… co to będzie? Tego nie wiemy. Po wielu skargach na unijne przepisy warto wreszcie napisać „coś” mądrego. Dziś o hałasie. Towarzyszy on nam od zawsze. Kiedyś wydawała go przyroda – zwierzęta, pogoda, trzęsienia ziemi. Później ludzie i maszyny, które zaczynały pracę w fabrykach. Wreszcie pojazdy, które warczały, syczały, buchała z nich para i spaliny. Był to czas, kiedy machina miała wady, nie była doskonała i psuła się wydalając z siebie jęki podobne do potworów z legend. Mimo mimo wszystko działała, cieszyła i pozwalała odkrywać nowe miejsca.
Na początku XX wieku dźwięk silnika było słychać z daleka. Pracował nierówno, wydech był krótki a całość nijak miała się do dzisiejszej ekologii. Wtedy fabryki truły środowisko (z kominów wydobywały się tony toksycznych spalin) i nikt nie przejmował się kopcącym pojazdem. Hałasem również, gdyż, pomimo wysokiego poziomu, hałas był wydarzeniem incydentalnym. Sam widok pojazdu był widokiem nietypowym. Tymczasem dziś ten widok jest powszechny. Jak i hałas. Czy jest on konieczny? Tak, ale próbuje się z nim walczyć.
Akrapovic dla Porsche 911

Źródło: Akrapovic
Kiedyś próbowano doskonalić aerodynamikę. Oczywiście odniosło to skutek. Później poprawiono uszczelki, pojawiły się nowe generacje opon, zastosowano nowe mieszanki bitumiczne do budowy dróg – wszystko to w służbie zmniejszenia hałasu o kilka dB (decybeli). Silnik nadal był głośny, ale nie była to żadna wada. To jego muzyka była najważniejszym magnesem na klienta i obietnicą ciekawej przygody. Wysokie obroty jak szlifierka, warczenie jak wściekłego psa czy bulgot rodem w kotła czarownicy …
To sprawiało nam radość a pieszych ostrzegało przed niebezpieczeństwem. Tak, hałas to również bezpieczeństwo. To ostrzeżenie przed wypadkiem. To prewencja, której nie ma żaden pojazd elektryczny. Zaraz … ma, ale to tylko elektryczny brzęczyk, który może zepsuć się lub zaciąć generując potworne jęki. Tego silnik spalinowy nie ma, chyba, że jest rozbieganym dieslem, który wyje i dymi kończąc żywot w oparach oleju. Tego dźwięku też nie lubimy. Dlaczego o tym piszemy? Nie, to nie Unia.
Niezależnie od rodzaju napędu ważny jest dźwięk. Pojazd będący w ruchu nie może być cichy. W przeciwnym wypadku technologia sprzeciwiłaby się wobec swoim twórcom. Każdy elektryczny „twór jeżdżący” mógłby stać się Terminatorem. Wyobraźcie sobie elektryczne Renault siejące spustoszenie na pasach. Nikt go nie słyszy (chyba, że znowu zardzewieją hamulce). Jeżeli go nie zobaczy to z pewnością dopiero po fakcie będzie wiedzieć co się wydarzyło. Idealny pojazd służący jako broń. Ciekawe zastosowanie.
Czy chcemy słyszeć trzycylindrowe „coś” z turbo? Tak, ale równie dobrze chcemy słyszeć 16 cylindrów z kompresorem. Tymczasem układy wydechowe cichną. To nie tylko przepisy. To troska. Układy wydechowe projektuje się tak aby były ciche – nie wszystkie, ale większość. Układy wydechowe potrafią mieć klapki. i inne „kierownice”, dzięki którym czasem potrafią być głośne, ale nie muszą. Steruje się tym z poziomu elektroniki pokładowej. Ta nie jest doskonała, ale nie musimy ręcznie niczego przestawiać.
Czy każdy chciałby jeździć w hałasie? Nie. Jednak są pewne sytuacje, w których hałas jest konieczny. Kiedy chcemy „przygazować” na światłach, popisać się przed małolatami w ich BMW 3, który kupili od „rozkosznych misiaczków” (podobno bardzo lubią nowe „Trójki”) czy po prostu „gdzieś” na bocznej drodze sprawdzić osiągi. Trochę szkoda, że producenci o tym zapominają. Czasem chciałoby się przypomnieć dźwięk „Malucha”, ale 2-cylindrowa Panda Turbo ma wydech cichy, który nie ujawni całych możliwości silnika.
Dźwięk i zapach

Źródło: forumsamochodowe.com
Nawet, jeżeli są niewielkie. Przypomnijcie sobie dźwięk 1.9SDI (VW), 2-cylindrowego Cinquecento, 1.5 z Poloneza, dwusuwa z Syreny – to już nie wróci. Pamiętamy te dźwięki, ale wraz z nimi przywołujemy wspomnienia garażu – ciągłych awarii, przygotowań do rodzinnych wypraw i świecenia latarką tam, gdzie nie byto takiej potrzeby. Fajne to były czasy. Dźwięku dzisiejszych konstrukcji raczej nie zapamiętamy. Są jednolite i nie zostaną zapamiętane. Pamiętamy tylko to co wyjątkowe i niepowtarzalne.
Pamiętamy i łączymy dźwięki z pewnymi ważnymi wydarzeniami. To normalne. Problem z tym, że będzie to coraz trudniejsze. Sam pamiętam dźwięki Syreny, Golfa 1.5D, Kadetta D, Nysy, Malucha i oczywiście Renault Clio. To były dźwięki, które dziś łączy się z młodością, pierwszymi motoryzacyjnymi doświadczeniami. Nic ich nie zastąpi – nawet dźwięk małolitrażowego „Japończyka”, choć i ten radośnie warczy ma. wysokich obrotach. To już jednak nie jest „TO”. Jest jeszcze. jedna „OPCJA”. Ma na imię Mietek.
Jest wielki – wygląda jak kiosk, przyspiesza jak odrzutowiec i ma wydech wyprowadzony przed tylnymi kołami. Brzmi mechanicznie – silnik bulgocze, drzwi trzaskają, wnętrze czasem trzeszczy. Mietek to weteran i celebryta. Jest toporny, ciągle pije i lekceważy wszystkie normy. Mietek to klasa sama w sobie. Klasa G. Jego słychać z daleka. To maszyna „starej daty” – pełna wad, ale prosta i szczera. Choć próbuje jej się zabrać stare nawyki to nadal robi wokół siebie dużo hałasu. Mietku, nie zmieniaj się.
P.S.
Cisza ma właściwości terapeutyczne. Niech ma. Jednak nie ma nic głośniejszego niż przerwa w szkole, gdzie na korytarzu przebywa kilkuset uczniów. Nawet najgłośniejszy silnik z lat 20-tych nie jest w stanie ich zagłuszyć (szkoda …). Prowadząc zajęcia w sali „motoryzacyjnej” aż korci aby uruchomić jeden z silników.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.






