Granica zapomnienia

przez | 19 czerwca, 2023

Dlaczego coraz mniej jest publikowanych artykułów o motoryzacji przedwojennej?

Takich pytań jest coraz więcej. Odpowiedź na nie nie jest łatwa. Chcąc zrozumieć obecne trendy w „motoryzacyjnym paradziennikarstwie” należy przyjrzeć się strukturze demograficznej Czytelników. Czy wśród osób, które czytają teksty o motoryzacji są odbiorcy w wieku 80-90 lat? Są, ale niestety jest ich coraz mniej. Fakt, kiedyś będą inni 80-latkowie, ale Ci będą wspominać motoryzację z czasów ich młodości. W ten sposób „granica zapomnienia” przesuwa się o kolejne lata. Skąd takie określenie i co to właściwie oznacza? Chcąc to zrozumieć cofnijmy się do lat 30-tych XX wieku.

Wtedy najstarsze pokolenie, które jako pierwsze widziało automobil lub było w jego posiadaniu miało już 50-60 lat. Będąc świadkiem postępu technologicznego powoli zapominali o „bryczkach z silnikiem” z końca XIX wieku. Dlaczego? Nowoczesne automobile miały wygodne siedzenia, zamknięte nadwozie a sposób ich obsługi był łatwiejszy niż pierwszych konstrukcji.  Czy wobec postępu warto było interesować się historią? Tak, ale w latach 40-tych niewielu „dojrzałych” Czytelników interesowało się początkami motoryzacji. Pokolenie, które kilka lat wcześniej miało „60-tkę” pod koniec lat 40-tych XX wieku miało już Alzheimera.

Nikt nie chciał pamiętać o toczeniu się bryczką z silnikiem w oparach niedopalonego paliwa i kurzu. Czas użytkowania takiego pojazdu wynosił 4-5 lat i w tym czasie pojazd musiał być wielokrotnie naprawiany. Tymczasem w latach 30-tych czas ten wydłużył się do około 6-8 lat. Po co pamiętać o niedoskonałych konstrukcjach? W jakim celu ich używać kiedy taki Ford T był przy nich niczym prom kosmiczny wobec promu rzecznego? To była najważniejsza przyczyna masowego złomowania pierwszych i zarazem wiekowych wtedy pojazdów. Następne pokolenie myślało podobnie. Osób, które wiedziały jak obsługiwać i jeździć tymi konstrukcjami było coraz mniej.

Kto będzie o tym pamiętać?

Źródło: Pinterest

Historia powtarzała się w każdym pokoleniu. Proces spowolnił pod koniec lat 60-tych kiedy różnice pomiędzy konstrukcjami z lat 30-tych a 60-tych jeszcze nie były znaczące. W użyciu było jeszcze wiele przedwojennych pojazdów. Były one już w miarę proste w prowadzeniu, można było je łatwo naprawić i korzystać z nich wiele lat. Ówczesne pokolenie seniorów pamiętało je jako pojazdy solidne i proste. To spowodowało, że pamięć o nich trwała i na rynku było jeszcze wiele modeli w dobrym stanie. Wszędzie? Nie, w PRL-u wiele z nich zalegało na prywatnych posesjach i były nieużywane i niszczały z powodu braku części zamiennych.

To wtedy zaczęła się akcja czyszczenia ze złomu polskich podwórek. Wiele zaniedbanych unikatowych konstrukcji zostało zezłomowanych. Co lepsze zostało uratowane od zgniatarki. Co gorsze, niezależnie jakiej było marki, niestety zostało przerobione na patelnie. To przyczyniło się przyspieszenia gonitwy za „nowym”. Nie ma „starego” – nie ma o „czym” pisać. Trend ten spowolnił dopiero w latach 80-tych. Świadków narodzin motoryzacji było coraz mniej i często dopiero po ich tekstach okazało się, że być może warto zainteresować się „bryczkami z silnikiem”.

Interesować się? Tak, ale nie posiadać. Było ich już niewiele. Zaledwie tysiące w skali Europy czy USA, ceny były „kosmiczne” a wiedza o eksploatacji praktycznie zerowa. U progu XXI wieku w zasadzie już nikt nie pisał o przedwojennej motoryzacji. Nawet kolekcjonerzy powoli rezygnowali z inwestycji w przedwojenne konstrukcje na rzecz „pontonów” z lat 50-tych. Kilkanaście lat później „granica zapomnienia” przesunęła się na osi czasu do końca lat 60-tych. Konstrukcja i sposób prowadzenia nie różniły się od modeli, które pamiętało pokolenie „millenialsów”.

