Po przegranej wojnie na Niemcy zostały nałożone różnego rodzaju sankcje. Jednym z najważniejszych ograniczeń było to, że ich armia była całkowicie rozbrojona a decyzje o odbudowie machin wojennych ograniczały się do budowy makiet czołgów na podwoziach rowerowych. Jeszcze w latach 20-tych powszechne były „manewry wojskowe” z użyciem takich makiet. Postanowienia zawartych traktatów nie obejmowały jednego – możliwości rozwoju techniki w państwie sprzymierzonym co władze zamierzały wykorzystać. Takim dla Niemiec był Związek Radziecki. W ten sposób zaczęła się jedna z najbardziej tajemniczych historii okresu międzywojennego.
Wszystko zaczęło się w połowie lat 20-tych XX wieku, kiedy uruchomiono Szkołę Pilotów Wojskowych w Lipiecku. Jej zadaniem było wyszkolenie nowego pokolenia pilotów – takich legend jak „Czerwony Baron” czy Hermann Goering, który swoimi Fokkerami i Albatrosami siali postrach w przestworzach. W ciągu kilku następnych lat współpraca byłego Cesarstwa ze ZSRR pogłębiała się a na przełomie lat 20 i 30-tych dowództwo niemieckie prowadziło na terenie ZSRR kilka szkół wojskowych a najważniejszą z nich była Szkoła Czołgowa KAMA, która pierwszy rocznik uczniów przyjęła w 1929 roku.
Makieta czołgu na manewrach
Nie było sprzętu, ale ten powoli kompletowano. Szkoła w ciągu kilku miesięcy dostała ogromne pieniądze na rozwój – powstały nowoczesne garaże i poligon, na którym można było testować wytwory brytyjskiej myśli technicznej. Tak – dokładnie były to Vickersy i remontowane zdobycze wojenne. To na nich uczono jazdy przyszłych kierowców czołgu. Wcześniej należało je wyremontować i poznać zasadę działania większości mechanizmów. Szkoła miała wykształcić nowe pokolenie żołnierzy służących w jednostkach pancernych w czym miał wkrótce pomóc Krupp, Rheinmetall i Daimler – strategiczne dla nazistów przedsiębiorstwa.
Na terenie Niemiec nie można było projektować broni, ale nie było przeszkody w projektowaniu maszyn rolniczych. Pod takimi projektami na przełomie lat 20-tych i 30-tych ukryto prace badawcze nad pojazdami pancernymi różnego przeznaczenia – wszystkich o napędzie gąsienicowym. Zakres prac nad pojazdem o nazwie „Kleintraktor” obejmował projekt pojazdu gąsienicowego o masie około 3 ton a do jego napędu miał służyć silnik chłodzony powietrzem o mocy około 60 KM. Pierwotnie pojazd miał otwarte nadwozie co miało zmylić opinię publiczną. Teren Republiki Weimarskiej, gdzie zmontowano prototyp był nadzorowany.
Dopiero po przewiezieniu do ZSRR pojazd ujawnił „właściwe przeznaczenie”. To właśnie tam konstrukcję wyposażono w dwa działka o kalibrze 20 mm i zaczęto konstruować wieżyczkę. Pojazd mieścił 2 osoby a jego zadaniem było rozpoznanie terenu. Projekt szybko ewoluował. Kolejne wersje tej konstrukcji ważyły już prawie 9 ton oraz mieściły załogę składającą się z 4 żołnierzy. Ta odmiana ze 100-konnym silnikiem Daimlera osiągała prędkość 30 km/h. Prototypowe pojazdy służyły do celów treningowych – to na nich przyszli „pancerniacy” uczyli się zdobywać nowe tereny. Początkowo na poligonie znajdującym się przy szkole a później …
„Kleintraktor”
Sami wiecie. Tymczasem spółka niemieckich przedsiębiorstw przerabiała istniejące prototypy. Część z nich przewieziono do szkoły w częściach i zmontowano je w garażach. Praktykanci a jednocześnie przyszli absolwenci na nich uczyli się budowy i obsługi czołgów. Szkoła „KAMA” szybko stała się miejscem, z których wiązano nadzieje na rozwój pojazdów pancernych. O ile mniejsze konstrukcje były „małymi traktorami”, wraz ze zwiększaniem ich rozmiarów konieczny był projekt „dużego traktora”. Pod tym określeniem ukryto program rozwoju ciężkich pojazdów pancernych. Tak oto zaczęła się historia czołgów Panzer.
Panzer 1 był przejściowym etapem rozwoju czołgów. Wcześniejsze prototypy (według nieoficjalnych danych zmontowano 4 sztuki) ustąpiły miejsca nowej konstrukcji. Panzer 1 miał 4 metry długości, ważył 5,4 tony a do jego napędu służył silnik produkcji Kruppa o mocy 57 KM. Pierwsze testy nowego pojazdu odbywały się na terenie przyszkolnego poligonu. Podczas testów na przyszkolnym poligonie udowodniono, że „ciągnik” jest bronią sprawną i skuteczną. Nie był konkurencyjny wobec brytyjskich konstrukcji, ale to miało się zmienić. Uzbrojenie miało być coraz lepsze, ale nie można było odkrywać całej technologii – przed radzieckimi generałami i szpiegami.
Czołg miał minimalne uzbrojenie – stanowiły je dwa karabiny maszynowe a grubość pancerza wynosiła od 6 do 13 milimetrów (w zależności od miejsca). Zasięg w terenie wynosił około 90 km (na 144 – litrowym zbiorniku). Gąsienice o szerokości 28 cm oraz kąt natarcia 30 stopni pozwalały na pokonywanie przeszkód terenowych. Pojazd był testowany w trudnych warunkach przyszłego „Frontu Wschodniego” (o czym jeszcze nie wiedziano). Radzieccy wojskowi nie zdawali sobie sprawy z faktu, że na ich terytorium rośnie przyszły sojusznik a nieco później … agresor. Tymczasem nie udało się utrzymać tajemnicy.
Panzer 1
Fakt testowania nowego sprzętu na terenie obcego kraju nie mógł zostać niezauważony. Plotki o częstych gościach zza granicy szybko rozeszły się. Informacje trafiły do krajów zachodnich. Seria „ciągników” szybko została w Rosji namierzona i dowiedziały się o tym zachodnie służby wywiadowcze – w tym pomogła „siatka” Jerzego Sosnowskiego. To jednak nie przeszkodziło w rozwoju konstrukcji. Projekt powiększono i w miejsce dwóch karabinów maszynowych można było zamontować armatę na pociski o kalibrze 20 mm. W ten sposób pojawiły się plany kolejnego czołgu – Panzer II, ale jego rozwój odbywał się już na terenie III Rzeszy.
Szkoła Kama w 1933 roku zakończyła działalność. Władzom ZSRR nie zależało na kontynuowaniu współpracy. W tym czasie Niemcom zniesiono zakazy. Od tego momentu niemieckie fabryki intensywnie rozwijały swoją technologię, odlewano coraz większe działa, budowano większe czołgi, szybsze samoloty i tworzono nowe wynalazki. Nikt jeszcze nie przewidywał tego co się wydarzy za kilka lat. W krótkim czasie nazistowska machina wojenna osiągnęła tyle co inne wojska w trzydzieści lat. Zaczęła się wojna. Pierwsza taka, w której silniki i pojazdy odegrają główną rolę. Wszystko to naziści zawdzięczali współpracy przemysłu i szkolnictwa.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









