Rynkowe klasyczne mity:
-
„klasyki” oferują słaby poziom bezpieczeństwa – większość pojazdów klasycznych tak, ale youngtimery od końca lat 80-tych wyposażane były w system ABS, poduszkę dla kierowcy, napinacze pasów czy nawet kontrolki ich zapięcia. Pionierem w tej dziedzinie był Saab i Volvo. Modele z pierwszej połowy lat 90-tych to pierwsze, które poddawano niezależnym testom zderzeniowym;
-
stare silniki palą więcej – nie ma na to reguły, gdyż zależy to od konkretnego producenta. Szczególnie dotyczy to silników małolitrażowych OHV lub OHC. Jednostki gaźnikowe rzeczywiście potrafią być bardziej oszczędne od „wtrysku”, ale tylko wtedy, gdy są sprawne a gaźnik nie jest zanieczyszczony. Wyjątkiem są oczywiście dwusuwy, które nie grzeszą oszczędnością;
-
naprawa „blacharki” jest droższa od „mechaniki” – niestety, ale to prawda. W prawie każdym przypadku pojazdu starszego niż 30 lat utrzymanie mechaniki pojazdu w możliwie najlepszym stanie to wydatek mniejszy niż naprawy blacharskie trudno dostępnych części nadwozia. Dlatego też coraz częściej oferuje się błotniki, maski lub klapy bagażników wykonane z tworzyw sztucznych;
-
francuskie youngtimery są awaryjne i przez to tanie – awaryjne mogą być, co zawdzięczają „choinkowej elektryce”, ale nie są tanie. Czy Peugeot 205 GTI jest tańszy od Polo G40? Oczywiście, porównując jedynie zadbane egzemplarze a nie zdezelowane szroty można odczytać, że francuskie GTI to pojazd drogi a jego ceny szybko rosną;
-
kupa złomu warta miliony – to jest możliwe szczególnie, gdy pojazd miał barwną historię, należał do znanej osoby lub uczestniczył w ważnym wydarzeniu a może po prostu był prototypem, który został wykupiony z pracowni stylistycznej i służył jako pojazd do codziennej jazdy. Na aukcjach często można znaleźć takie oferty, ale to „skarbonka” na wiele lat;
-
przekręcony licznik – jeszcze w latach 70-tych powszechny był 5 – cyfrowy licznik, dlatego też bez kompletnej dokumentacji trudno stwierdzić rzeczywisty przebieg. Być może pojazd przejechał zaledwie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, ale równie dobrze mógł być to milion – to pole do nadużyć ze strony „Januszy biznesu” a bez wnikliwych badań nie można ustalić dokładnego wskazania;
-
rynkiem klasyków rządzi spekulacja – to prawda, bo tylko dzięki temu ceny rosną co z kolei przyciąga nowych inwestorów. Obserwuje się, że rynek prawdziwych kolekcjonerów kurczy się a ci coraz częściej zastępowani są przez młodych, niedoświadczonych spekulantów, którzy nie mają zamkniętego portfela klientów i „sprzedają gdzie popadnie”;
-
nowy nie będzie klasyczny – niestety, ale to prawda. Większość nowoczesnych konstrukcji ma ściśle określony czas eksploatacji a nowe modele projektują już nie technicy, ale księgowi. Wśród nowych ofert trudno wskazać, który model przetrwa w użytkowaniu więcej niż 15-20 lat. „Programowanie jakości” od kilkunastu już nie oznacza dążenia do zachowania najwyższych standardów.
Ferrari 330 GTC z 1966 roku – warte każdych pieniędzy

Źródło: Hagerty
Czy warto kupić klasyka?
Jeżeli pojazd to dla Ciebie narzędzie – nie rób tego. Jeżeli masz choć trochę wiedzy na temat motoryzacji i chcesz zachować ginący gatunek – nie czekaj. Z takimi pojazdami jest tak jak ze zwierzakami ze schroniska – uratowane od zapomnienia stają się wiernymi towarzyszami na wiele lat. Wymagają troskliwej opieki, czasem mają „zły dzień”, ale dzięki nim nasze ulice przestają być tak plastikowe i jednorodne.
Posiadanie takiego pojazdu ma wiele zalet. Dla właściciela to często odcięcie się od pogoni za nowoczesnością i planowanym postarzaniem. Dla jego otoczenia – sygnał, że wśród nich jest „ktoś” wyjątkowy, kto nie podążą za „plastikową modą”, ale ceni wartości kojarzone w najlepszymi ludzkimi cechami. Chcecie być postrzegani w ten sposób? To oczywiście pytanie retoryczne, gdyż każdy z nas chciałby mieć taką opinię.
