Przed przeczytaniem tego tekstu zapoznaj się ze znaczeniem słowa „ironia”, gdyż felieton źle zrozumiany powoduje wzrost ciśnienia i zwiększa poziom feminizmu – tak przynajmniej twierdzą amerykańscy uczeni.
Baby, ach te baby. Za kierownicą jesteście tak potrzebne jak wrzód na … {wiecie czym}. Mylicie kierunki, palicie nam sprzęgła i tipsami niszczycie lakier. Dla Was świecące kontrolki to atrakcja na miarę choinki a nie konieczność sprawdzenia czy czegoś nie brakuje maszynie. A tak w ogóle – kto Wam dał prawo jazdy? Przecież w kilku krajach islamskich nie możecie kierować i zapewne dzięki temu na drogach jest bezpieczniej niż w Europie (chyba?). Uff, koniec tych złośliwości.
Co byśmy bez Was zrobili? Owszem, coraz większa grupa płci „futrzasto-brzuszastej” (bo przecież nie jesteśmy zaniedbani i grubi) potrafi obsługiwać pralki, mikrofale i inne domowe urządzenia, ale gdyby nie Wy nadal jeździlibyśmy konno, koleją lub na rowerze. Tak, to właśnie dzięki Wam motoryzacja stała się powszechna, użyteczna i … wygodna, ale czy ktoś wam za to podziękował? Czy warto zatem stwierdzić, że „motoryzacja jest kobietą”? Być może tak a dowodów tego jest wiele.
Najlepszym dowodem tego jest pani Benz. To ona obszyła mężowi ławkę jego trójkołowca, gdyż stwierdziła, że na drewnie siedzi się niewygodnie. On tymczasem po kilku prezentacjach schował wynalazek do szopy. Nikt się nim nie interesował i popadłby w zapomnienie gdyby nie odważna i przedsiębiorcza żona, która zwyczajnie … ukradła mu wynalazek i udowodniła, że ten po prostu działa. Takie też były żony pionierów motoryzacji – odważne, przedsiębiorcze i zawsze wspierały swoich mężów.
Kiedy szalona pani de Gast (wspomniana przez Witolda Rychtera) wygrywała pierwsze wyścigi, szowinistyczne środowisko FIA nie wyobrażało sobie kobiety na podium. Kiedy Maria Teresa de Filippis czy Lela Lombardi wsiadały do bolidów Formuły 1, wielu „kolegów” z toru śmiało się, że miejsce kobiet jest przy patelni. Tymczasem one tak zręcznie operowały „patelnią”, że metę przekraczały na bardzo dobrym miejscu. Często wygrywały ze swoimi „hejterami” z toru, co dla tych ostatnich było ujmą na honorze.
Co w tym dziwnego?
Źródło: Forum Gazeta Prawna
Kiedy Michele Mouton stanęła na drugim stopniu podium tuż przy Walterze Rohrlu nikomu nie było do śmiechu. Przegrała tylko z jednym mężczyzną na świecie, ale wyprzedziła kilkudziesięciu. Ta sama kobieta – rajdowiec w rajdowym potworze od Audi ustanowiła rekord na Pikes Peak. Kilkanaście lat później kobieta – inżynier dowodziła zespołem rajdowym Peugeota a polską fabryką autobusów zarządzała ?… A jakże kobieta. Autobusy marki Solaris znane są w całej Europie.
Polski sport motorowy dzięki paniom jest znany na całym świecie. Czy kojarzycie takie panie jak: Małgorzata Rdest, Karolina Pilarczyk, Aleksandra Fijał czy Magdalena Wilk? Nie, to w takim razie najwyższy czas uzupełnić wiedzę. Polski Związek Motorowy ma sekcję pań i wydaje im nawet biuletyn. Kobieca strona motoryzacji przejęła nawet internet, gdyż powstają portale przeznaczone wyłącznie dla pań. Na nich mężczyźni pełnią tę samą rolę, co kobiety na części z „naszych” stron.
To Wy projektujecie nam samochody a czasem je nawet składacie, w czym pomogło równouprawnienie i roboty, które pomagają dźwigać ciężary. Autorowi tego „szowinistycznego” tekstu sprzedajecie części, robicie blacharkę (kobieta – blachara, hmm…) i nawet dwa razy do roku zmieniacie opony w jego „zabawkach”. Tylko Wy, Drogie Panie, wiecie co to za kolor ta „ciemna metaliczna zieleń butelkowa” albo „niebieski Gordini”. Dla nas to ciemna zieleń albo po prostu niebieski (kto to był ten Gordini?)
Dziękujemy Wam za to, że dajecie nam odwagę do działania i dajecie „kopa” przed każdą „życiową górką” żeby rozpędem ją pokonać nie obawiając się przeszkód. To dzięki Wam mamy „czym” jeździć na wakacje czy do teściowej. Możemy rywalizować, osiągać nowe rekordy a czasem po prostu mamy zajęcie bo „coś” musimy naprawić żeby sobie „coś” udowodnić (albo mieć „chwilę spokoju”). No i mamy przede wszystkim zainteresowania, które odciągają nas od kanapy i telewizora.
Za to wszystko jesteśmy Wam wdzięczni. A przynajmniej powinniśmy – przez cały rok a nie tylko od święta.
Tekst ten dedykuję wszystkim kobietom a przede wszystkim dr hab. Annie Adamik, która jako jedyna wśród wielu facetów na uczelni podjęła się promowania mojej pracy licencjackiej i magisterskiej.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







