Triton – łajba na drodze

przez | 17 kwietnia, 2023

Większość znanych amfibii to samochody, które udają łodzie. Pływający samochód ma cechy pojazdu nawodnego, ale nadal jest samochodem – tak był projektowany i dopiero jego rozwój dał mu możliwość pływania. Tymczasem jest jedna amfibia, która powstała jako łódź i dopiero później stała się samochodem. Nazywa się Triton a jego historia sięga końca lat 70-tych. Wtedy Związek Radziecki chciał podbić cały świat (tak, to nic nowego).

Nie, nie tylko groźbami i bronią atomową. Do mediów zagranicznych przedostawały się informacje o radzieckich osiągnięciach – od samolotów przez łodzie latające kończąc na Ładzie Nivie. W tym czasie powstały prototypy wielu pojazdów, które miały być przeznaczone dla armii, ale zakamuflowano je jako ciekawe pojazdy rekreacyjne. Wśród nich był amfibie. Jedną z nich był „Triton” – łódź, która miała poruszać się po drogach publicznych.

Triton od początku był łodzią, ale nietypową. Chcąc wyprowadzić ją na drogi zastosowano wiele zmian w konstrukcji – układ kierowniczy przejęto z Zaporożca. Silnik? Chcąc rozpędzić łódź na drodze do prędkości podróżnej 70-80 km/h należało użyć mocnego silnika. Opór powietrza był ogromny stąd nawet wybrany silnik (pochodzący z Wołgi) pozwalał rozpędzić pojazd do około 120 km/h. Silnik umieszczono z tyłu i napędzał on (na drodze) koła tylne.

Triton na wodzie i lądzie

Źródło: m2motors.com.ua

120 km/h takim wynalazkiem? Tak dużą prędkość maksymalną obiecywał producent, choć z mocą maksymalną na poziomie 75 „sił” trudno w to uwierzyć. O ile z przeniesieniem napędu nie było problemu, to projekt zawieszenia sprawiał problemy. Zarówno koła jak i sprężyny wystawały po za kadłub tego pojazdu. Każde koło miało błotnik. Czy z przodu był zderzak? Nie, przód uformowano na wzór łodzi, jedynie reflektory wmontowano wysoko w pasie przypominającym osłonę chłodnicy.

Ta oczywiście była z tyłu. Z przodu i z tyłu umieszczono tablice rejestracyjne. Z boku numer rejestracyjny łodzi. Było to konieczne, gdyż dopuszczenie go do ruchu wiązało się z rejestracją jako pojazd i jako statek wodny. Z rejestracją wiązało się jeszcze podwójne ubezpieczenie oraz odpowiednie uprawnienia do kierowania. Również podwójne. Kiedy już dopełnione zostały wszelkie formalności urzędowe można było zająć miejsce w środku. Drzwi? Nie, nie było takich.

Jak zajmowało się miejsce w środku? Tak jak w łodzi. Należało wskoczyć na tył i wąskim wejściem na środku szerokości dachu przejść do wnętrza. Wnętrze było przestronne. Widoczność do przodu ograniczały słupki dachu oraz małe środkowe okno. Widoczność do tyłu zapewniały dwa lusterka zamontowane przy górnej krawędzi bocznych szyb. Parkowanie? Kanciasty przód pomagał w manewrowaniu, ale łatwo było uszkodzić dolną część kadłuba.

Przód pojazdu i układ urządzeń (poniżej)

Źródło: pinterest

Po uruchomieniu silnika można było rozpędzić się i wjechać do wody. Tam należało schować koła i złożyć zawieszenie. Ręcznie? Nie, od tego był odpowiedni przycisk. Dzięki temu Triton mógł być szybki na wodzie. Osiągał tam nawet 50 km/h. Co ważne, był bardzo stabilny, gdyż udało się zachować idealny rozkład mas – 50/50, co w większości łodzi nie jest możliwe z racji umieszczenia całości napędu z tyłu. Triton okazał się konstrukcją oryginalną, ale udaną technicznie.

Czy pojazd doczekał się produkcji seryjnej? Nie, podobnie jak wiele tego typu radzieckich konstrukcji pozostał jedynie prototypem – ciekawostką odkrytą po latach. Co ciekawe, jego nazwa nie miała nic wspólnego z „Panem Syrenem”, ale z płazami. Patrząc od przodu nadwozia można było dostrzec pewne podobieństwo do jaszczurki. Tak przynajmniej twierdzili konstruktorzy tego wynalazku. Pojazd istnieje do dziś i zachował się w dobrym stanie.