Australijskie pociągi drogowe

przez | 20 marca, 2021

Jaką długość mają standardowe „zestawy” – ciągnik siodłowy i naczepa? Granicą rozsądku jest około 30 metrów, gdyż dłuższy zestaw nie mieści się na ulicach. Jak pewnie łatwo zauważyć, przeciętny amerykański zestaw do „Turystyki i Rekreacji” jest znacznie większy i dłuższy niż europejski, ale to nie ciężarówki z USA są tymi największymi. Najdłuższe zestawy mogą jeździć po Kontynencie Australijskim. Tamtejsze ciężarówki nie ciągną za sobą jednej naczepy a kilka (najmniejsze składają się z trzech przyczep) i jest to legalne, choć obwarowane stosownymi przepisami.

Podczas, gdy polskie TIR-y mogą mieć najwyżej 22 metry długości, w Australii normą jest 53,5 metra. Na pociąg drogowy składają się najmniej 3 przyczepy, choć nie brakuje gigantów ciągnących aż 6 lub nawet 8. Taki gigant może ważyć nawet 200 ton i poruszać się z prędkością do 60 MPH (prawie 100 km/h), co czyni go równoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego, jeżeli nie królem tamtejszych szos. Tak, „Królem”, bo drogach Australii trudno spotkać „coś” większego. Choć … nie jest wykluczone, szczególnie w sąsiedztwie kopalni odkrywkowej, gdzie jeżdżą tzw. „wozidła”.

Pociąg drogowy przewożący skroplony gaz

Źródło: gazeo.pl

Historia pociągów drogowych sięga końca lat 40-tych. Wówczas na kontynencie pozostało wiele amerykańskiego sprzętu wojskowego, w tym również ciężarówek. Było ich jednak na tyle mało, że chcąc przewozić większą ilość ładunku do jednego ciągnika dołączano po kilka przyczep. Wówczas nie było jeszcze przepisów zakazujących takiego transportu, więc nowy sposób szybko się przyjął. Długie zestawy szybko opanowały pustynne trasy łączące położone na przeciwnym skraju kontynentu miejscowości. Tego rodzaju transport stał się alternatywą dla transportu kolejowego.

Już sam wygląd ciągnika jest imponujący. Najczęściej jest to amerykański Mack lub Kenworth, ale nie brakuje również (o zgrozo) Iveco czy Volvo. Bynajmniej nie są to ich najsłabsze wersje. Do uciągnięcia takiej masy konieczna jest moc grubo ponad 400 KM oraz moment obrotowy zdolny zerwać asfalt, najlepiej z podkładem. Jednak nawet taka moc nie zagwarantuje błyskawicznego osiągania dużych prędkości, przez co „pociąg” rozpędza się bardzo, bardzo wolno. Gdy się już rozpędzi nic nie jest w stanie go zatrzymać i z drogi zjedzie mu każdy pojazd niezależnie od marki lub ceny.

Przynajmniej tak było do końca lat 70-tych. Wówczas stosowano jeszcze hamulce mechaniczne, które przy masie przekraczającej 100 ton nie były w stanie szybko zatrzymać rozpędzonego pojazdu. Często dochodziło do bardzo groźnych wypadków, co ostatecznie wyprowadziło pociągi drogowe z ulic miast. Od tego momentu coraz częściej stosowano nowoczesne hamulce hydrauliczne, które potrafiły zatrzymać to monstrum szybko i skutecznie oraz wprowadzono stosowne przepisy i oznaczenia. Prawo dotyczyło zarówno pojazdów jak i uprawnień kierowców tych olbrzymów.

Pociągi drogowe nadal nie wjeżdżają do miast. Mają zupełny zakaz poruszania się po terenach zabudowanych. Wtargnięcie takiego monstrum na pewno skutkowałoby dużymi zniszczeniami, co nie znaczy, że te pojazdy są całkowicie bezpieczne nawet na całkowitym odludziu. W Australii stosuje się specjalne zabezpieczenia z przodu ciągników, które chronią przed zderzeniem z kangurami oraz innymi dużymi zwierzętami. Tych w Australii nie brakuje, podobnie jak wypadków z udziałem wielu innych, znacznie mniejszych uczestników dróg.

Masywne zderzaki pociągu drogowego

Źródło: Alpha Coders

Bardzo groźne są podmuchy wiatru, które powstają przy wymijaniu się dwóch zestawów. Przy dużych prędkościach jadące za pociągiem auto może szybko znaleźć się kilka metrów od drogi. Podmuch jest na tyle duży i gwałtowny, że małe auto szybko może zamienić się w samolot. Dobrze, że na drogach Australii nie jeździ Daewoo Tico. Większość aut na tamtejszych drogach stanowią te, budowane na wzór amerykańskich, zdolne do pokonywania dużych odległości – duże Holdeny z techniką Chevroletów i Opli oraz mocne Fordy z tylnym napędem.

Miejscem, gdzie chyba najłatwiej można je zobaczyć jest Stuart Highway, która łączy Darwin z Port Augusta. Długą na 2834 km drogą codziennie porusza się wiele takich pojazdów. Tym, którzy koniecznie chcą go wyprzedzić należy wspomnieć, że na wykonanie takiego manewru potrzeba co najmniej kilka sekund – to w przypadku mocnego diesla a każdy inny, znacznie słabszy, samochód potrzebuje ich kilkanaście. Wyprzedzając takiego „kloca” należy zachować szczególną ostrożność a oznaczenie „Long Vehicle” umieszczone z przodu i tyłu pojazdu jest tu jak najbardziej właściwe.

Jazda drogami w środku kontynentu nie jest łatwa. Nietrudno o awarię. Dlatego też regułą jest, że nie jeździ się samemu a w konwoju. Wówczas łatwiej o pomoc przy naprawie a lekarstwem na samotność jest towarzystwo drugiego kierowcy – zmiennika albo CB-radio, które na tych rozległych terenach jest nieocenionym, i często jedynym, źródłem komunikacji. O zasięg telefonii komórkowej na środku pustyni raczej trudno (nie wspominając o internecie czy nawigacji) więc jedynie niskie częstotliwości pomagają wezwać pomoc, gdy ta wydaje się niezbędna.

Znaki drogowe ostrzegające przed pociągami drogowymi

Źródło: wykop

Ustawowy czas pracy kierowcy przedstawia się następująco: po 4 – godzinnej jeździe minimum 30 minutowa przerwa a cały czas jazdy nie może przekroczyć 12 godzin w ciągu doby. Dzięki temu, że załoga pociągu drogowego liczy dwóch kierowców pojazd porusza się bez przerwy. Często silnik pracuje ciągle przez kilka dni napędzając pojazd i sprężarki wielu układów. W celu zapewnienia odpowiednich warunków podróży tuż za kabiną znajduje się pomieszczenie zdolne pomieścić dwa miejsca do spania oraz wszelkie niezbędne akcesoria do trwających kilka dni przepraw przez pustynię.

Obecnie pociągi drogowe nie są już domeną Australijczyków. Podobne pojazdy można spotkać na drogach USA, Kanady oraz Skandynawii. Wśród nich największą grupę stanowią ogromne cysterny dostarczające paliwo do najbardziej odległych oraz niedostępnych terenów. W Polsce takie transporty są rzadkością i każdy, który chce wjechać na drogi publiczne musi być mieć stosowne pozwolenie i być oznaczony jako „ponadnormatywny”. Najczęściej takie kolosy „grasują” po naszych drogach w nocy przewożąc mosty, czołgi a nawet kadłuby samolotów.