O radości z jazdy

przez | 16 września, 2022

Nie jeżdżę szybko. Po pierwsze nie muszę, po drugie nie lubię nikomu niczego udowadniać, po trzecie – co roku bliżej niezidentyfikowana „Złotowłosa” wręcza mi rachunek za przygodę w krzakach. Nie, uprzedzając wiele pytań – to nie pani co pracuje w „służbie leśnej”. To policjantka, którą „Miśki” siedzące z radiowozie wysyłają aby sprzedała mi mandat w wysokości 100 lub 200 zł. Ot taka tradycja kontynuowana od lat przy wjeździe do Łasku od strony Pabianic.

„Miśki” zawsze darują mi tą jazdę na wolnych obrotach czwartego biegu w terenie zabudowanym. Tak, czasem zdarzy się te 60-63 km/h. To trochę za dużo, ale piłowanie na „trójce” nie jest dobre dla  silnika. W ten, jakże oryginalny, sposób potrafię przejechać nawet w terenie, gdzie trudno o zabudowę. Dlaczego tak wolno? Bo są dziury i asfalt ugina się jak plastelina znanej firmy. Po co szybciej? Żeby rozwalić zawieszenie?

Na terenie gdzie mieszkam osiągnięcie 90 km/h na takiej drodze groziłoby uszkodzeniem pojazdu lub uzębienia, ale nie każdy to rozumie. Są tacy, co jadą ile dała fabryka. Ile w tym radości?  Być może taka jest, ale dużo w tym ryzyka. Tymczasem u mnie go raczej nie ma. Ryzykantem nie jestem. Jest za to „coś” innego – ulubiona stacja, ulubiona płyta, włączona klimatyzacja lub ogrzewanie i fotel ustawiony pod ulubionym kątem. Ma być przyjemnie – po mojemu.

I tak sobie jadę. Choć to raczej MPV a nie roadster to czuję się jak w domu. Mam wszystko pod ręką (i nogą). Nie potrzebuję luksusów. Można się nimi pochwalić, ale morze japońskiego plastiku posprzątam w kilka minut. Na skóry i ekrany straciłbym przynajmniej kilka godzin. Utłuszczona czerń fortepianowa potrafi wykończyć każde nerwy. Jedynie pianka do ekranów potrafi to wyczyścić. Kultowy „Plak” już nie.

Ostatnio taka myśl przyszła mi do głowy  – co tracimy próbując udowodnić komuś, że mamy lepsze auto? Tracimy wolność. Czy Passat musi być w „Komfortlajnie” żeby Nas zauważono? Czy pierwszy kabriolet musi być Mercedesem? Nie, nie musi. Czy pierwszym samochodem zabytkowym musi być Porsche, Jaguar czy Ferrari? Nie, przecież może to być jakiś Ford, VW czy nawet nasz poczciwy „Maluch”. Wszystkie te pojazdy pozwalają cieszyć się jazdą.

Czysta radość z jazdy

Źródło: BMW

Nie wściekać na wszystko, ale cieszyć. Stara motoryzacja cieszy oko, ale również ma wiele innych cech. Przede wszystkim integrację, której na polskich drogach brakuje. Jak można cieszyć się jazdą kiedy bez przerwy ktoś zajeżdża Nam drogę, próbuje wymuszać pierwszeństwo czy wywala przez okno śmieci, które pęd powietrza kieruje na przednią szybę naszego pojazdu? Tak, kultura też jest ważna. Tak, ja też czasami jej nie mam.

Posiadanie oryginalnego pojazdu również sprzyja integracji na drodze. Często zaczepiają mnie kobiety pytając co to za dziwne „Czerwone Pudełko”? Zawsze odpowiadam, że to „taka Toyota, co nie chciała być Toyotą”. Wtedy zaczyna się wywiad. Ostatnio pewna kierowczyni autobusu zatrzymała ruch i pozwoliła mojej „Maszynie” bezpiecznie wyjechać z bramy nowego miejsca pracy. Oznaka kultury? Tak, ale jej wzrok przez dłuższą chwilę skupiał się na facecie w czerwonym samochodzie.

Ładny jestem? Być może,  ale to Daihatsu skupia na siebie uwagę. Ten „Maluch” daje radość z jazdy. Choć czasem trudno o części do niego, to jest wart każdej wydanej na niego złotówki i czasu kiedy czeka się na ich import. Ten oryginalny pojazd jest generatorem radości z jazdy. Radości, której nie mierzy się osiągami a błogim spokojem, uśmiechem innych uczestników ruchu i absurdalną ekonomią jazdy. Tego nie potrafi żaden drogi oldtimer.

Radość to dobre uczucie. Niech nam towarzyszy od jutra. Od jutra nowe mandaty i milion punktów karnych za najdrobniejsze przewinienia. Czego można się spodziewać? Blondynek w mundurach wyskakujących z krzaków. Ataku „Miśków” nie obawiam się i nawet zacznę bardziej uważać na wskazanie bursztynowej wskazówki na białym cyferblacie. I nadal będę cieszył się jazdą dziwnym japońskim „Maluchem”.

Radość z jazdy to nie tylko hasło reklamowe BMW. To moment, w którym nic nas nie wyprowadza z równowagi. Kiedy wracamy do domu, mamy wokół siebie przyjazne wnętrze i czujemy się bezpiecznie. Kiedy nic nas zwyczajnie nie wkurza. Mnie ostatnio nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Jak wsiadam do Daihatsu to nawet zły humor mija. To samo osiągnie się w Ferrari 250 GTO i w nowym Maybachu. Podobno …