Co polscy inżynierowie potrafili zrobić z części włoskich Fiatów? Niemal wszystko. To z użyciem ich części powstawały jednostkowe prototypy, które miały otworzyć naszą motoryzację na kapitalistyczny zachód. Jednym z nich był Polski Fiat 1300 Coupe – niezwykły projekt, który zbudowano tylko w jednym egzemplarzu dla uczczenia 30-tej rocznicy powstania PRL. Wobec innych konstrukcji FSO był to pojazd bardziej oryginalny, choć znaleźli się i tacy, którym superauto z Żerania przypominało … Lotusa Esprit. Trudno nie przyznać im racji.
Nadwozie o modnym, klinowym kształcie bardzo przypominało nowy projekt Lotusa. Oba auta powstawały niemal jednocześnie i miały wiele cech wspólnych: kanciaste, proste formy, duże szyby, w tym przednią pochyloną pod znacznym katem oraz tylną tzw. „żaluzję” – czarną maskownicę tylnej szyby, hit lat 70-tych. Jednak styliści nie obrali kierunku „płaszczki na kołach”. Auto było wąskie i nieco krótsze od brytyjskiego oryginału. Siedziska umieszczono znacznie wyżej niż w Lotusie a całość, pomimo niewielkich rozmiarów, sprawiała wrażenie większej solidności.
Projekt nadwozia, wykonany przez stylistę FSO Zbigniewa Wattsona był inspirowany tym, co wówczas wychodziło spod ręki znanych Włochów – Gandiniego i Giugiaro. Wnętrze projektu Mariana Koraba oraz Sławomira Murawskiego było równie proste jak bryła nadwozia. Doskonale udało się połączyć efektowny wygląd z narzuconymi przez księgowych niskimi kosztami ewentualnej (bo raczej nie przewidywanej) produkcji. W odróżnieniu od innego prototypu – PF 125p coupe, nowy model FSO miał stalowe a nie kompozytowe nadwozie.
PF 1300 coupe
Co ciekawe decyzją inż. Jana Politowskiego auto powstawało metodą „prób i błędów” – bez sterty niepotrzebnej dokumentacji, której sporządzenie pochłonęłoby wiele czasu a ten był ściśle określony. Pomiędzy ostatecznym zatwierdzeniem prototypu a jego zbudowaniem miał upłynąć zaledwie rok. Tak niewiele czasu nie pozwalało na zgromadzenie jakiejkolwiek dokumentacji, ale również na makiety, długie testy i zbudowanie kilku prototypów oraz całą resztę, (nie)potrzebnych przy przygotowaniu nowego auta, czynności.
Powstał tylko jeden gipsowy model i szkice. Pośpiech, choć nie był wskazany, zmuszał do korzystania z gotowych części z innych pojazdów. Dlatego też wykorzystano wiele części z Zastawy, którą wówczas montowano w zakładach FSO – a zatem pośrednio również z części Fiata (z najnowszej palety modeli). Zapasy w Żeraniu były na tyle duże, że z łatwością znaleziono to, co było niezbędne. Tylko napęd był skromny i nie przystawał do wyczynowego charakteru pojazdu. Lotus miał 3 – krotnie większą moc.
Małego sportowca napędzał mało sportowy silnik Fiata o poj. 1.3 dm3 i mocy 75 KM. Prędkość maksymalna – tylko 140 km/h nie była powalająca. Pomimo lekkiego nadwozia napęd ten był za słaby. W dodatku stale się przegrzewał, gdyż jego centralne umieszczenie wymagało wielu wlotów powietrza w zderzaku, podłodze czy błotniku – tych PF 1300 Coupe zwyczajnie nie posiadał. Te, umieszczone w tylnym słupku wcale nie uchroniły silnika przed przegrzaniem. Jedyna korzyść z tego silnika to niskie spalanie rzędu 8-9 dm3/100km.
We wnętrzu wygospodarowano miejsce dla dwóch dorosłych oraz dwójki dzieci. Z tyłu, tuż przed silnikiem, było niewiele miejsca. Stąd też na nich wygodnie mogły zasiąść jedynie dzieci o krótkich nogach. Kabina była wąska, przyciasna i wyposażona w części przejęte z wielu modeli Fiata. Zajmowanie miejsc z przodu było łatwe dzięki szerokim drzwiom a widoczność bardzo dobra – nawet do tyłu, co przy centralnym silniku nie było wcale oczywiste. Dzięki płaskiej linii bocznej powierzchnia szyb była duża jak na sportowy model.
Deska rozdzielcza PF 1300 coupe
Jak się prowadziło 75 – konny bolid? Choć wydaje się, że moc porównywalna ze Seicento nie jest w stanie zapewnić sportowych wrażeń – PF 1300 Coupe takie zapewniał. Rozkład mas nie pozwalał na pewne prowadzenie. Tylny, mało obciążony napęd, w ważącym niespełna 900 kg bolidzie już przy niewielkich prędkościach sprawiał, że tył żył własnym życiem i często wyprzedzał przód pojazdu. Sposób prowadzenia był podobny jak w brytyjskim Lotusie, ale tu widowiskowe ewolucje były możliwe przy znacznie niższych prędkościach.
Auto uświetniło obchody 30. rocznicy PRL-u. Było ozdobą warszawskiej wystawy ukazującej osiągnięcia planowanej gospodarki. Zanim tam trafiło, zostało przetestowane w Falenicy przez samego Piotra Jaroszewicza. Spekulowano, że być może auto doczeka się produkcji, gdyż ówczesne władze były otwarte na modę zachodnią i takie auto już nikomu nie przeszkadzało. Szczególnie, że było bardzo nowoczesne. 1300 coupe jednak nie doczekał się produkcji, gdyż wkrótce w FSO miała rozpocząć się produkcja Poloneza.
Dodatkową przeszkodą byli Włosi. W tym samym czasie we Włoszech sprzedawano Fiata X1/9 – mały, sportowy samochodzik ze zdejmowanym dachem i silnikiem za fotelami. Wobec niego polski produkt byłby poważną konkurencją a tego starano się uniknąć. Choć słabszy, Polski Fiat był bardziej praktyczny od X1/9. Jedyny powstały prototyp został rozkręcony pod koniec lat 70-tych. „Polski Lotus” jest dowodem naszej, niczym nie skrępowanej myśli technicznej. Obecnie jedynym samochodem o podobnej konstrukcji (centralny silnik i układ siedzeń 2+2) jest Lotus Evora.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









