Zamaskowany ninja w Matizie

przez | 19 marca, 2021

Kolejne „jeszcze dwa tygodnie” to czas, kiedy po raz kolejny jesteśmy skazani na tzw. „reżim sanitarny”. Wraz z kolejną „falą” znowu pojawia się problem kierowców. W zasadzie nie ma go, ale jest sztucznie wytworzony przez osoby, które uchwalają kolejne głupie przepisy. Dlaczego głupie? Podobno w samochodzie powinno się jeździć w maseczce? Czy to konieczne? Czy to skuteczne? Czy to bezpieczne? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym tekście. Zacznijmy od zakresu obowiązywania przepisów. Gdzie go znaleźć? Czy istnieje?

Niezależnie od tego czy są zgodne z Konstytucją czy nie, warto przyjrzeć się zasadności zakrywania twarzy w pojazdach. Powszechnie uważa się, że wnętrze pojazdu nie jest przestrzenią publiczną. To, co dzieje się wewnątrz samochodu pozostaje w samochodzie. Czy wobec tego „ktoś” może nam nakazać „czegoś”, co powinniśmy robić w samochodzie? W samochodzie możemy jeść i nikt nam tego nie zabroni. Nie możemy korzystać z telefonu, ale to jeszcze można zrozumieć. To zachowanie ma wpływ na bezpieczeństwo. Czy musimy nosić maski podczas jazdy?

Maska ogranicza pole widzenia a pole widzenia to bezpieczeństwo. Im większa maska tym większy „Zorro” a ten nie powinien prowadzić. Jego kąty widzenia będą wąskie a wąski kąt widzenia to pewny „dzwon”. Taki kąt będzie wąski w Rollsie i w Matizie. Tutaj nie ma różnicy. Skąd „Ninja w Matizie”? Im większa maska tym większa „wiocha”, w połączeniu z Matizem to „wiocha do kwadratu”. Poważnie? Trudno mówić poważnie o „czymś”, co nie ma wpływu na bezpieczeństwo zdrowotne podczas pandemii. Dlaczego? Żadna maska nie chroni przed wirusem.

Bezpieczeństwo czy żenada roku?

Źródło: freepik

Żeby być w pełni odpornym na działanie wirusa w samochodzie to należy ubrać się w kombinezon – dokładnie taki, w jaki wyposażone są załogi „karetek covidowych”. Nawet ten nie chroni cały czas a jego zastosowanie ma raczej wymiar psychologiczny – podobno wirus przenika przez każde ubranie. Czy przenika przez karoserię? Tak. Ta nie jest szczelna. Jest bezszczelna – często nie chroni przed warunkami atmosferycznymi (patrz: szyba w drzwiach bezramkowych) a co dopiero przed „czymś”, co jest widoczne przez mikroskop.

Tak, Matiz jest mały, ale wirus jest jeszcze mniejszy. Widok kierowcy jadącego w masce jest … dziwny. To sytuacja niebezpieczna dla innych bardziej niż zagrożenie epidemiczne. Ograniczony ruch to opóźniona reakcja. Ciągłe przebywanie w masce to również hodowla kolejnych zarazków. Wszystko to w imię „bezpieczeństwa”. Bezpieczeństwo to „słowo-wytrych”. W ostatnich latach wiele różnych zakazów i nakazów tłumaczy się „bezpieczeństwem”, jego zagrożeniem albo dążeniem do zapewnienia najlepszego bezpieczeństwa. Dzwoniliście kiedyś na infolinię?

Tam dla bezpieczeństwa nagrywa się rozmowy. O czyje bezpieczeństwo troszczy się właściciel infolinii? Oczywiście o swoje. Trudno oczekiwać od niego, że zadba o to aby działać na naszą korzyść. Podobnie jest z maskami za kierownicą? To bardziej „skok na kasę” niż troska o kierowców. Z pewnością maska nie będzie lepszą ochroną niż filtr kabinowy. Ten ma o wiele większą skuteczność niż „szmatka” – jednorazowy twór marketingu. Fakt, są używane w szpitalach, ale chronią głównie pacjentów od chorób przenoszonych przez personel medyczny.

Tak, dobrze przeczytaliście. To właśnie główny cel stosowania tego „wynalazku”. Najczęściej ma on atest, tymczasem kartony masek kupowane w Chinach po 4 dolary za milion sztuk nie mają żadnego atestu. Nie chronią chirurga, nie ochronią kierowców. Ale zaraz … kierowcy wyścigowi również noszą formę maski? Pod kaskiem kryje się czapka. Kierowcy wyścigowi jednak nie patrzą do tyłu a ten wynalazek nie wpływa na słuch. Mocowanie maski to gumki, które mają wpływ na krążenie uszne a to z czasem wpłynie na pogorszenie słuchu lub szumy uszne.

Tak, to dziwne …

Źródło: shuterstock

Paradoksem tej sytuacji jest to, że zapobieganie jednej choroby wpływa na rozwój drugiej. Kilka miesięcy ucisku w okolicach uszu z pewnością przełoży się na inne dolegliwości. Kiedy się „to” skończy? Nikt nie wie. W tym czasie nadal na ulicach będą pojawiać się „ninja w Matizach”. Trzeba na nich uważać. Za kierownicą taki ninja jest bardziej niebezpieczny niż gdy w czarnej masce pod osłoną nocy skrada się we „wiadomym” celu. Skąd pomysł na ten tekst? Wszystko za sprawą kilku wydarzeń, które w kilka miesięcy zarejestrował wideorejestrator w pojeździe Autora.

Ograniczone pole widzenia spowodowane „antywirusowymi wynalazkami” wpłynęło na kilka niebezpiecznych sytuacji, w których kierowcy nie zauważyli nadjeżdżających z boku lub z tyłu. Wymuszenia pierwszeństwa, nagłe zmiany pasa ruchu? Nie tylko. Czasem szkoda parkingowa przy manewrach. Wszystko to dzięki masce. Ta w samochodzie nie jest potrzebna. Może być jako „coś”, co przewozimy jako akcesorium, ale nie jako stały element stroju kierowcy. Nie i już. Wszelkie próby przymusu „zamaskowania kierowców” to zły pomysł. To biologiczna bzdura roku.