Francuski sznyt

przez | 27 lutego, 2022

Co Mercedes ma wspólnego z Francją? Na pewno Smarta, który od kilkunastu lat produkowany jest we francuskim Hambach. Jest jednak jeszcze coś a raczej ktoś, kto na Mercedesa wpłynął na tyle, że marka dokonała rewolucji w projektowaniu swoich modeli. Tą osobą był Paul Bracq. Urodzony w 1933 roku w Bordeaux już w wieku 20 lat rozpoczął pracę jako stylista. Nie jeszcze jako samodzielny projektant, ale jako asystent w pracowni Phillipa Charboneuauxa. To w jego pracowni powstała m.in. limuzyna prezydencka dla prezydenta Francji oraz piękne Pegaso coupe.

Już jako 21- latek pracował dla Mercedesa w Sindelfingen. Był rok 1954, gdy Daimler – Benz rozpoczął wymianę modeli pamiętających jeszcze koniec lat 30-tych. Nowa linia zapoczątkowana przez Gullwinga zwiastowała nowy styl – lekkie, zwiewne linie i krągłości. Koniec z przedwojenną zwalistą sylwetką i chromami. Tylko, że Gullwing kosztował majątek a nowym stylem miały być objęte wszystkie modele Mercedesa – od najmniejszych rodzinnych aż do następcy legendarnego „Hitlermobile”. Ten ostatni miał zerwać z niechlubną przeszłością największych Mercedesów.

Paul Bracq i prototyp BMW Turbo z lat 70-tych

Źródła: bmwe21fansclub.it, Classic Driver

To, co zaproponował Braq było zupełnie inne, nowe i godne tamtych czasów.  Kolejne serie – W108, W114, nowy Pullman oraz SL „Pagoda” przyciągnęły nowych klientów – młodszych, ale już zamożnych. Na ich tle wyróżniał się ten ostatni, który złamał mit niskiego dachu w sportowym samochodzie. „Pagoda” miała wysoki hardtop, duże szyby i coś, co do dziś nie pozwala o niej zapomnieć – wklęsły dach, którego Bracq nie obawiał się narysować pomimo tego, że uważano to za marnowanie miejsca. Dzięki wklęsłości poprawiła się aerodynamika.

Lekki i sportowy Mercedes SL miał rysy typowe dla nowego nurtu – lekkość podkreślono przez niskie nadwozie, ostrzejsze kanty oraz brak dużych ozdobnych połaci chromu. Patrząc na jego wcześniejsze projekty był to krok na przód. Podobnie jak SL prezentował się luksusowy Pullman, który swoje największe zalety ukrywał we wnętrzu i pod maską. Oba modele były przeznaczone dla bardziej zamożnych nabywców, ale nabywcy odmian tzw. „pontonów” również nie narzekali. Te, choć nadal drogie próbowały konkurować z bardziej popularnymi markami.

Mercedes 220 S coupe i „Pagoda”

mercedes-w113-280sl-06

Źródła: classicdriver.com, gieldaklasykow.pl

Przykładem tego było 220S coupe, które tylko przodem nawiązywało do tańszych odmian 4 – drzwiowych, ale w rysunku było lżejsze. Długie drzwi, niższy dach z panoramiczną tylną szybą oraz łagodnie opadający tył maskowały rozmiary auta. Równie duże wrażenie na klientach wywierała drewniana deska rozdzielcza. Ten niezwykły Mercedes można było zobaczyć w filmie „Samotny mężczyzna”, gdzie wykorzystano go jako element podnoszący status społeczny głównego bohatera a nie z powodu jego, szeroko rozumianych, „preferencji” – jak twierdzą złośliwi.

Po stworzeniu linii serii W115 w 1967 roku Braq powrócił do Francji. Efektem pracy u Brissonau i Lotza nie był pojazd poruszający się po drodze a po torach. TGV swoją jednobryłową lokomotywę zawdzięczało właśnie Bracqowi. Podobnie jak kilka innych a mniej znanych prototypów dla francuskich firm. Jednak po kilku latach znowu upomniały się o niego Niemcy, ale już nie Mercedes a jego rywal – BMW. Zanim zakończono pracę nad pierwszą „siódemką”, BMW Paul Braq stworzył wnętrze dla … „francuskich Mercedesów”, czyli Peugeota 604 i 505.

BMW serii 6

carsbasecom

Źródło: autokrata.pl

Odważne, ostre linie nowej serii BMW były sensacją w segmencie luksusowych limuzyn. Nowy model miał słynny „nos rekina” i znacznie różnił się od ówczesnych Mercedesów. Sportowa linia w pełni oddawała to, co już wówczas było cechą BMW, czyli doskonałe osiągi połączone z wygodą podróżowania. Spod ręki Bracqa wyszły również pierwsze BMW serii 5, „trójka” typoszeregu E21 i piękne coupe serii 6. To właśnie Paul Bracq nadał obu markom bardzo indywidualne cechy – Mercedes miał być bardziej luksusowy, BMW – bardziej sportowe. Tak jest do dziś.

Po przejściu na zasłużoną emeryturę  Braq już nie projektuje, ale ocenia pracę innych stylistów podczas tzw. „pokazów elegancji”. Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu, BMW korzystało z jego usług przy projektowaniu nowej linii modelowej – nowego „typoszeregu F”. Pomimo zmiany wizerunku i braku charakterystycznego „nosa”, BMW nadal nosi cechy modeli z lat 70-tych, choć te ewoluowały pod wpływem norm bezpieczeństwa. Bracq wraz z rodziną założył fundację, która remontuje stare, unikatowe Mercedesy. Tym samym próbuje ocalić od zapomnienia swoje „dzieci”.