Indyjska rewolucja

przez | 2 grudnia, 2024

Pamiętacie pojazd o nazwie Tata Indica? To było w zasadzie Uno z karoserią przypominającą Punto. Indica miała być pierwszym nowoczesnym samochodem produkcji indyjskiej, który mógł być sprzedawany w Europie. Niska jakość i niska cena, silniki Fiata – to cechy szczególne tej konstrukcji. Nawet Rover sprzedawał ten model pod własną marką. Indica nie odniosła sukcesu na rynku, ale to na niej Hindusi nauczyli się nowoczesnego rzemiosła samochodowego.

W tym czasie Mahindra produkowała jeszcze terenówki oparte o konstrukcję Jeepa serii CJ z silnikiem na olej napędowy. Na początku XXI wieku w ofercie Mahindry były konstrukcje z końca lat 40-tych z doklejonymi plastikowymi ozdobami. Tata powoli rozwijała swoje fabryki. Po nieudanym eksperymencie z „narodowym samochodem” władze skupiły się na ofercie obejmującej głównie segment B oraz terenówki. Mahindra nadal produkowała stare terenówki.

Hindusi przez kolejnych kilkanaście lat uczyli się i … wykupili całego Land Rovera i Jaguara. Mahindra nawiązała współpracę z Koreańczykami z Ssang Yonga. W ten sposób oferta terenówek szybko zmieniła się i zamiast starych modeli opartych na serii CJ zaczęto produkować model Thar – odpowiednika współczesnego Wranglera. Mahindra zrobiła wielki krok w przyszłość – doładowane silniki, miękkie fotele, ISOFIX, klimatyzacja a przede wszystkim bezpieczna konstrukcja.

Indyjskie terenówki nadal rdzewiały i psuły się, ale były łatwe w naprawie. Pokazany w 2020 roku Thar nowej generacji w niczym nie przypominał spartańskich poprzedników. Jednak to była dopiero zapowiedź możliwości indyjskich inżynierów. 4 lata później oferta Tata Motors obejmuje głównie modele segmentu B i C. Mahindra to nowoczesne terenówki. Hindusi potrafią również zmontować wydajny napęd elektryczny co udowodnili wprowadzając do oferty tanie samochody elektryczne z przyzwoitym zasięgiem.

To nie Tesla, to Mahindra

Źródło: CarTrade

Jednak to nic w porównaniu z „tym” co pokazali w tym roku. Mahindra Be6 E wygląda jak Lamborghini Urus, ma napęd elektryczny i potrafi sama zaparkować. Jest zbudowana w „architekturze Iglo” – autorskim pomyśle Hindusów. Narysowana ostrymi liniami, z modną wklęsłą maską i deską rozdzielczą pełną „tabletozy”. Potrafi „lecieć bokiem” bo ma tylny napęd. Może przejechać do 400 km na jednym ładowaniu (czyli w praktyce około 250-280 km w trasie). Hindusi naprawdę potrafią …

Potrafią wykorzystać swój potencjał. Podobnie jak Chińczycy, uczą się i rozwijają. W zaledwie 20 lat zrównali się z producentami z Korei. Z producentów starych terenówek i licencyjnych mikrobusów po zaawansowane technologie, napęd elektryczny i wzornictwo, którego Lamborghini i Tesla mogą jedynie zazdrościć. Prawdziwa przepaść technologiczna. Tymczasem w Polsce… Szkoda pisać. Indie nie są gospodarką wspomagającą Niemcy. W obecnym układzie może być tylko odwrotnie.

Indie to wielki kraj. Potęga gospodarcza, która po wojnie wykorzystała czas na rozwój. Fakt, poziom ubóstwa większości społeczeństwa wciąż jest duży, ale powoli przestaje być mierzony kategoriami charakterystycznymi dla „krajów trzeciego świata” a jest mierzony w oparciu o kryteria znane w Europie. Motoryzacja w Indiach wpływa na rozwój kraju. Choć z Nano nie udało się to z małymi pojazdami dostawczymi już tak. To dzięki nim rozwija się drobny handel w Indiach.

Indyjska motoryzacja jest dostosowana do potrzeb średniozamożnych Europejczyków i najbogatszych Hindusów. Hinduska klasa średnia kupuje motocykle lub kilkuletnie samochody segmentu A i B. 20 lat temu nie było jej stać na jakikolwiek pojazd silnikowy. Za kilka lat będzie ich stać na Tatę Curvv – małego SUV-a, który wygląda jakby był zaprojektowany przez Teslę. A nie jest, gdyż to konstrukcja w całości zaprojektowana przez Hindusów. Można? Tak, Tata nie obawia się konkurencji.

Tata Curvv- „kosmos dla ludu”

Źródło: Team-BHP

Przy europejskich markach Tata i Mahindra wyglądają lepiej, jeżdżą jak Dacia i są tanie. Podobno rdzewieją, ale nie bardziej niż japońskie i koreańskie marki. Przy nudnej Skodzie, drogich Fiatach i japońskich mikrobusach nowe modele indyjskich producentów po prostu są konkurencyjne i stanowią realną alternatywę. Łatwo je naprawić, są tanie w utrzymaniu a Tata i Mahindra zapewniają tysiące miejsc pracy i płacą podatki do budżetu. Hindusi lubią patriotyzm gospodarczy.

Hindusi są właścicielami Land Rovera, który sprzedaje się doskonale i niestety Jaguara, który z marki dla tradycjonalistów stał się marką dla „kultury ultramegagigahiperturbo” – może to chwilowa moda a może projektant „świecący gołym cycem spod marynarki”. Nie, to nie Tadeusz Jelec a gość, który prowadził konferencję przedstawiającą nową strategię marki. Testy nowego projektu pokazały, że nie będzie to bezpłciowe auto dla mas. Hindusi cenią tradycję Imperium Brytyjskiego.

Hinduska motoryzacja powinna być przykładem dla Nas. Hindusi uczą się i nie mają kompleksów. Nie mają ograniczeń. Mają pieniądze i nie muszą prosić się o zgodę żadnego zachodniego rządu. Po prostu nie muszą ograniczać się żadnymi normami. Jedyne, które respektują to normy bezpieczeństwa, na które zwracają uwagę. Hinduskie samochody przechodzą rygorystyczne testy bezpieczeństwa. To już nie są kartonowe pudła na kołach. Taką „kosmiczną Mahindrę” chętnie kupimy.