Pokazany w 1980 roku przez Grupę Rovera model Metro miał utrzeć nosa Renault 5 i Fiatowi Panda czy nawet własnemu Mini. Jak na owe czasy pojazd był nowoczesny a wnętrze sprawiało wrażenie przestronnego. Sprawiało, ale w porównaniu do Mini nowy model był większy i bardziej ucywilizowany. Nad następcą „Miniaka” pracowano przez całą dekadę i pokazano kilka prototypów. Typowo brytyjska, nie grzesząca urodą karoseria bez większych zmian przetrwała aż 17 lat a ostatnie sztuki tego modelu nosiły nazwę Rover serii 1.
Metro niczym się nie wyróżniało spośród konkurentów. Typowe miejskie „wozidło”, które wykorzystywano na trasie rajdu „dom – szkoła – supermarket”. Idealne auto na miasto lub jako drugie auto w rodzinie. Może nie było zbyt reprezentacyjne, ale tym autkiem jeździła również księżna Diana, kiedy była jeszcze Dianą Spencer. Metro potrafiło skutecznie zgubić tłumy natrętów z aparatami, którzy pilnie śledzili przyszłą żonę następcy brytyjskiego tronu. Skoro przyszła księżna może nim uciec od wścibskich fotografów, to może Metro sprawdzi się w sporcie?
Diana Spencer wsiada do swojego Metro
Źródło: Daily Mail
Tuż po prezentacji Renault 5 Turbo Rover Mini nie miał już szans na trasach rajdów. Był za słaby, choć wiele nadrabiał lekkością i zwinnością prowadzenia. Inżynierowie Austin Rover Group w małym Metro zobaczyli ogromny potencjał. Prace nad odmianą rajdową trwały nieco ponad 3 lata a nad całością czuwali specjaliści z Coswortha. Gotowy do produkcji model powstał w 1984 roku. Chcąc spełnić wymogi homologacji wyprodukowano 200 sztuk na rynek masowy w cenie 40 tys. funtów. To już był poziom cen pomiędzy Jaguarem a … Astonem Martinem.
W połowie lat 80-tych na trasach rajdów zaczęły rządzić czteropędne Audi Quattro oraz Lancia Delta S4. Na ich tle mały Rover wyglądał jak hodowany na sterydach ratler. Pomimo napędu na wszystkie koła i centralnego silnika auto nie było tak neutralne w prowadzeniu jakby się mogło wydawać. Krótkie Metro 6R4 rzucało tyłem i w każdej chwili mogło zamiast w zakręt wycelować w pobliskie krzaki lub w przepaść. Szczególnie, gdy ścigało się na trasie Rajdu Cypru czy Grecji, gdzie trasy były wyboiste, kręte i wiodły przez górzysty teren.
Z racji krótkich przełożeń autko osiągało do 220 km/h. W zamian za to od 0 do 100 km/h autko rozpędzało się poniżej 5 sekund a we wprawnych rękach w 4. „Kop” do tego stopnia był tak duży, że plastikowe płaty karoserii ulegały zniekształceniom lub często odpadały w skutek zawirowań powietrza. Tylko mocna rurowa struktura nośna utrzymywała auto w całości. Gorący silnik gwarantował warunki godne sauny a chłodzenie wnętrza było możliwe tylko dzięki odsuwanym małym okienkom z pleksi. Długie OS-y były dla załogi męczarnią.
6R4 na trasie Rajdu Monte Carlo – 1986 r.
Źródło: Automoblog
Ciasnota wnętrza w połączeniu z sauno – solarium sprawiała, że załoga Metro szybko się męczyła. Rozgrywane na południu Europy rajdy były ogromnym wyzwaniem. Trudno było gdziekolwiek jechać tym „wynalazkiem” a jeszcze trudniej wygrać rajd, co nie oznacza, że Metro nigdy nie odniosło sukcesu. Największy sukces Metro 6R4 odniosło na trasie Lombard RAC Rally w sezonie 1985 plasując się na 3. miejscu tuż za dwiema Lanciami Delta. Z Lancią nikt nie mógł wygrać, co dodatkowo podniosło rangę zajmowanej pozycji.
Pamiętny sezon 1986 nie był już tak dobry dla Rovera i zaznaczył się w całej historii rajdów. Na najważniejszych imprezach w Monte Carlo, Szwecji, Portugalii czy Korsyce ani jedno Metro nie dojechało do mety. W połowie 1986 roku cała Grupa B została zlikwidowana, gdyż (za)mocne rajdówki nie były bezpieczne a ich koniec był zasadniczo przesądzony po tragicznym wypadku, w którym zginął Toivonnen. Tak oto zakończyła się kariera rajdowego Metro. To jednak nie koniec opowieści o małym diabelskim samochodziku …
Po wycofaniu się Rovera z RMŚ wiele 6R4 trafiło w prywatne ręce. Po kilku modyfikacjach wiele z nich startowało w rallycrossie. Na lodowych torach nie było krzaków ani żadnej przepaści. W celu dostosowania do regulaminu zmniejszono pojemność 2.8 dm3 a moc zwiększono dodając efektywniejsze doładowanie. Ostatnie 6R4 zmontowano w 1987 roku, po czym rajdowa kariera Metro definitywnie się zakończyła. Spadkobierca rajdowych tradycji Rovera zbudowany na serii 200 miał napęd na przednie koła i startował w kategorii „Super 1600”.
Silnik 6R4 zajmował cały tył nadwozia
Źródło: motorsportretro
Zbudowany przez zakłady Coswortha silnik był jednak tak udany, że kupił go Tom Walkinshaw – właściciel TWR. Jednostka ta później napędzała wyścigowe auta Rovera, z tym, że była umieszczona z przodu. W nią był wyposażony m.in. Rover SD1 startujący w wyścigach aut turystycznych. Jednostka ta była na tyle udana, że mogła służyć do napędu superauta, ale na to należało jeszcze poczekać, gdyż kryzys na Wyspach spowodował zapaść w sektorze motoryzacyjnym. Na szczęście początek lat 90-tych był dla brytyjskiej motoryzacji wyjątkowo łaskawy.
Kilka lat po zakończeniu montażu 6R4, serce rajdowego Metro wróciło na właściwe miejsce, czyli za przednie fotele samochodu. Nie był to już Rover a Jaguar XJ 220, w którym silnik z Metro został rozwiercony do 3.5 dm3 i dzięki drugiemu turbo mógł rozwijać prędkość do 350 km/h. Potencjał napędu był ogromny. Do dnia dzisiejszego jeździ zaledwie ok. 1 proc. (jeżeli nie promil) wszystkich Roverów Metro, ale z 200 sztuk „cywilnego” 6R4 większość nadal ma doskonałą formę, o którą dbają kolekcjonerzy.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