Co miało pod maską Camaro? Czym różniło się Porsche 912 od 911? Popularność literatury fachowej, wzrost zainteresowania amerykańskimi „muscle-cars” był spowodowany tym, że pokolenie wchodzące w świat motoryzacji na początku XX wieku miało rodziców i dziadków pamiętających najlepsze czasy amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego. Ci opowiadali im o mocnym Mustangu, Corvette, GTO czy Chevelle. W tym czasie młody Amerykanin jeździł Neonem, Escortem czy importowaną Hondą i Toyotą. I to spowodowało czasowe odwrócenie trendu.

… i to?

Źródło: Pinterest

Co wynika z wyżej przytoczonych faktów historycznych? Granica zapomnienia wyraźnie wydłuża się co cieszy. Kiedyś to było 20-30 lat. Dziś to około 40-50 lat. Niestety wraz z każdym nowym pokoleniem przesuwa się czas na osi historii motoryzacji. Dziś już powoli zapomina się o konstrukcjach z lat 70-tych. Coraz częściej uważa się je za przestarzałe i niewielu decyduje się na ich użytkowanie. Jak się nie używa to się tym nie interesuje. Niedługo będzie tak konstrukcjami z lat 80-tych, później 90-tych. Kiedy to nastąpi? Za kilkanaście lat. Czy to długo?

Czas płynie szybko. Dla kolejnych pokoleń „przestarzałe” to już nie jest „stuletnie”, ale znacznie młodsze. Kiedyś „spalinowe” będzie oznaczało „niewarte zainteresowania”. Zamiast tego w internetowych wydaniach czasopism motoryzacyjnych w dziale „używane” będzie artykuł o używaniu Tesli, Zoe i im podobnych wynalazkach. W kronikach przeczytamy, że dzielny podróżnik pokonał pojazdem elektrycznym trasę o długości obwodu Ziemi w 6 miesięcy (z czego 3 poświęcił na ładowanie). Na lekturę takiego artykułu szkoda prądu. Chyba, że po drodze jadł obiad z kanibalami i walczył z niedźwiedziem.

Nawet, jeżeli znajdzie się ktoś, kto będzie użytkował replikę (bo już nie będzie oryginałów) Forda T czy innego popularnego pojazdu z  dawnych lat to pewnie będzie miała napęd elektryczny. Spalinowym nie będzie można wyjechać z garażu a nie tylko wjechać do miasta. Tak oto postęp niszczy zainteresowanie a to z kolei niszczy pamięć. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani historią „czegoś” z „jakiegoś okresu” to „to” po prostu zostaje zapomniane. Jedynym sposobem aby przetrwało jest pamięć i dbałość o artefakty a także wznawianie publikacji o nich. Proste?

… albo to?

Źródło: Pinterest

Być może w ten sposób nie ocali się wszystkiego, ale zostanie to co najważniejsze. Nikt nie będzie chciał jeździć nawet przedwojennym Rollsem czy Mercedesem, ale znawcy tematu będą wiedzieć jak wyglądały i co miały pod maską. To już „coś”, co z pewnością nie pozwoli zapomnieć o czasach pionierów. Tych również zapominamy. Kto pamięta o „garażowcach” końca XIX wieku? Nikt. Nazwiska jak Porsche, Ferrari czy Benz zna każdy, ale i one stracą swoje znaczenie. Zastąpi je Musk, który z pewnością nie ma takiego „zmysłu inżynierskiego” jak w/w osoby.

Przez pewien okres „Historia …” unikała tematu pojazdów przedwojennych, wyścigów czy ludzi z tamtych lat. Obecnie to zaczyna się zmieniać. Zamiast ulubionych przez „Autora tego działa” lat 50-tych coraz częściej pojawiają się teksty o tematyce z końca XIX wieku czy pierwszych dwóch dekad XX wieku. Ten okres to prawdziwa „kopalnia pomysłów” i źródło wielu inspiracji na przyszłe wpisy. „Historia …” chce uniknąć tego niepokojącego trendu. Jeżeli nie będzie „kliknięć” to trudno, ale być może znajdzie się „ktoś”, kto będzie tym zainteresowany. I być może będzie miał w garażu 120-letniego Forda.

Koniec?

Nie. W czasie wakacji ukażą się nowe wpisy oraz zostaną przygotowane propozycje na „sezon jesień-zima. Zamiast tematyki z lat 50-tych pojawią  się wpisy o tematyce przedwojennej. Często pytacie dlaczego na blogu nie ma wszystkich czarno-białych zdjęć, ale niestety nie zawsze można wyszukać takie w zadowalającej jakości. W najbliższym czasie pojawią się wpisy o różnej długości. Dotychczas wiele z publikacji było „normalizowanych” pod życzenia wydawnictw. W mediach społecznościowych będzie mniej postów, ale będą dłuższe i bogatsze w treść i galerie.