Na koniec kilka dobrych rad:
-
nie przepłacajcie za „klasyki z PRL-u” – oferty Polonezów za 50 tys. zł (tak, są takie) zasługują na to, żeby nie zwracać na nie uwagi. Tyle można zapłacić najwyżej za … prototyp Warsa czy Ogara (o ile będzie na sprzedaż), ale nie za Poloneza, Fiata 125p czy Syrenę. Najwyżej 2/3 tej ceny warte są pierwsze Warszawy;
-
porównujcie ubezpieczenia – coraz większa liczba ubezpieczycieli posiada w swojej ofercie pakiety dla użytkowników pojazdów starszych niż 25 lat. Warto zauważyć, że kierowcy tego typu pojazdów postrzegani są jako ostrożniejsi i mniej skłonni do drogowych szaleństw co wpływa na wysokość składki;
-
wymieniajcie się opiniami o ofertach – tylko w ten sposób zostaną wyeliminowani z rynku przysłowiowi „Janusze” i „Mirasy”, którzy swoimi „perełkami” skutecznie psują opinię o innych, uczciwych sprzedawcach oraz utrwalają nieprawdziwe opinie o markach;
-
nie kupujcie z myślą o szybkim zarobku – to jest raczej forma długotrwałej inwestycji i lokata kapitału. W przeciwnym razie może okazać się „piramidą finansową”;
-
nie decydujcie się zbyt szybko – nie warto działać pod presją czasu i należy trzeźwo myśleć. Pierwsze zauroczenie często jest mylne, dopiero to „drugie” ujawnia czym jest to „cudo”, które zwróciło naszą uwagę;
-
„na używany – wydaj 80 % budżetu, na klasyka 2/3” – jeżeli trafisz na „minę” masz większy budżet na naprawy. Nie warto na ten cen brać kredytów, gdyż w przypadku trafienia na „minę” wpadniecie w długi (znacie nazwisko piszącego te słowa …).
„Klasyk z PRL-u” – nie przepłacaj!
Źródło: wyborkierowcow.pl
Podsumowanie
Terminologii określającej pojazdy klasyczne jest mnóstwo a zasady uznawania pojazdów jako youngtimery, pojazdy klasyczne lub zabytkowe jest tyle, ilu autorów tych pojęć. Tani youngtimer w pełni zasługuje na uznanie na rynku – jeżeli tylko jest zadbany. Pojazdy klasyczne nie muszą być paliwożerne, potrafią zapewnić odpowiednio wysoki poziom bezpieczeństwa. Warto w nie inwestować, gdyż są elementem naszej kultury – tak jak rzeźby lub obrazy.
Na pojazdach zabytkowych można zarobić, ale są inwestycją długoterminową i czasem ryzykowną. Obecnie rynek tych pojazdów przeżywa renesans – zainteresowanie jest duże i utrzymuje się już od kilku lat a rynek wykazuje rosnący trend – nadal będzie rozwijać się, choć z pewnością pojawi się duża grupa oszustów, którzy zdominują rynek youngtimerów. Pojazdy najmłodsze w tej kategorii to często potencjalne „miny” dla nowych właścicieli.
Odpowiedź na główne pytanie w tej pracy: samochód klasyczny nie staje się nim z dnia na dzień. Jest to proces trwający długie lata. Wymaga nie tylko upływu czasu, ale również zaangażowania właściciela pojazdu, który dochowa szczególną staranność w utrzymaniu swojego pojazdu. Z jakiego powodu to zrobi? Z wizji (potencjalnego) zysku lub po prostu z sentymentu … a może dlatego, bo kocha motoryzację. Lepszego powodu nie ma.
Koniec
Podobne wpisy:
Zarządzanie innowacjami - ewolucja nadwozia samochodowego, część druga
Marketing w motoryzacji, czyli jak pojazd staje się kultowy, youngtimerowy i klasyczny - część druga
Reklama w świecie motoryzacji - od początków aż do XXI wieku, część druga - dwudziestolecie międzywo...
Zarządzanie innowacjami - ewolucja nadwozia samochodowego, część pierwsza
Zarządzanie produkcją - produkcja masowa w motoryzacji, część 2.
Przykłady polityki CSR w przemyśle motoryzacyjnym
Jak uczyć o historii motoryzacji?
Reklama w świecie motoryzacji - od początków aż do XXI wieku, część pierwsza - od XVII wieku do pier...
SKUTECZNA REKLAMA WARSZTATU SAMOCHODOWEGO - PORADNIK, CZĘŚĆ PIERWSZA

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







