Nowy Trailblazer i amerykańska patologia

przez | 12 października, 2020

Ostatnio podczas przeglądania materiałów do nowych wpisów przez przypadek zobaczyłem ofertę nowego Chevroleta Trailbrazera. W latach 90-tych była to terenówka z dużymi silnikami – najmniejszy silnik Vortec miał 4.3 dm3 pojemności, w ofercie było wielkie V8 i ospały automat, auto ważyło ponad dwie tony i rama trzymała auto w jednym kawałku. Był to większy brat mniejszego Blazera, który należał do kompaktów, ale amerykańska definicja “kompaktu” od zawsze była inna niż europejska. W praktyce oznaczało to odpowiednik europejskiego „mid-size”.

Co się zmieniło przez 30 lat? Dziś to … “wiejski crossover” (albo miejski, ale to dziś dokładnie to „to” samo) z silnikiem 1.2 (oczywiście 3-cylindrowym z doładowaniem), 50-stopniowym automatem (który ciągle zmienia biegi) i napędem na przednie koła (bardzo typowym dla SUV-a). Przez 30 lat Trailblazer schudł ponad pół tony, zgubił ramę i całą „tą amerykańską wielkość”, którą miał już od pierwszej generacji. To nie jest normalne, ale wskazuje na niepokojący rozwój trendu. Przecież tylko Europa miała być ostają silników od kosiarek? A nie jest i trend rozpanoszył się tam, gdzie nigdy nie powinien.

Doczekaliśmy się czasów, kiedy byli równi i równiejsi. Gdy Ford sprzedawał w Europie „eco bez boostu”, w Ameryce najlepiej sprzedawano SUV-y z minimum 6-cylindrowymi silnikami. Tymczasem od około dwóch lat amerykańska motoryzacja zaczyna naśladować europejską. Co się stało? Nic, się nie stało. To nie Amerykanie wpadli na ten pomysł a ich montownie w Chinach, które chcą ekologicznych samochodów. Chińczycy złapali „bakcyla ekologicznego” – zwykli Chińczycy, którzy zaczynają odczuwać skutki wpływu na środowisko (albo dają nabierać się na propagandę reklamową) a nie ich fabryki.

Chiny trują bardziej niż Europa, tymczasem na eksport produkują silniki 3-cylindrowe z doładowaniem, których żywotność jest niska a zużycie paliwa wysokie (patrz: nowa Astra 1.5 CDTI i jej 3,6 w katalogu czyli realne 6,3 na „setkę”). Amerykanie też trują, ale chcą aby ich samochody produkowali Chińczycy. Czy to oznacza, że będzie taniej i lepiej ? Może i tak, ale Amerykanie stronią od Buicka wyprodukowanego w Chinach. Podobno Kalifornia podobno już nie truje dlatego, że przesiada się do elektryków. Dla gubernatora tego stanu nawet Prius nie jest już ekologiczny.

„Stary” Trailblazer

Źródło: GAA Classic Cars

W ostatnich latach amerykańskie przepisy o czystości powietrza spowodowały, że z rynku wycofano duże silniki w SUV-ach. Wielkie V8 pozostały jedynie w wersjach Heavy Duty półciężarówek (Fordy serii F-250 i wyższych czy GMC serii 2500 i wyższych). Tam potrzebny jest moment i moc, dlatego „wielki diesel” również był potrzebny. W SUV-ie, którym odwozi się dzieci do przedszkola już nie jest to wymagane. Tak oto do 5-metrowego SUV-a wsadzono silniki 2.0 Turbo. Na rolkach osiąga 40 MPG, w rzeczywistości 25 MPG i należy uznać to za świetny wynik.

