„Historyczna” skrzynka zapchała się od ciekawych pytań i propozycji nowych wpisów. Odpowiedzi na najciekawsze z nich opublikowano poniżej. Pamiętajcie o tym, że pytania można zadawać poprzez formularz umieszczony na blogu lub bezpośrednio na adres: redakcja@historiazkolemwtle.cal24.pl
Zapraszam do lektury.
Czy inwestycje w pojazdy klasyczne są bezpieczniejsze niż w nieruchomości, sztukę lub złoto?
Inwestycje zawsze wiążą się z ryzykiem. Co to oznacza? Nie ma żadnego bezpiecznego sposobu na inwestowanie. W praktyce oznacza to, że zarówno na pojazdach zabytkowych jak i nieruchomościach można nie tylko zyskać, ale również stracić. Zarówno pojazd zabytkowy wymaga konserwacji jak i nieruchomość wymaga remontów. Faktem jest, że nieruchomość wolniej „starzeje się”, ale ewentualne remonty często są bardziej kosztowne niż naprawa karoserii czy mechaniki. To zależy od konkretnego przykładu.
Najbezpieczniejsze z perspektywy kosztów są inwestycje w youngtimery. Zwykle można je „względnie tanio” naprawić i sprzedać z niewielkim zyskiem. W przypadku nieruchomości ryzyko jest większe. Złoto to stabilny zysk, ale niewielki w krótkim okresie. Wahania cen złota nie są duże, ale to zysk dla cierpliwych. Youngtimer? Jeżeli nie będzie utrzymywał wartości to może być wykorzystany jako pojazd do codziennej jazdy.
Czy to prawda, że w starych Renault występował problem z wyciekami i przepalaniem oleju?
Tak, jedynym rozwiązaniem było utrzymanie minimalnego poziomu oleju. Problem z wiekiem dotyczył niemal wszystkich konstrukcji z lat 80 i 90-tych. Z wiekiem, ale objawiało się to głównie w konstrukcjach z dużymi przebiegami. Przyczyną były opadające tuleje, których awarie zdarzały się najczęściej w silnikach o dużych pojemnościach. Niestety silniki 1.1 i 1.2 czy nawet 1.4 z dużymi przebiegami nie były wolne od wad. Odpowiadający na to pytanie zna ten problem – Clio 1.2 lubiło olej bardziej niż zużyta Honda.
Czy bańka spekulacyjna na Polonezy i „Duże Fiaty” już pękła? Coraz mniej ogłoszeń z cenami z kosmosu.
Właściwie tak, coraz mniej takich ogłoszeń. I słusznie. Można zrozumieć patriotyzm techniczny, ale wszystko ma granice. Granicą absurdu jest 30 tysięcy złotych – nie euro czy dolarów. Przy wycenie pojazdu zabytkowego należy uwzględniać stan techniczny, pochodzenie, ilość pozostałych egzemplarzy, ale również realny wkład konstrukcji w rozwój motoryzacji. Nie tylko sentyment. Sentyment przy wycenie to błąd – nowym przykładem są stare „911-tki” w podstawowych wersjach, które dziś wyceniane są na 600-700 tys. zł. To przesadzona wycena.
Dlaczego ceny E36 w ostatnich latach tak wzrosły? Przecież to jest jeszcze gruz do upalania a nie ceniony klasyk.
Nie, to już nie jest gruz. Zadbane egzemplarze z 6-cylindrowymi silnikami (od 320 w górę) są droższe od E90 i nie jest to żaden błąd. To ostatnie „małe BMW”, które było lekkie i mocne a przy tym proste w naprawach i pozbawione zbędnych dodatków. Ceny zadbanych sedanów to poziom 20-30 tys. zł – bez żadnego LPG, starego „TDS-a” i zaspawanego mostu. Zwykły, zadbany E36 w tych cenach to trochę „sentymentalny wybór”, ale jeszcze w rozsądnej cenie. Z pewnością lepszy niż Polonez, którego ceny są nieadekwatne do wartości.
BMW E36 Coupe
Źródło: olx
Proszę napisać cykl o ciężarówkach z okresu I Wojny Światowej albo z drugiej dekady XX wieku. Wiele ciekawych marek, dużo zdjęć i reklam.
