samochodzie zarejestrowało ów moment co potwierdziło prognozę. Tak, to był stereotypowy użytkownik starego „Punciaka”, który patrzy jedynie w przyszłość i nie ogląda się za siebie. Punto to taki fenomen wśród stereotypów samochodowych – bohater „nonsensopedii”.

Kiedyś był bardziej młodzieżowy, dziś jest bardziej … moherowy. Służy do dojazdu do sklepu, na działkę i do Kościoła. To jeżdżący stereotyp, który utrwala się z każdym rokiem. Powoli wkracza w wiek, w którym jego beznadziejna wycena (czytaj: 2-3 tysiące to maksimum absurdu) hamuje (sic!) i stabilizuje się na niskim poziomie. Wszystko to dzięki „Jedynce” w wersji kabriolet. To specyficzny „twór” czasów, gdy nie było „samochodów do wszystkiego”. Żółte Punto 1.6 bez dachu zaczyna być cenione – to doskonały przykład tego jak z „dziadkowozu” zrobić samochód marzeń (podobno „ktoś” ma takie marzenia).

Punto pełne rozsądku

Źródło: cars-data.com

Jest również Barchetta – sportowy kabriolet z przednim napędem. Ma w sobie dużo „Punto” i trochę linii starego Ferrari (tak twierdzą „znawcy” historii Fiata). Jest „pojazdem dla fryzjerów” – jak dumnie określa się pojazdy skierowane dla „panów, którzy bardziej cenią sobie p… a nie w…”. Na szczęście to nie Barchetta chciała zatrzymać TIR-a. To było „zwykłe” Punto, które nie ma nic wspólnego z „fryzjerami”. Wściekłe Punto, które za nic ma sobie przepisy ruchu drogowego i zasady zdrowego rozsądku. Spokojnie, mam jego numery rejestracyjne.

Punto potrafi by tak nieobliczalne jak nieobliczalni są jego kierowcy. W praktyce oznacza to, że może być nieszkodliwe dla innych pojazdów, ale w pewnych rękach staje się niebezpieczną bronią – tak, nawet Punto może przyczynić się do katastrofy drogowej. Oby to nie był kabriolet w kolorze żółtym, który staje się jedną z najlepszych lokat w tym segmencie i nie spychał na mnie ciężarówek wypełnionych produktami do sklepu z czerwonym logo. Zapewne jesteście ciekawi jaki morał z tej „pokręconej” historii? Morał jest prosty, jak prosty jest alternator w Punto.

Uważajmy na siebie. Nie jesteśmy sami na drodze. Wokół nas są inni ludzie i inne „Punciaki” (oraz inne czerwone „Dziadzitsu” z wideorejestratorem). Czasami warto zobaczyć czy „ktoś” nie jest tuż za nami.  Każdy nasz manewr ma wpływ na innych uczestników ruchu drogowego, co szczególnie można zauważyć w zimie, gdy przyczepność jest zerowa lub co najwyżej minimalna. Uważajcie również na stare samochody, które jeżdżą w zimie. Ich kondycja nie zawsze jest najlepsza (podobnie jak ich kierowców) a przecież chcemy aby jak najwięcej ich przetrwało.

Na koniec kilka słów od Ojca Prowadzącego:

Jest już połowa stycznia. Pada śnieg a rano jest „szklanka” na drodze. Na drogach lokalnych nikt nie odważy przekraczać 50 km/h. To idealne warunki dla „slow riders”. 100 lat temu 50 km/h było jak teraz 90 km/h. Wtedy pośpiech miał inne tempo. Brakuje mi tamtego klimatu. Dlatego jeżeli zauważycie kogoś, kto jedzie w „żółwiowym tempie” w takich warunkach to nie próbujcie wymuszać na nim przyspieszanie. Być może ten „ktoś” bardziej ceni sobie swoje zdrowie niż inni. Takich ludzi jest coraz mniej.