Bracia Stanley i parowe cygaro

przez | 27 grudnia, 2020

Amerykanie na początku XX wieku byli dość sceptyczni do napędu spalinowego wykorzystującego paliwo płynne – czyli benzynę, gdyż uważali ją za środek łatwopalny i wybuchowy a przez to niebezpieczny. Większym zaufaniem darzyli napęd parowy, dlatego też przez pierwsze dwie dekady po tamtejszych ulicach jeździła znaczna liczba parowych automobili. Napęd tego rodzaju uważany był za bardziej bezpieczny, znacznie sprawniejszy i, co dziś bardzo ważne, nie wydzielający toksycznych spalin. Auto parowe było znacznie łatwiejsze w naprawach, gdyż posiadało znacznie mniej ruchomych części.

Istotnie, w przeciwieństwie do typowego silnika spalinowego,  maszyna parowa wcale nie potrzebowała nawet skrzyni biegów, sprzęgła, koła zamachowego, gaźnika, świec zapłonowych i innych części, bez których żaden „normalny” pojazd nie mógłby się poruszać. Pierwsze konstrukcje wymagały częstego uzupełniania wody – co 60 km, ale kiedy zastosowano kondensator zasięg wzrósł 4-krotnie. Najbardziej zasłużonymi dla popularyzacji tego napędu byli bracia Stanley – bliźniacy, konstruktorzy samoucy. Dla nich para nadal była paliwem przyszłości.

Ich pierwszy pojazd miał powstać w 1896 r. Zakładali, że będzie ważył 200 kg, ale sama maszyna parowa, skonstruowana przez nieznanego wynajętego „specjalistę” od lokomotyw ważyła ponad 150 kg. Zdolni bliźniacy – producenci klisz fotograficznych, choć nie mający żadnej wiedzy o konstrukcjach parowych, znaną metodą „prób i błędów” stworzyli sprawny, ważący 49 kg napęd, z czego 14 kg ważyła maszyna parowa a resztę kocioł z zapasem wody. Moc ich wynalazku była znacznie większa od wartości uzyskanej przez ciężki prototyp rzekomego „specjalisty”.

Bracia Stanley – zdjęcie z 1898 roku

steamcarnetŹródło: steamcars.net

Bracia Stanley konstruowali i udoskonalali maszyny parowe, które służyły jako wydajne i niezawodne źródło napędu samochodu. Istotnie, to dzięki parze w 1906 roku Fred Marriott przekroczył prędkość 206 km/h bijąc tym samym światowy rekord ustanowiony na pojeździe napędzanym benzyną. Rok później „zaatakowano” kolejna granicę – 300 km/h. Niestety, parowe „cygaro” podczas próby rozbiło się wyrzucając w powietrze przy prędkości 290 km/h dzielnego kierowcę, który … cudem przeżył i nie odniósł większych obrażeń. Pomimo tego, wcześniejszy rekord przyczynił się do popularności marki.

Rekordowe „cygaro” Freda Marriotta

Źródło: sportcars.tv

Niezwykłej urody parowe samochody braci Stanley charakteryzowały się bardzo dobrymi, znacznie lepszymi niż auta benzynowe, osiągami. Najbardziej popularny model tej marki, 20/30HP z prędkości rzędu 30 – 40 km/h, po otwarciu „pełnej pary”, w kilka sekund przyspieszał do 110 km/h. Tylko auto zbudowane specjalnie do bicia rekordu mogło osiągnąć porównywalny wynik. Podróż z taką prędkością nie była możliwa przez dłuższy czas, gdyż wówczas wzrastało „zużycie” pary i prędkość malała do około 75 km/h, ale tą można było utrzymywać już przez dowolny czas.

Napęd stanowiła 2-cylindrowa maszyna parowa. Cylindry o średnicy 4 i skoku 5 cali ułożone były poziomo. „Silnik” połączony był bezpośrednio z tylną, wahliwą osią. Drewniana rama posiadała resory eliptyczne, takie same jak w każdym powozie konnym. Połączenie wydajnego napędu parowego, do którego potrzebne było spore palenisko z drewnianą konstrukcją podwozia powodowało obawy klientów o rychły pożar. Istotnie, zanotowano takie przypadki – szczególnie podczas dość szybkiej jazdy. Podczas „normalnego” korzystania instalacja nie nagrzewała się tak, aby spowodować jakiekolwiek zagrożenie.

Palenisko zasilane było naftą lub olejem napędowym – o tym decydował klient a instalacja była nieczuła na rodzaj tych paliw. Duży kocioł na wodę znajdował się w miejscu, gdzie u większości benzynowych pojazdów znajdował się silnik, czyli z przodu. Rozruch następował już po kilku sekundach a przyspieszenie było lepsze niż w pojeździe o podobnej mocy napędzanym benzyną. Parowy Stanley prowadził się podobnie jak każdy inny samochód a jego serwis był znacznie łatwiejszy i tańszy niż dowolnego, benzynowego konkurenta.

Stanley 735B z 1918 roku

stanleymotorcarriagecom735BŹródło: stanleymotorcarriage.com

W 1918 roku jeden z braci, F.B. Stanley zginął w wypadku – mając do wyboru roztrzaskanie woźnicy i wozu z sianem lub siebie o drzewo wybrał to drugie. Po tym wydarzeniu firma pod rządami jedynego ocalałego brata przetrwała zaledwie dwa lata, gdyż pogrążony w żałobie ten pogrążony w żałobie nie chciał zajmować się produkcją samochodów a interes szybko zmieniał właścicieli by w końcu zbankrutować, choć klientów nie brakowało. Ostatecznie Stanley stał się marką, pod którą w późniejszych latach sprzedawano … skrzypce.

Samochody parowe produkowane przez braci Stanley uważano za najlepsze na świecie.  Łączyły prostotę konstrukcji z dobrymi osiągami i przyjemnym prowadzeniem. Gdyby nie rezygnacja z ich produkcji, dziś byłyby doskonała alternatywą dla elektrycznych i hybrydowych konstrukcji, którymi od wielu lat próbuje się zastąpić benzynowy napęd. I jednocześnie bardzo przyjaznymi, nie obciążającymi środowiska ani atmosfery. Świetna alternatywa wobec wciąż drożejącej ropy.