{Tekst zawiera lokowanie produktów. Fakt, że nic za to Autor nie otrzymał nie jest istotne.}
Jak co roku w ostatnich dniach kwietnia Polacy planują wyjazdy. Później, dokładnie w ostatnich godzinach 30 kwietnia obserwujemy zapchane drogi prowadzące do Tatr i nad Bałtyk. Jest to już tradycja, z którą co roku mierzy się drogówka (często stojąc w przydrożnych krzakach) i pracownicy stacji paliw, którzy tak często jak tankując … bawią się w „małą gastronomię” serwując klientom „gorące psy” i tym podobne smakołyki. Przy okazji można zaobserwować wiele oznak życzliwości, szczególnie podczas stłuczki na autostradzie.
Wszyscy są dla siebie mili i nie przejmują się wgniecionym błotnikiem i porysowanym zderzakiem. Nawet marudząca teściowa i „kaszojady” nie są w stanie wyprowadzić nas z równowagi.
… Co?
Nie, nie są mili i uprzejmi. Wraz z licznymi utrudnieniami w postaci korków, stłuczek i marudzących członków rodziny wychodzą z kierowców demony. Być może to jest główny powód tego, że spieszymy się jadąc jak siostra Klotylda. Tak, można zrozumieć takie zachowanie, ale czy warto ryzykować. Może warto przypomnieć sobie jak się jeździło kilkadziesiąt lat temu. W okresie przedwojennym nie było tak dużego natężenia ruchu i jadąc z prędkością 50 km/h można było dojechać do celu. Dziś trudno jechać z taką prędkością nawet w mieście, wszyscy chcą Ciebie wtedy zepchnąć z drogi.
Wtedy podróż automobilem (nawet gdy to był najtańszy Fiat) należała do trudnych – stan dróg był fatalny, jadąc w podróż nad morze czy góry trwało to prawie dwa razy dłużej. Pomimo wielu utrudnień i przygód prowadzący automobile mieli do siebie więcej szacunku. Skoro stać było ich na pojazd to należało oczekiwać od nich pochodzenia z „dobrego domu” – zamożnego, z pewnymi tradycjami. Miało to przekładać się na cechy takie jak kultura osobista i tzw. ogłada towarzyska – czyli umiejętność poruszania się wśród ówczesnych elit.
Nawet jeżeli kierowca nie posiadał takich cech wyniesionych z domu to oczekiwano ich od właściciela pojazdu – ten był drogi a „drogie” oznaczało „dostępne” tylko dla wybranych, najczęściej szlachetnie urodzonych klientów. W większości przypadków miało to przełożenie na rzeczywistość. Aż szkoda, że tak nie ma. Znaczna część właścicieli pojazdów „wyższej klasy” to osoby, które kulturę mają za nic. Są chlubne wyjątki, ale przykłady ich zachowań nikną na tle tysięcy chamskich zachowań. Nie każdy w bagażniku Rollsa trzyma kij basebolowy.
Przejaw kultury na drodze?
Źródło: demotywatory
Nie każdy zabiera arsenał do samoobrony nad morze lub w góry. Wam tego również nie radzę. To nie jest przejaw kultury. Fakt, trzeba walczyć o swoje, ale czasem warto odpuścić dla własnego spokoju. A tego nam trzeba. Właśnie w tym celu na kilka dni zmieniamy miejsce zamieszkania. Chce się uciec od codziennego „Sajgonu”. W jakim celu zamiast jednego wprowadzać drugi? Czy warto? Nie, nie warto. Jeżeli nie można to lepiej w miejsce samochodu pojechać pociągiem. Bez stresu, korków i kija w bagażniku. Kiedyś podróż pociągiem również była ciekawym przeżyciem.
Jak zaplanować sobie taką majówkę? Wyobraźcie sobie, że zostawiacie rodzinę w domu. Nie, to oczywiście kiepski żart. W rzeczywistości wyjeżdżamy kilka godzin wcześniej, jedziemy bocznymi drogami i podziwiamy okolice. Unikamy większych korków. Szansa, że ktoś na nas zatrąbi i będzie pokazywał „migacz” za pomocą środkowego palca jest minimalna. Cisza, spokój i … wolność. W dzisiejszym czasie ma znaczenie – to pieniężne (mandaty) i militarne (o którą walczą za wschodnią granicą). Wolność w motoryzacji to również bezpieczeństwo.
Przy okazji można dołączyć do lokalnego festynu, zjeść dobre lody z automatu (np. w Buczku) i zrobić sobie kultową fotografię na tle rosnącego zboża. Ciekawa perspektywa? Oczywiście nie można zapomnieć o odpowiednim stroju. Nie, do Passata B5 nie będziemy ubierać się w garnitury, ale „dżapany” i bojówki również do tego nie pasują. Z klasą to znaczy wygodnie – gdzieś w pół drogi pomiędzy zupełną swobodą a niepotrzebną elegancją. I można jechać – spokojnie, słuchając spokojnej muzyki prosto z radia. „Eksplołżyn” nie polecam.
Na spokojną drogę na „Majówkę” wystarczy klimat w stylu „Naszego Radia” i jemu podobnych rozgłośni. Oczywiście należy unikać reklamy, która molestuje słuchaczy donośnym „yyyy” i „iiii” na końcu każdego wersu. Rodzina w tym czasie niech zajmie się jedzeniem, przeglądaniem rolek na „społecznościówkach” czy oglądaniem przydrożnych szyldów. Wszystko, tylko nie rozpraszaniem uwagi kierowcy. Taka powinna być prawdziwa „Majówka” z klasą. Ze spokojem w pakiecie. Tego właśnie nam trzeba. Niczego więcej.
Tak na koniec. Często obserwuje właścicieli kabrioletów podczas upalnej pogody. Nie ścigają się, nie wyprzedzają. Często inni chcą ich zepchnąć z drogi za to, że jadą zgodnie z przepisami. Czy dojadą do celu? Tak i nawet pęd powietrza nie wyrwie im ostatniego włosa z głowy. Tacy ludzie „nad resztą latają znacznie wyżej”. Ich jazda nie ma nic w sobie w walki o pierwszeństwo na światłach. Nie muszą, nie chcą, nie zależy im. Wzorując się na nich można poczuć czym jest prawdziwy „luz” na drodze. Mieć taki „luz” to prawdziwa klasa.
Podobne wpisy:

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







