Przeglądając reklamy i zdjęcia przedwojennych pojazdów można zauważyć, że klient mógł wybrać jedynie jeden silnik i jedną długość podwozia. Wybór zaczynał się od momentu, w którym klient chciał dostosować pojazd do własnych potrzeb. Mógł wybrać dowolne nadwozie – od dwumiejscowego otwartego przez zamknięte czteromiejscowe aż po nadwozie kontenerowe pod zabudowę dostawczą. Jeżeli nie można było wybrać interesującego nas wariantu to można było kupić nadwozie w pracowni karoseryjnej.
Jeszcze kilkanaście lat temu oferta jednego modelu składała się z 3-4 rodzajów nadwozia. Na przykładzie segmentów B i C: hatchback, sedan, kombi, cabriolet, SUV, camionette (nadwozie dostawcze), MPV – dla każdego „coś” innego. Wszystkie miały ten sam silnik i płytę podłogową. Jedyną różnicą był koszt opracowania nadwozia przez producenta. Zwykle było tak, że przednia część była taka sama, różnice zaczynały się od tylnych drzwi – dłuższy dach, dodatkowe szyby, dłuższy błotnik i tylna klapa nie wymagały „pierdyliarda” dolarów inwestycji a pomimo tego samochody różniły się od siebie.
W ostatnich latach można obserwować, że ilość oferowanych wariantów silników i nadwozi uległa znacznemu zmniejszeniu. Chcesz kilka silników? Masz jeden lub dwa – ewentualnie możesz wybrać pomiędzy benzynowym, hybrydą i Dieslem, ale nie pomiędzy mocą 100 lub 200 KM. Nadwozie? Zamiast kilku wariantów mamy jeden lub dwa. Najlepiej aby było to nadwozie uniwersalne – czyli hatchback na szczudłach. Tak, to jest SUV. Przecież klienci chcą nie tylko SUV-a. Fakt, moda wpłynęła na wielu klientów, ale nie na wszystkich. Idziesz do salonu? To pewnie chcesz SUV-a? Nie, nie chcę.
W segmencie B nie ma w ofercie żadnego sedana. Kilka lat temu była Thalia, Linea i Logan? Nie ma. Ostatnio wycofano Tipo. W segmencie C coraz trudniej o nadwozie typu kombi. Zastąpił je SUV. Sedany? Mamy powrót Renault oraz Hyundai (czyt. „Hjonde”). W klasie średniej tylko w segmencie premium sprzedawane są sedany i kombi. Producenci bardziej popularnych marek ograniczali się do „wynalazków” łączących różne nadwozia – przykładem jest obecny Citroen C5X czy dawniej Fiat Croma. Kabriolety? Tylko w segmencie premium. To nie jest normalne.
Mały „hatchback na szczudłach” – symbol dzisiejszej motoryzacji
Źródło: Citroen
Są tacy, którzy optymalizację finansową jeszcze bardziej … zoptymalizowali. Przykład? Stellantis i jego najmniejsze konstrukcje. Nie dość, że trudno je zakwalifikować – nie jest to SUV ani hatchback, to jeszcze jest dostępny pod 3-4 markami i z jednym silnikiem. Już bardziej nie można zaoszczędzić na produkcji – chyba, że mylimy się i wymyślą jeszcze bardziej absurdalny sposób produkcji. Co to jest Phaeton, Tonneau, Landau? Tego nie pamiętają księgowi. Dla nich „kundel z jednym napędem” to jest właśnie to! Oczywiście nie może być tani. Marża 60% to jest to czego potrzebują.
Wyprodukować tanio w Chinach lub Indiach i sprzedać w Europie wielkim zyskiem. Dobrze, że nie każdy klient daje się na to nabrać. Dlaczego Hyundai i Renault, a ostatnio również Toyota, znajdują klientów? Nie każdy klient chce się dostosować do mody. Są tacy, którzy nie lubią podążać za innymi. To właśnie w nich upatruje się nadzieje na zmianę preferencji klientów. Tyle czasu producenci mówili o „różnorodności” wciskając każdemu dokładnie to samo a teraz dziwią się, że klienci chcą tej … „różnorodności”? Fakt, nie o taką „różnorodność” była cała rozgrywka pomiędzy producentami a klientami.