Tak, to bardzo ciekawy temat. W tym okresie pojazdów użytkowych produkowano więcej niż osobowych. Istniały setki marek, które jak szybko się pojawiały tak szybko znikały. W tym okresie napęd spalinowy był tak samo popularny jak elektryczny i parowy. Co ciekawe, większość z nich miała niską ładowność – najwyżej kilka ton. Dziś ten wynik osiągnie „busiarz” w Iveco Daily. Wtedy to było wyzwanie dla silnika, który często miał moc 40-60 KM. Taki cykl powstanie. Podobnie jak cykl o ciągnikach rolniczych. Przeglądy galerii takich maszyn cieszą się dużą „klikalnością” co można stwierdzić po analizie wyników.
Proszę napisać więcej o latach przedwojennych i ludziach związanych z motoryzacją przedwojenną. Lata 50-te to nudny temat w porównaniu do lat 20-tych czy całej drugiej dekady XX wieku.
Oczywiście, w nowych wpisach znajdą się treści o konstruktorach, kierowcach i wyścigach z tamtych lat. Niestety coraz częściej zapomina się o tym okresie rozwoju motoryzacji. To się nie klika a zatem nie jest atrakcyjne ze względu na wyświetlane reklamy i ewentualny zysk z ich „klikania”. Na tym blogu nie ma reklam a zatem dowolność tematów jest zachowana. Zdobywanie milionów wyświetleń jest formą docenienia, ale w przypadku „Historii …” nie będzie mieć nic wspólnego z uzyskaniem dochodów. Zaproponowane tematy pojawią się wkrótce.
Dlaczego tak mało o motocyklach?
Spokojnie, proszę o cierpliwość. Już niedługo wiele niespodzianek a wśród nich wiele o przedwojennych motocyklach.
Co lepsze – Saab 900 czy Volvo 850? Zastanawiam się nad zakupem.
To zależy. Saab 900 z lat 90-tych to bardziej Opel niż „prawdziwy Saab”. Wystarczy dla tych, co chcą mieć „coś” co można nazwać „Saabem”, ale chcą mieć tanie i dostępne części. Volvo to mniej ustępstw – przedni napęd, ale reszta to „prawdziwe Volvo”. Koszty utrzymania niższe w przypadku Saaba, ale ryzyko poszukiwania wybranych części większe. Volvo z pewnością będzie ciekawszym wyborem – silnik z doładowaniem, większe nadwozie i poczucie, że nie jest to „tania masówka” a prawdziwie szwedzka konstrukcja. W przypadku Saaba z lat 90-tych to już nie jest szwedzka technologia a mieszanka „popularnego” z „wyjątkowym”. Niestety to jest skład w proporcji 80 na 20. Polecam Volvo.
Na OTOMOTO widziałem ofertę VW Gola sprowadzonego z Brazylii. Czy to jest to samo co Polo i Fabia?
Nie. Trudno jest jednoznacznie ustalić zasób części. W przypadku nowszych generacji wiele części rzeczywiście będzie pasowała od Fabii czy Polo, ale w przypadku starszych generacji będzie to „loteria”. Oczywiście dotyczy to części mechanicznych. Te można dobrać. W przypadku części blacharskich, szyb i reflektorów … tych w Europie nie kupimy. Co ciekawe, w starszych generacjach Gola „normą” był brak ogrzewania. W Brazylii nie jest potrzebne. To raczej ciekawostka niż realna alternatywa dla prostego Polo. Można kupić, ale w przypadku stłuczki paczka z nową klapą czy reflektorem nie dotrze w ciągu 3 dni i na to trzeba być przygotowanym.
VW Gol
Źródło: VW Brasil
Czy na „Historii” będzie kiedyś o ciągnikach rolniczych typu SAM? To ciekawa historia ludzkiej przedsiębiorczości z czasów PRL-u kiedy na wsiach w szopach montowano małe ciągniki. Nie ma żadnych danych na ten temat.
Tak, jest to w planach. Opracowanie tekstu wymaga wielu dobrych źródeł, gdyż jest wiele sprzecznych informacji. Według powszechnej opinii trend budowania małych ciągników dla potrzeb prac na małej powierzchni rozpowszechnił się pod koniec lat 60-tych kiedy pojazdy użytkowe z początku lat 50-tych zaczęły być wycofywane z użytku. Na rynku było wiele używanych części od Warszaw, Starów czy Lublinów 51 i to z użyciem ich podwozi powstawały pierwsze tego typu konstrukcje. Wiem również, że dużym powodzeniem stosowano silniki przemysłowe produkcji Andoria – cechowały się niską mocą, ale rewelacyjną ekonomią. Reszta? Już niedługo.
