Menedżer motoryzacyjny – osoba, która wiele może. Jego decyzje są ostateczne. Z reguły ma swoją „wizję wszystkiego” i sam wie najlepiej. Doradcy? Niepotrzebni. W jakim celu niweczyć swój proces decyzyjny gadaniem „kogoś”, kto nie ma o „niczym” pojęcia. Klienci? Oni sami nie wiedzą czego chcą. Z reguły chcą tego, co … inni klienci. Menedżer ma swoje racje, dzięki czemu w oczach podwładnych jest silny i niezastąpiony. Przynajmniej sam tak myśli. Jego współpracownicy mogą uważać go za bezczelnego karierowicza, pupilka zarządu a może nawet za idiotę, kretyna i wariata, który myśli jak komputer. Menedżer jest jak Drakula – nie ma serca.
Takim człowiekiem dla wielu jest Marchionne – dyrektor FCA. Wydaje się, że jest dyrektorem od kołyski. Od wielu lat jest kojarzony z włoską motoryzacją a od kilku lat również z amerykańską. Tak, Marchionne uwielbia Jeepa i Dodge’a. Chryslera i RAM-a trochę mniej. MOPAR i SRT to tylko dodatek. Lancia? Po co? Fiat? Niech będzie, ale obecny Fiat ma „gdzieś” swoją historię. Liczą się jej tylko fragmenty, które można sprzedać. Liczy się tylko „500-tka” na 500 sposobów i SUV-y. To Maserati i Alfa Romeo są ważne a Ferrari może robić co chce. Cyfry mają zgadzać się a wykresy rosnąć. Porażka nie wchodzi w grę.
Marchionne i jego największy sukces
Źródło: FCA
Dziwna logika steruje umysłem tego pana. Przecież można inaczej. Czy będzie następca Punto? Nikt tego nie wie. Tipo zniknie z Europy przez unijne przepisy o (nie)czystości spalin. Alfa wzbogaci się o nowe modele, podobnie jak amerykański Dodge i Jeep. Chrysler i Lancia zapewne znikną z oferty bo nikt ich nie chce – nie ma w „czym” wybierać. Tylko Ferrari sobie poradzi, bo i tak klienci czekają na nie minimum rok. Maserati zmniejszy produkcję i pewnie podniesie ceny żeby wyrównać ewentualne straty. SRT podobno wskrzesi Vipera, ale już bez wielkiego silnika. RAM będzie produkował dostawcze Fiaty na rynek USA.
Wszyscy będą szczęśliwi, poza klientami, którzy pamiętają lata 80-te kiedy Fiat mógł produkować co chciał a i tak sprzedawał wszystko co miał. Jak tu nie zapytać! Gdzie jest nowa płyta podłogowa dla segmentu B i C? Segment C to przynajmniej jedna linia modelowa dla 5 marek koncernu. To nie tylko Fiat i Alfa Romeo, ale również Chrysler i Dodge, gdyż Toyota, Mazda i Ford sprzedają na rynku USA swoje Corolle, „Trójki” i Focusy. To Lancia Delta, której powrót może być sukcesem na miarę Fiata 500. To powrót Multipli, która po latach zyskuje miano oryginalnego pojazdu. Wcześniej była po prostu brzydka.
Ta platforma to być może również SUV Jeepa, ale przede wszystkim to szansa na powrót do najlepszych lat włoskiej motoryzacji. Od czasu Bravo z 2007 roku niewiele się zmieniło i nawet sukces Tipo nie skłonił do przemyślenia nowej odważnej strategii. Segment B to już prehistoria co potwierdziło Euro-NCAP. Brak zmian od 2005 roku nie mógł skończyć się inaczej niż „wielkim zerem”. Przez ten czas konkurencja pokazała dwie generacje. Tymczasem Punto i MiTo są jak skała. Tak, to „sprawdzona technika”, ale tak samo reklamował się Aston Martin w latach 80-tych montując w szopie reflektory od Audi do swoich „nowych” modeli.
Co z tego, ze na rynki Ameryki Środkowej i Południowej oferowany jest nowy model z płytą podłogową zmienioną w 80%? W Europie segment B wyrósł na konkurenta segmentu C, ale Włosi nie zdążyli zauważyć kiedy Koreańczycy wyprzedzili konkurencję zostawiając z tyłu ich i VW. Czy to wynik filozofii „jakoś to będzie”? Gdyby szef Fiata zaczął słuchać ludzi to z pewnością dalej grałby na sentymencie do marki. Wyobraźcie sobie Fiata 600 w miejsce Punto według projektu Davida Obendorfera. Kanciasta Delta z przeniesieniem napędu marki Dana. Piękne Duetto kryjące pod spodem Giulię. Naprawdę dużego Fiata dla całej rodziny. Multiplę – tak brzydką, że aż ładną. Aż chce się marzyć!