W latach 80-tych AMC potrafiło zrobić kilkanaście wersji nadwozia w oparciu o te same elementy – Concord i Eagle miały te same elementy nadwozia i silniki. Można? Nie uchroniło to od bankructwa co powinno dać do myślenia współczesnym kierownikom. Powodem była niska jakość. Gdyby poprawiły się standardy produkcji to AMC byłby dziś godnym rywalem „Wielkiej Trójki”. Dlaczego dziś nikt nie ma odwagi zrobić dokładnie to samo co amerykański producent ponad 40 lat temu? Po prostu nie chce, czemu przyklaskują księgowi. To absurd motoryzacyjnej wersji komunizmu.
Wszyscy nie chcą tego samego. Każdy chce „czegoś” innego. To nie znaczy, że „ktoś” na pewno chce Grande Pandy z Dieslem i napędem 4×4, ale jest grupa odbiorców, których pozbawienie takiego wyboru skłoni do dalszych poszukiwań. Klienci Logana raczej nie wybiorą SUV-a – zwyczajnie ich nie stać. Szybciej kupią Tipo SW albo będą oszczędzać na Dustera. Zapewne mała liczba klientów chce kupić klasycznego roadstera, ale i Ci chcą kolejnej generacji. Gdzie go kupią jeżeli nie będzie można mieć żadnego wyboru? Czy tak trudno zrozumieć, że to klienci mają rację?
Tak – mają rację, co widzimy w obecnym odwrocie od przymusowej elektryfikacji. Podobnie może być za rok lub dwa lata, kiedy klienci zauważą, że nie ma dla nich oferty. Czy to znaczy, że będzie można zamówić Citroena C3 w wersji sedan? Pewnie nie, nie wspominając o kabriolecie. Tak, z pewnością jedna osoba kupi taki „wynalazek”, ale nie spodziewajmy się powszechności tego rozwiązania. Popularny kabriolet segmentu C znajdzie więcej klientów. Kształtowanie rynku przez podaż to nie jest dobry pomysł. Nigdy nie sprawdza się w długim okresie czasu. Pamiętacie reklamę wybielacza?
Słynna „Babcia ACE”
Źródło: Youtube
ACE nie było do wszystkiego. Nie nadawało się do kolorowych ubrań. Pomimo wad miało swoją wierną grupę klientów. Tak jest do dziś – zmienił się skład, ale można go nadal kupić. Na rynku pojawiło się wiele podobnych środków, ale ACE przetrwało i można je nadal kupić. Podobnie jest z popularnymi nadwoziami. Można kombinować, ale sprawdzony produkt zwykle działa najlepiej. „Zwykle” to nie znaczy, że jest idealny, ale nie ma obaw o to, że nie spełni większości oczekiwań. Spróbujcie do SUV-a zmieścić „coś’ długiego? To raczej nie jest możliwe. Sedan zwykle ma dłuższą podłogę.
Koniec?
Tak i nie. Tymczasem powoli przeglądam stare wpisy i powoli przenoszę wszystko na nowy serwer. To jeszcze długo potrwa. Spokojnie! Stary adres zostanie ze starymi wpisami zostanie. Po prostu nowe wpisy będą publikowane pod nowym adresem a stare również się tam znajdą, ale będą gruntownie przeredagowane. Po prostu będzie mniej, lepiej i z nowymi działami. To wszystko dopiero w wakacje. Efekt kilkunastu lat pracy wymaga przynajmniej kilku miesięcy przeglądu, uzupełniania i scalania tekstów.
Podobne wpisy:
Wyznania ekonomicznego wróżbity w czasach zarazy
Felieton o plastiku, zespole i Tychach
Światła, kamera, akcja ... bum!
O adopcji, związkach, przeszczepach i scenariuszach prosto z tureckich seriali
Sierpień w warsztacie
Klasyk z wtyczką
O ostrzeżeniu przed Daihatsu i Saabem
Świecisz sobie czy we mnie?
O solidarności, wspólnych celach i postawie patriotycznej

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








