Wśród polnych dróg, przez szklistą taflę zamarzniętego jeziora, zamaszystymi susami porusza się czerwony rumak. Nie dyszy ze zmęczenia a na każdy zakręt z radości strzyże uszami. A właściwie nie uszami a sprzęgłem i … modułem przekazywania mocy. Cóż, to nie jest koń, a raczej 660 koni, które po raz pierwszy nie muszą obawiać się zimy czy deszczu. Nie jest to „coś”, czym wygramy rozgrywany w Peru … Rajd Dakar, ale na co dzień całkowicie wystarcza. Należy pamiętać, że zastosowany w nim napęd na 4 koła działa tylko do prędkości 170 km/h – po jej przekroczeniu automatycznie się wyłącza.
Ferrari zarzekało się, że nigdy nie zrobi limuzyny ani SUV-a. W pierwszym przypadku nie dotrzymało słowa, gdyż w 1980 roku Pininfarina pokazał limuzynę z logo Ferrari (Enzo nawet nie zabronił) a kilkanaście lat później na życzenie arabskiego szejka zbudowano kilka sztuk Ferrari 456 w wersji limuzyny i … kombi. Jednak żaden „normalny” klient nie mógł kupić 4 – drzwiowego Ferrari a tym bardziej napędzanego na wszystkie koła. I tak aż do 2011 roku, kiedy pokazano auto, które miało tylną klapę, 4 siedzenia i „coś”, co było namiastką „czteropędu”.
Pierwszy SUV od Ferrari?
Źródło: Autogespot
Następca modelu 612, zwanego potocznie „przegubowcem”, okazał się najbardziej praktycznym Ferrari w całej historii marki. Ma tylko troje drzwi, ale za to 4 pełnowartościowe siedzenia i bagażnik godny średniej klasy sedana. Gdy 450 dm3 (!) to za mało, zawsze można powiększyć przez złożenie tylnych oparć (!!). Wynik 800 dm3 pozwala na to aby jadąc w dwójkę zabrać ze sobą całą górę walizek i pomknąć do Saint Moritz czy Livigno. Do tego właśnie stworzono ten model. Nazywa się FF, od skrótu: cztery siedzenia, cztery koła napędzane. Prosta nazwa? Ale nie proste Ferrari.
To pierwsze „oficjalne” Ferrari, które ma nadwozie typu Shooting Brake, co podkreśla długie boczne tylne okno i wysoki (jak na Ferrari) dach. Pojazd posiada wszystkie atrybuty najnowszych modeli z Modeny: ma „pysk rekina” i dużą atrapę chłodnicy, wąskie reflektory i pasek diod oraz tylne, duże zintegrowane światła. Do środka prowadzą duże drzwi, takie jak w mniejszej Californii. O ramce czy słupku nie ma mowy. Nawet na tylnych siedzeniach można usiąść, oparcia przednich foteli wreszcie składają się pod większym kątem niż w 456 i 612. Z tyłu jest wygodnie – jak w Continentalu GT.
W środku typowy kokpit Ferrari nowej generacji z centralnym obrotomierzem oraz dwoma wyświetlaczami. Niezbyt czytelny, ale za to tak chętnie kopiowany przez McLarena w tysiącu odmian jednego modelu. Na kierownicy jest włącznik świateł i kierunkowskazy a za nią dwie łopatki do zmiany biegów. Ciekawostką jest wbudowana nawigacja, dokładnie taka sama jak we „włoskich” Chryslerach. Może i nieco archaiczna, ale za to bardzo czytelna. Nad nią znajdują się trzy okrągłe nawiewy. Prawie cała kabina wykończona jest skórą najwyższej jakości.
Skórzane wnętrze rodzinnego Ferrari
Źródło: Ferrari
FF to najszybszy seryjny 4 – osobowy samochód świata. Do jego napędu użyto całkowicie nowy silnik V12 o poj. 6262 cm3 i mocy 660 KM, którą uzyskano bez doładowania. Auto jest w stanie rozpędzić się do 335 km/h a od 0 do 100 km/h już po 3,7 sekundy spalając przy tym średnio około 15 dm3/100km na trasie i 26 dm3/100 km w mieście. To realne dane, nie z „rolkowego” testu, ale 91 dm3 pojemności zbiornika paliwa wystarcza na prawie 500 km, co jak na V12 od Ferrari to i tak rewelacyjny wynik (starsze V12 były bardziej paliwożerne).