To dalej. A może małe coupe od Alfy? Limuzyna od Lancii i luksusowe GT? Małe Maserati jak w latach 80-tych? Wreszcie – Viper, który po prostu musi być. Nie po to został stworzony na podobieństwo AC Cobry żeby teraz paść ofiarą kaprysu księgowego. A Ferrari? Ferrari sobie poradzi. Ferrari ma kasę, historię i nic mu nie potrzeba. Nawet SUV-a, którego wszyscy chcą. Ferrari jeszcze nie chce i jak go zrobi to i tak nie będzie 3 – tonowym „klocem”. Ostatnie doniesienia o końcu Multijeta dodatkowo pogrążają zarząd Fiata. Nie po to Fiat był pionierem zastosowania „wspólnej szyny” żeby teraz jeździć tramwajem. O, nie!
Co z Ameryką? Amerykanie nie chcą wielkich pojemności. To już mit. Chcą prostoty konstrukcji, niezawodności i solidności. Chcą nawet diesla, ale nie TDI. Odmiana Ducato sprzedawana tam pod marką RAM skutecznie obaliła wizerunek awaryjnego diesla. Fiat może zaoferować im nie tylko litrowego Jeepa, ale coś więcej. Obecnie Chrysler utrzymuje się z modelu 300C i Pacifica. Duży sedan serii 200 oparty od płytę Alfy okazał się beznadziejnym pomysłem. Połączenie zawieszenia Alfy, 300 – konnego silnika Pentastar i typowo amerykańskiego rozłożenia masy nijak miało się do usportowionej konkurencji, wobec której „200-tka” prowadziła się jak nadmuchana kanapa na deskorolce.
Chrysler 200
Źródło: FCA
Chrysler planuje dalej się pogrążać. Podobno 300C ma stracić tylny napęd, co w praktyce oznacza, ze przyszłe generacje Hellcatów mogą mieć przedni napęd lub, w ostateczności, 4×4. Owszem, w historii były wielkie i mocne „krążowniki” z przednim napędem, ale to były „kanapowce” a nie wyczynowe maszyny. Wyobraźcie sobie jak 707-konna bestia mieli asfalt przednimi kolami. Przy tym Viper na płycie podłogowej Mazdy MX-5 to „pikuś”. Dość tego. Pora na podsumowanie. Nie będzie ono tak niezwykłe jak może sugerować powyższa treść. Zapewne większość Czytelników przyzna rację, że dzieje się „coś” niedobrego i trudno zatrzymać ten pęd za autodestrukcją, czy jak się w Polsce mówi, samozaoraniem.
Podążanie za chwilową modą nie jest niczym uzasadnione. Oczywiście poza zyskiem. Mając bogatą historię absurdem jest podążanie za innymi zamiast trwanie przy swoim. Z jednej strony mamy przykład Saaba, który za swoją inność zapłacił najwyższą cenę, z drugiej Mitsubishi, które ze sportowego coupe zrobiło SUV-a z małym silnikiem. W przypadku Fiata jest inaczej – tradycja tej marki to różnorodność i odwaga, dzięki której w latach 60-tych Fiat mógł konkurować z Mercedesem. Dziś jest jedynie liderem w segmencie A, ale na jak długo? Pomyśl o tym drogi menedżerze motoryzacyjny zanim będzie za późno. Kiedyś cierpliwość zarządu może się skończyć. I nasza też …
Post scriptum …
Tak naprawdę Sergio Marchionne to jednocześnie prawnik, menedżer i biegły rewident. Być może stąd ta konieczność dostosowania się do wszelkich norm i pogoń za trendami. Z pewnością „ma nosa” do interesów i myśli długofalowo, ale nie samymi „maluchami” Fiat żyje. Czasem księgowość i prawo muszą ustąpić zdrowemu rozsądkowi a ten podpowiada, że czasem warto zaszaleć i wyciągnąć z tradycji producenta to, co najlepsze a jest tego mnóstwo. Ramen.
Aktualizacja z 26.07.2018 r.
No i wykrakaliśmy, jak mówią wrony. Tyle osób świata motoryzacji chciało jego odejścia na emeryturę, ale nikt nie podejrzewał, że powoła go „Wieczny Księgowy” i zamknie jego bilans. Marchionne pozostanie dla wielu symbolem uporu, z którym nie zawsze można się zgodzić, ale w tym jego „szaleństwie” była metoda. Metoda na wyprowadzenie Fiata z „dołka” finansowego. To z pewnością największy sukces w jego karierze, obok Pandy i Giulii. Na koniec apel: palenie nie jest niczym dobrym.
Podobne wpisy:
O solidarności, wspólnych celach i postawie patriotycznej
Światła, kamera, akcja ... bum!
Kundel z jednym napędem
Ostatni bastion motoryzacji
Pojemność, która wraca
O pewności i drożyźnie
Cicho wszędzie, głucho wszędzie ...
Stat4U, czyli o ... statystyce w motoryzacji
Dlaczego mechaników nie uczy się historii?

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








