Stat4U, czyli o … statystyce w motoryzacji

przez | 10 listopada, 2016

Statystyka to ciekawa nauka. Według niej wiemy, że można mieć 1 i 1/3 dziecka w rodzinie, jedna osoba na 14 milionów może wygrać w Lotto a nasze pensje podobno rosną. To dzięki danym statystycznym wiemy, że klimat podobno się ociepla a za średnie wynagrodzenie możemy kupić mniej paliwa niż jeszcze kilka lat temu. Tak, statystyka jest potrzebna, nawet w motoryzacji. Jaki wpływ mają na nas dane statystyczne? Duży, a może znikomy? „Cyferki” mają znaczenie dla każdego motomaniaka, prawda?

Na wstępie należy zaznaczyć, że prezentacja danych ma ogromne znaczenie. Ot, dla przykładu – liderem sprzedaży jest Skoda. Owszem, ale tylko wśród klientów flotowych. Przeciętny „Kowalski” kupując pierwszy nowy samochód wybiera … Toyotę. Problem w tym, że jego wpływ na ogólną ilość sprzedanych pojazdów jest znikomy. Gdy on kupuje swojego pierwszego Yarisa w ilości sztuk „jeden”, właściciel firmy zamawia 20 Octavii. Zatem nie wszystko jest takim, jakim się wydaje a marki skutecznie to wykorzystują ogłaszając się „Numerem 1”.

Jak producenci zwiększają sprzedaż? Oferując nam samochody, które są do wszystkiego, czyli do niczego – SUVy. Te są do wszystkiego, czyli jak mówiła „babcia ACE” – do niczego. Są jednak popularne. Nic nie podkręca statystyk tak jak … Chiny. Niby czemu Buick produkuje tam większość swojej oferty i sprzedaje, podobnie jak Citroen? Ponad miliard potencjalnych kierowców to szansa na zwiększenie sprzedaży nawet o 50% – tak przynajmniej twierdzą „specjaliści ds. sprzedaży”. I tak jest, co udowadniają statystyki.

Najczęściej prezentowane są statystyki wypadków. Statystyczny długi weekend to najczęściej: kolejne 30 lub nawet 40 osób u św. Piotra i około 200 – 300 w szpitalach. Dlaczego publikuje się te dane? Zadaniem publikowania statystyk wypadków jest ich poprawa. Problem w tym, że to nie działa. Właściwie to przyzwyczailiśmy się do tego i cyfry nie robią na nas wrażenia. Jako, że statystyka lubi procenty – ilość zatrzymań nietrzeźwych kierowców rośnie. Niestety, nie można stwierdzić, czy wobec całej populacji kierowców „z procentem” rośnie czy maleje.

Jedną z ciekawych danych jest to, że 95% wypadków spowodowanych jest przez kierowców. Stan techniczny pojazdu odpowiada tylko za 5%. Czy to oznacza, że możemy się wyszkolić a nasz samochód „zapuścić” do stanu „ogólnej złomowatości”. Nie, gdyż według kolejnych statystyk ceny części mogą się różnić nawet o 80%. Jakościowo często różnic nie widać. Po co przepłacać? Po nic, ale warto to wiedzieć, gdyż oszczędność to dobra cecha. Podobnie jak dbałość o środowisko. Na ten temat również istnieją odpowiednie analizy.

Ile w tym prawdy?

20110906-yanosik-najbezpieczniej-jezdzimy-w-sniegu-liczba-wypadkow-a-pogoda-slupkowy

Źródło: Yanosik/KGP

Ostatnio modne są również statystyki ekologiczne. Producenci licytują się na coraz mniejsze spalanie i emisję dwutlenku węgla. Statystyki te od rzeczywistości różnią się przeciętnie 30%. W ruchu drogowym laboratoryjne „5” zamienia się w „7” a „magiczne 9,9” to często „13” lub nawet „15”. Usprawiedliwienie jest takie samo jak u producentów elektroniki – tam czas działania akumulatora zależy od „warunków lokalnych”, na drodze oznacza to prędkość, stan nawierzchni, korki itp. W laboratorium nie ma korków, są tylko rolki.

Jaki ma związek program „500plus” z motoryzacją? Wystarczy zobaczyć lawety, które przywożą z Zachodu kilkuletnie SUV-y i minivany. Popyt na rodzinne samochody zwiększył się. Miał na to wpływ wzrost zamożności rodzin. Więcej pieniędzy to większe możliwości wyboru, ale od lat lista najczęściej wybieranych marek nie zmienia się. Do niedawna większość klientów kupowała poczciwe „klekoty”, czyli TDI. Ostatnio jednak preferencje zmieniły się i coraz częściej kupuje się widząc prawdziwe oszczędności a nie tylko te pozorne.

Statystyki mówią, że diesel tak naprawdę nie jest tańszy w utrzymaniu niż prosty silnik benzynowy. Niższe spalanie odbija się czkawką u mechanika, u którego na „zestaw klekota” – dwumasę, turbinę i wtryski trzeba często wydać 5-10 tys. zł. Co ciekawe, coraz częściej reklamy nie mają nic wspólnego ze statystykami sprzedaży. Myślimy? Tak, po prostu doceniamy to, co proste i nie dajemy się zwieść, że ta cała „ultramegagiga” to przyszłość motoryzacji. Wyjątkiem od tej reguły jest Dacia i jej statystyki – tu jednak reklama nie kłamie.

Wśród statystyk motoryzacyjnych ważne są również ceny oraz utrata wartości pojazdu. Każdy model traci na wartości, jeden więcej, drugi mniej. Co ciekawe, szczególnie zadbane egzemplarze w wieku kilkunastu lat przestają tracić i powoli zyskują na wartości. Nie osiągają ceny salonowej (chyba, że to wyjątki), ale skutecznie przeczą ogólnemu trendowi. Często model starszej generacji jest droższy niż nowszej – przykładem jest Mercedes W124, którego ceny są wyższe niż jego następców. Chyba wiecie dlaczego tak jest?

Według statystyk motocykliści nie powodują największej liczby wypadków. Owszem, wypadki z udziałem motocyklistów są widowiskowe, ale jest to wyjątek na tle samochodów osobowych (patrz: zdjęcie nagłówkowe). Motocykliści rzadziej ulegają wypadkom niż rowerzyści. Jednak na tle wypadków środków komunikacji czy maszyn rolniczych to nadal za dużo. Według tego zestawienia ciężarówki bez naczepy powodują więcej wypadków niż z naczepą. Ciekawe jak na tle tego zestawienia będą prezentować się pojazdy autonomiczne?

Na koniec o statystyce tego bloga. Od pierwszego wpisu zanotowano już prawie 100 tysięcy odwiedzin. Opublikowano ponad 200 wpisów i dodano 170 komentarzy. Czy to dużo, czy mało? Nie jest to istotne. Nie wszystko da się zmierzyć liczbami. Stara i oryginalna motoryzacja nie znosi cyfr i porównań. To ile ma koni, ile pali i czy ma fejsa nie jest istotne. Czy o to pytali właściciele pierwszych automobili? Nie sądzę. Dla nich liczył się zapach spalin i spotkanie z aptekarką, która sprzedała im benzynę. Już przez to byli wyjątkowi.