Księgowy to nudny zawód. Kiedyś jego praca opierała się o proste narzędzia – liczydło, ołówek i zeszyt. Później liczydło zastapił kalkulator. Teoria ewolucji księgowej ma jeszcze jeden etap – zeszyt i ołówek zostały zastapione przez komputer i „tetki” zostały przeniesione do tabelek w pamięci dysku twardego. Skąd ten wstęp? Historia motoryzacji i historia rozwoju księgowości mają wiele wspólnego. Chcecie dowodów? Oto one.
Od czasów Forda T księgowość w przemyśle motoryzacyjnym zajmuje ważna rolę. Jak osiągnąć oszczędności? Efekt skali to tylko jedna możliwość. Jego uzupełnieniem są oszczędności na materiałach – cienkie blachy, mniej farby, mniej żeliwa, drewniane koła. To wszystko kosztuje a rozpoczęło się od tego, że „kolor karoserii mógł być każdy, pod warunkiem, że był czarny”. Czy w ten sposób można było zaoszczędzić? Zamiast negocjować ceny kilku farb różnych kolorów negocjowano cenę jednego.
Co na to księgowi? Zamiast 10 kont z cenami kolorów mamy jedno konto. Duże zamówienie to niższe ceny u dostawcy. Co z tego wynika? Mniejsze cyfry po stronie wydatków. Księgowi Forda z pewnością dobrze zarabiali – to właśnie ich pomysły pozwoliły obniżyć ceny w całym łańcuchu produkcyjnym. Ford jednak nie miał zamiaru oszczędzać na pracownikach co można było zarzucić innym producentom. Księgowi odebrali ważną rolę w powojennym rozwoju motoryzacji.
Citroen chciał wprowadzić tani samochód do produkcji. Po skalkulowaniu cen blachy i płótna oraz skrępowaniu ręki projektanta z fabryki Citroena wyjechał Citroen 2CV. Trudno było zaoferować klientom „coś” tańszego o podobnych walorach użytkowych. Drugi raz księgowi Citroena popisali się swoimi umiejętnościami gdy do oferty wprowadzono Dyane, Mehari oraz AK400 – nadal to była „Kaczucha”, ale w nowej formie znajdowała klientów.
Księgowość w motoryzacji kiedyś

Źródła: Citroen
Również polskim księgowym należy poświęcić wiele uwagi. To oni przez lata pilnowali aby Polonez znajdował klientów a FSO mogło sprzedawać swoje „wyroby”. Z kalkulatorem w ręce podliczali koszty kolejnych zmian i … być może dzięki nim FSO wjechało w XXI wiek. To wszystko dzięki oszczędnościom i zyskom z czasów, gdy Polonez Caro był najtańszym nowym samochodem rodzinnym. Nie było innego wyboru i to przyczyniło się do „optymistycznych liczb” po stronie zysków.
Niestety nadmierna księgowość ma swoje złe strony. Co to znaczy? Trzy śruby zamiast czterech. Niby koło dalej „trzyma się” piasty, ale tracimy pewność tego, że możemy jechać bezpiecznie. Tak, to dotyczy Citroena, ale nie tylko. Nadmierne oszczędzanie to przykład „wybuchowego Forda”, rdzewiejącej Mazdy, Tico (całość) oraz większości autobusów, które pod cienkim poszyciem kryją rurową kratownicę i 1 milimetr wyciszenia. Zawsze można jeszcze „coś” uciąć z ceny.
Ceny produkcji, ale nie z ceny w salonie. Jest coraz drożej i coraz bardziej badziewnie. Widzieliście wnętrze nowego W124? Porównajcie je z nowym W214. Grube wyciszenie, solidny montaż i dobre materiały kontra „tabletoza” i „spasowanie stopami”. Tak, w nowej klasie E czasem „coś” trzeszczy a nie powinno. Ważne, że udało się sprzedać i zarobić dzięki zaoszczędzeniu na materiałach a wady jakościowe przykryć tabletem i diodami. Niestety młode pokolenia nabywców dają się nabrać na takie metody.
Księgowość w motoryzacji dziś
Źródło: Mercedes
Księgowi mają „pojęcie” o marketingu. Jeżeli nie to z pewnością cenią sobie ścisłą współpracę z „działem wciskania kitu”. Efekty ich współpracy podziwiamy dziś kupując nowe „tablety na kołach”. 30 lat temu połączone siły księgowych i „działu wciskania kitu” oferowały nam produkt prosty, trwały i funkcjonalny. Oszczędności były możliwe dzięki unifikacji części mechanicznych. Księgowy był zadowolony, klient był zadowolony a firma zarabiała. Dziś tylko 2 z 3 stron tej transakcji są zadowolone.
Kiedy klient chce tablety i Tik-toki w samochodzie to je dostanie. Kiedyś chciał ekspres do kawy i parasol i mógł je dostać. Problem w tym, że to były potrzebne dodatki. Księgowi VW czy Rollsa mógł podnieść ceny dodatkowego wyposażenia, ale nikt nie miał mu tego za złe. Tymczasem dziś to na nich spada (z hukiem) odpowiedzialność za kształt obecnej motoryzacji. Trzeba jednak pamiętać, że nad księgowym jest prezes, rady nadzorcze, dyrektorzy i cały „korporacyjny cyrk”.
Plotka mówi, że księgowi też mają fantazję. Dowodem tego jest gość, który już wiele lat pisze tego bloga. Tak, dobrze czytacie. Przez kilka lat uczył młodzież „mitycznych rozrachunków, wynagrodzeń i kont teowych” i równocześnie pisał setki tekstów. Można? Można. I nikt mu nie mówił gdzie ma „ciąć” a gdzie „dołożyć”. Takiego luksusu nie mają księgowi w korporacjach. Gdyby mieli władzę absolutną to z pewnością uczyniliby motoryzację piękną i różnorodną. Gdyby to było możliwe …
Podobne wpisy:
Skończyło się babce ...
Dlaczego Wy trujecie ludzi?
Wiosna przyszła
Cicho wszędzie, głucho wszędzie ...
O ostrzeżeniu przed Daihatsu i Saabem
Jedziemy po zioło, czekamy na nową brykę i kupujemy drogiego Merca
O planach na przyszłość, Daihatsu i doktorze Kaczmarku
Ostatni bastion motoryzacji
Hybrydyzacja doświadczenia

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