Czasami mam wrażenie, że formuła bloga już wyczerpała się i nie ma nic nowego do czytania. Brakuje nowości o ważnych konstruktorach, kierowcach wyścigowych czy technice z dawnych lat.
Zdecydowanie nie, ale trzeba przyznać, że wiele już zostało napisane. Prosimy o cierpliwość i śledzenie nowej jesiennej „ramówki”. W nowych tekstach znajdziesz więcej interesujących treści. Będą wśród nich historie przedwojenne jak i te z lat 80-tych a znaczna część poświęcona będzie nie tylko prostym streszczeniom historycznym, ale również i technicznym i biograficznym. Nie zabraknie zestawień i galerii, w których będzie mnóstwo do oglądania i czytania. Długie teksty? Proszę bardzo. Stronniczość? Raczej różnorodność, która nie jest podyktowana „miłością do marek niemieckich”. Do rosyjskich również, gdyż często „Historii …” zarzuca się być „ruską onucą”.
Drogi „Autorze”, bądź tak dobry i wyjdź za mąż za Putina. Piszesz ostatnio tylko o ruskich gratach i wychwalasz je jakby były Rollsami.
Należy oddzielić aktualną politykę od historii techniki. Jak łatwo zauważyć, teksty o radzieckiej lub amerykańskiej motoryzacji napisane są językiem propagandy, ale jest to związane z polityką marketingową ZSRR i USA. To właśnie jest podkreślone w każdym tekście. Większość tekstów reklamowych o Ładzie, Wołdze czy Moskwiczu a także o „Wielkiej Czwórce” (AMC, Ford, GM, Chrysler) była tworzona z myślą, że są „cudowne, wspaniałe i zaj…” i ten trend łatwo dostrzec w tekście. Jest to zabieg celowy i nie jest to zdanie Autora a raczej próba oddania pewnych mechanizmów marketingowych. Każdy może mieć swoje zdanie i „Historia …” nie zamierza nikomu narzucać swojej wizji.
Proszę więcej o technice wojskowej, szczególnie z pierwszych dekad XX wieku. O czołgach, samolotach, pojazdach pancernych czy dziwnych wynalazkach, którymi rozbrajano plaże czy pola.
Dziękuję za ciekawą propozycję tematu. Mama nadzieję, że wkrótce zaspokoję ciekawość.
Które GTI z lat 70-tych i 80-tych poleca Pan jako ciekawe „daily”?
Mam dwa typy. Pierwszy to Fiat Ritmo Abarth, który jest niestety drogi, ale to znacznie ciekawsze auto niż np. Golf GTI 1. generacji. Doskonały silnik Fiata o dużej mocy, ciekawe wzornictwo i skorpion w logo czynią go wyjątkowym. Doskonale utrzymane egzemplarze potrafią być wyceniane na równowartość nawet 100-130 tys. zł. Drogo, ale warto. Drugi jest Golf, ale … drugiej generacji. Konieczne z mocnym 1.8 – im mocniejszy tym lepiej. Najlepiej G60 ze 160-konnym silnikiem i 5-drzwiowym nadwoziem. Sprężarka typu G nie jest dziś takim „wynalazkiem” jak 30 lat temu a części mechaniczne czy blacharskie łatwiej kupić niż do Fiata. Cena? W połowie ceny Abartha można kupić „coś” zadbanego.
Fiat Ritmo Abarth
Źródło: AutoData
Jak sprawuje się Daihatsu?
Po kilku problemach z niedouczonymi mechanikami, problemach z doborem części należy uznać, że … dobrze. Jako ciekawe, plastikowe „jeździdło miejskie” sprawdza się świetnie. Jestem już w takim wieku, że nie muszę nikomu niczego udowadniać i jest to wystarczający pojazd na krótkie trasy. Cierpliwie nakręca kolejne kilometry i to jest najważniejsze. Zużycie paliwa na poziomie diesla drogiego w utrzymaniu a jedyne, co może zepsuć się w japońskim silniku to „wariator”, który może zwariować. Niestety trzeba uważać na rdzę, ale to cena za posiadanie tego wyjątkowego, radosnego pojazdu.
Podobne wpisy:
"W czym na wakacje?" - czyli 50 samochodów zabytkowych, którymi "Historia ..." chciałby pojechać na ...
Retro po japońsku, część pierwsza
Radiowozy z Japonii
Pytania i odpowiedzi, #3
O miłośniku chorego kontentu
Tanio czy drogo, #9
Pytania i odpowiedzi, #16
Pytania i odpowiedzi, #26
Pytania i odpowiedzi, #7

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.