Osobliwością części nowych konstrukcji jest wyłącznie przedni napęd. W SUV-ie ważącym 2,5 tony przedni napęd i mały wysilony silnik mają osiągnąć mityczne 40 MPG? To możliwe tylko na rolkach. Z drugiej strony mamy największe Escalade z V8 i … 3-litrowym dieslem, który ma niewielką moc (czytaj: około 277 KM), ale moment obrotowy jak solidne V8. To pierwszy raz w historii, gdy zamiast Audi Q7 TDI można kupić Escalade i z dumą podjechać pod dystrybutor oleju napędowego, który w USA często rdzewieje z braku użycia. Amerykanie nie jeżdżą na ropie.

Czy Escalade jest za duży dla dzisiejszych 30-latków? Jest, ale spokojnie, możesz kupić Buicka Verano (przerobioną Astrę sedan) z litrowym silnikiem. Możesz kupić Impalę (dużego sedana z wielką plastikową atrapą chłodnicy) z silnikiem 3.6 o mocy 305 KM. To jedyny rozsądny wybór za rozsądne pieniądze. Niestety Impali z silnikiem Corvette nie kupicie w salonie, ale to największy silnik jaki można kupić w rodzinnym sedanie w USA (nie licząc premium). Będzie to najlepsza Wasza inwestycja, jeżeli oczywiście mieszkacie w USA i nie chcecie kupić za podobne pieniądze elektrycznego Fiata 500.

Nowy Trailblazer na 2021 rok

Źródło: GM

Kto na to pozwolił? Urzędnicy stanowi, którzy nie robią nic innego jak tylko wymyślają kolejne limity. Często robią to na polecenie władz federalnych, ale głównie to ich inwencja psuje obraz amerykańskiej motoryzacji. Za bardzo wzorują się na Europie kopiując europejskie prawo ustalane przez oszołomów. Czy nie wiedzą, że dotychczasowe przepisy w Europie są już nieaktualne? Ostatnio odkryto, że miękka hybryda może dać twarde dane o swoim spalaniu z rozładowanym akumulatorem. Z 1,2 na „setkę” zrobi się wtedy 12. Ten akumulator nie ładuje się sam z siebie. Potrzebuje dużo energii.

Tyle z pewnością można osiągnąć obciążonym Traiblazerem z 3-cylindrowym silnikiem jadąc pod „górę”. Stary palił tyle na autostradzie, ale był dwa razy cięższy a silnik miał dwa razy więcej cylindrów (i niewiele więcej mocy – 162-183 KM). I robił milion mil z kilkoma drobnymi naprawami. O zasilaniu LPG nawet nie wspomnę. Nowy zrobi może 100 tysięcy bez awarii? Nie ma co liczyć na bezawaryjną pracę przez kilkanaście lat – filtry, turbiny, dwumasy to dziś codzienność w małym benzynowym turbosilniku i to raczej nie zmieni się a raczej trend ten będzie wzrastał. Nie będzie tanio.

Amerykę powoli dogania Europejska patologia. Ta patologia zmniejsza wszystko co duże i amerykańskie. Teraz ma być ekologicznie i wydajnie. Z niecierpliwością czekam na Camaro z silnikiem 1.4 Turbo z „hybrydą”. Z pewnością taki wkrótce trafi do sprzedaży. Jest 2.0 Turbo, którego nikt nie chce, ale jest promowany jako alternatywa dla porządnego 3.6 V6. 1.4 Turbo z trzema cylindrami idealnie będzie pasował na środek tej wielkiej maski. W tym przypadku otrzymujemy muscle-car z silnikiem od kosiarki, która będzie wyła a nie radośnie bulgotała swoich wydechem.

Amerykanie nie są jeszcze tego świadomi. Wierzą reklamie, która mówi o mocy i ekonomii. Twierdzą, że to ekologia, ale gdy zrozumieją, że koncerny robią ich w konia (niekoniecznie mechanicznego), to być może będzie już za późno a jedynym co pozostanie w salonach będzie Mustang z silnikiem 1.0 Ecoboost i dwoma silnikami elektrycznymi. Nie życzymy im tego, ale wszystko do tego zmierza. Nie zawsze decyzję urzędników są właściwe. Szkoda, że tylko Europa to rozumie.