Wśród nieznanych pionierów amerykańskiej motoryzacji na szczególną uwagę zasługuje jeden, niedoceniany i zapomniany dziś Herbert H. Franklin. Dla znawców motoryzacji pozostanie pionierem i propagatorem silników chłodzonych powietrzem. Choć tak naprawdę motoryzacja będzie zawdzięczać mu znacznie więcej. Ot, choćby pierwszy, w pełni sprawny 4 – cylindrowy silnik z zaworami w głowicy, odlewanie bardzo lekkich, aluminiowych tłoków czy pierwsze zamknięte nadwozie z widocznym kufrem, które dziś określamy mianem sedana.
Na początku XX wieku było normą, że automobil posiadał chłodnicę i obieg wody. Chłodnica była zazwyczaj odpowiednich (dużych) rozmiarów, ciężka i ustawiona pionowo przed silnikiem co nie zmieniło się do dnia dzisiejszego. Franklin jednak nie akceptował tego sposobu chłodzenia silnika. Układ chłodzenia wykorzystujący wodę był jeszcze bardzo awaryjny a brak jakiegokolwiek zabezpieczenia antykorozyjnego powodował rdzę i nieustanne wycieki. Wentylator mógł pracować wydajniej i bez aparatury w postaci cieczy, przewodów i pompy.
System chłodzenia autorstwa inżynierów Franklina, w tym utalentowanego Johna Wilkinsona, pozwalał także na bardziej atrakcyjne obudowanie jednostki napędowej, co wykorzystano promując modele na rok 1905, których maska bardziej niż skrzynię przypominała metalową, okrągłą beczkę. W przeciwieństwie do wielu konstrukcji chłodzonych wodą, Frankliny miały maskę podnoszoną w całości ku przodowi, gdyż nie potrzebna była odrębna atrapa chłodnicy a także stosowane wówczas połączenie części klapy na jej środku.
Prasowa reklama Franklina z 1916 r.

Źródło: motofakty
Od samego początku Frankliny reklamowano jako „automobil dla wyższych sfer”’ oraz dla … lekarzy, którzy dzięki chłodzeniu powietrzem byli w stanie szybko dotrzeć do pacjenta nawet w najgorsze mrozy. W przeciwieństwie do innych producentów, Franklin nie potrzebował kupować miejsca na reklamę w gazetach gdyż … był współwłaścicielem kilku tytułów i sam często publikował artykuły o biznesie. Miał również kilka dobrze prosperujących interesów w Syracuse. Jednym z ważniejszych była fabryka rowerów – to od niej wszystko się zaczęło.
Herbert Franklin był nie tylko wynalazcą. Dał się również poznać jako propagator szkolenia kierowców i założył w 1909 roku własną szkołę jazdy, w której młodzi adepci sztuki prowadzenia uczyli się prowadzić automobil marki … oczywiście Franklina. Była to nie tylko reklama, ale ważny wkład w kształcenie przyszłych kierowców, które wówczas jeszcze nie było dostatecznie uregulowane. Dziś 15-letni chłopiec raczej nie uzyska prawa jazdy, co najwyżej w niektórych krajach licencję rajdową. Wtedy był to częsty widok na amerykańskich drogach.
Na szczególną uwagę zasługuje konstrukcja silnika Franklina – duży, o 12 cylindrach w układzie widlastym i o tylko powietrznym chłodzeniu, który napędzał najbardziej luksusowe z modeli marki, znane jako Airman. Pojawiły się one na przełomie lat 20 i 30-tych. W założeniach konstruktorów modele tej serii stanowiły konkurencję m.in. dla Cadillaca, Lincolna, Corda oraz Duesenberga. Szczególnie dla tych pierwszych, bo aż 16-cylindrowych Cadillaców, których ogromne silniki pracowały niezwykle cicho i precyzyjnie, bez najmniejszych drgań.
„12-tka” Airmana z 1928 r.
Źródło: DELCO
Najdroższe Frankliny miały następujące parametry użytkowe: silnik widlasty, 12-cylindrowy, 398 cali sześciennych pojemności (6,5 litra), mocy 110 KW (150 KM), umieszczony na lekkiej ramie, masa własna około 2700 kg, napęd tylny poprzez mechaniczną, 3-biegową przekładnię. 150 – konna odmiana silnika była wyposażona w sprężarkę mechaniczną, bez niej moc wynosiła 100-110 KM. W zależności od rodzaju nadwozia Airman mógł osiągać prędkość 90-100 MPH, choć z reguły nie służył do szybkiej jazdy.
Oczywiście nadwozie mogło być karosowane przez dowolną firmę, wedle życzenia klienta. Najczęściej wybieraną zabudową była 5 lub 7 – osobowa zamknięta kareta lub roadster z miękkim dachem. Taki rodzaj nadwozia wybierali klienci, którzy potrzebowali limuzyny godnej prezesa lub młodsi milionerzy, którzy nie korzystali z usług szofera. Dla nich również była dostępna odmiana 4 – drzwiowa z oparta o krótszy rozstaw osi, ale był to rzadko wybierany model. Ostatnie sztuki Airmana wyjechały z fabryki w 1934 roku.
Franklin Airman z 1934 r.
Źródło: autogallery.org.ru
Sprzedaż roczna nie przekraczała 200 sztuk i firma zamiast zarabiać, zaczęła tracić. Pojawiły się problemy ze spłatą zaciągniętych pożyczek i firma znalazła się u progu bankructwa. Przetrwała pierwszy kryzys w roku 1930, ale drugiego, nieco mniejszego z 1934 roku już nie zdołała. Nie pomógł nawet drugi, 6 – cylindrowy model, którym Franklin chciał nawiązać walkę z popularnymi Fordami i Chevroletami. Herbert Franklin zmarł w 1956 roku, przez ostatnie 20 lat życia nie wyprodukował ani jednego samochodu.
Co zawdzięczamy Franklinowi? To w jego okazałej fabryce powstawały wynalazki ważne dla dzisiejszej motoryzacji – od pierwszego 4 – cylindrowego silnika z 1902 roku, poprzez 6 – cylindrowy niespełna trzy lata później, kończąc na potężnej „12-ce”. Wszystkie były udanymi konstrukcjami i każda z nich nie miała żadnej chłodnicy, ani obiegu wody. To jego pomysłem były zawory w głowicy, skuteczne hamulce ze wspomaganiem czy elektryczny gaźnik. Każdy z wyprodukowanych 150 tys. Franklinów był na swój sposób wyjątkowy i tak pozostało do dnia dzisiejszego.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