Określenie „napęd 4×4” jest tu trochę na wyrost. Ferrari FF posiada klasyczny, tylny napęd a przedni pracuje tylko do maksymalnych obrotów na czwartym biegu, stąd we wstępie prędkość 170 km/h. Przeniesienie napędu na przednie koła odbywa się poprzez moduł umieszczony przed silnikiem. Ten wynalazek składa się z małej skrzyni biegów (dwa biegi do przodu oraz wsteczny) oraz dwóch sprzęgieł wielopłytkowych, z których każde przekazuje napęd na jedno przednie koło. Przełożenia małej skrzyni odpowiadają „dwójce” i „czwórce” na głównej, dwusprzęgłowej skrzyni umieszczonej z tyłu nadwozia.
Silnik i przeniesienie napędu systemu 4 RM
Źródło: Flickr
Ferrari uznało, że raczej nikt nie będzie jeździć szybciej na lodzie czy w deszczu. W dodatku klasyczny napęd 4×4 nie był dobry dla projektu, gdyż konieczne byłoby podniesienie silnika w celu zmieszczenia przeniesienia napędu. To, że nikt nie będzie jeździł szybciej na lodzie nie było prawdą, „Człowiek w bieli” (czyli Stig) podczas testu zapomniał o tym, że na 5. biegu napęd na przód się wyłącza i kierując FF na tafli zamarzniętego jeziora z impetem wpadł w zaspę, z której nie mógł wyjechać. Oczywiście dostał za to stosowną reprymendę od produkcji programu „Top Gear”.
Cały moduł przeniesienia napędu na przód waży 45 kg i jest znacznie lżejszy niż inne rodzaje 4×4. Auto wcale nic nie traci na prowadzeniu – wręcz przeciwnie zyskuje, gdyż 20% momentu obrotowego, które trafiają na przednie koła może ograniczyć uślizg. Ku radości użytkowników Ferrari – nowy napęd nie ogranicza zabawy, ale czyni ją bardziej bezpieczną. Podczas, gdy jeszcze 456 czy 612 a tym bardziej 355 i 360 potrafiły na oblodzonej nawierzchni podnieść ciśnienie kierowcy, FF jedzie pewnie nawet na alpejskich krętych trasach. To prawdziwy gran tourer.
Na uwagę zasługuje fakt, że jest to pierwsze Ferrari, którym śmiało można wyjechać z rodziną i zabrać ze sobą pokaźnych rozmiarów bagaż. Pomimo zwiększenia użyteczności to Ferrari nadal potrafi narobić wstydu na światłach każdemu, kto tylko odważy się „rzucić rękawicę”. Tym, którzy nie mają dzieci a nie potrafią rozstać się z wielką górą niepotrzebnych „gratów” pozostaje nowy model F12 – jeszcze szybszy, który ma nawet 500 – litrowy (!) bagażnik, ale wyższą krawędź załadunku. 458 Italia i California mają mniejsze bagażniki.
Gustowne torby w bagażniku Ferrari
Źródło: Ferrari
Ocenianie pojemności czy wysokości progu bagażnika w Ferrari ? Cóż, czasy się zmieniają, tak jak oczekiwania klientów, których Ferrari po raz pierwszy posłuchało podczas projektowania nowego modelu. Chcieli najlepszych osiągów, zabrać ze sobą znajomych lub rodzinę i zapakować cotygodniowe zakupy. „Mówisz, i masz”. Jednak FF nie jest tanie, w Polsce ceny startują od 1,2 mln zł a więc nawet nieco drożej niż Bentley. Ten ostatni ma „normalny” napęd 4×4, ale silnik to pospolity składak koncernu VW, podczas gdy V12 Ferrari ma najlepszy rodowód – powstał w wyniku doświadczeń w F1.
Podobne wpisy:

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










