Sierpień w warsztacie

przez | 16 sierpnia, 2022

Był taki program – „Lipiec w ogrodzie”. Dotyczył utrzymania ogrodu, pielęgnacji roślin, nasadzeń i wskazywał kiedy należy „co” robić. Od teraz będzie „Sierpień w warsztacie”. Nie, to żart. Nikt nie zamierza wykurzyć z telewizji Witolda Czuksanowa. Dlaczego zatem taki wstęp? Dlaczego, że czerwone Daihatsu przez pewnego geniusza musiało prawie cały miesiąc stać w warsztacie. Na szczęście udało się je doprowadzić do stanu pozwalającego na bezpieczne użytkowanie. Jeździ, skręca i hamuje. To wystarczy. Nawet pewien „Radosław” wziął za to odpowiedzialność.

Witold Czuksanow – Król Polskich Ogrodników

Źródło: Weranda Country

I dobrze. To się ceni. Być może drogo, ale za dobrze wykonaną pracę powinny należeć się przyzwoite pieniądze. To znaczy ile? Tyle, aby miał świadomość, że jego praca jest dużo warta. Niestety nie zawsze jest doceniana. Tymczasem zawsze sądziłem, że mechanik jest jak lekarz. Od niego również zależy ludzkie życie. Przecież każda niedokręcona śruba czy pęknięty przewód to ryzyko spektakularnego zakończenia życia przez klienta warsztatu. Tymczasem u „Januszy biznesu” mechanik zarania w porywach 3 tysiące złotych „na rękę”. Niestety często zapomina się o tym, że ma dwie ręce. Nawet w wakacje, kiedy jego obecność jest szczególnie potrzebna.

Ot najlepszy przykład – gdy „belfer z dojazdem” musi co roku sprawdzić swoje narzędzie pracy. Nie ma innego terminu. Ferie są za krótkie, rok szkolny odpada, gdyż codzienne pokonywanie kilkudziesięciu kilometrów autobusem to nic przyjemnego. Nie ma innej możliwości jak wakacje a najlepiej ich środek. To czas, kiedy jest najmniej klientów i w tym właśnie czasie czerwone Daihatsu ostatkiem sił dojechało do „Moto-Artu”. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Pozostałą część wakacji (całe dwa tygodnie) będzie czyszczone, odświeżane i pielęgnowane. Dlaczego? Bo uratowało mi życie.

Kiedyś po prostu stawiło czoła wściekłemu Punto, które miało za nic wyznaczone pasy ruchu i sunęło po środku zakrętu wprost na mnie. Na szczęście dzielny „Maluch” dzięki skutecznym jak brzytwa hamulcom i pewnemu prowadzeniu uniknął czołowego dzwona. Głąb w Punto pojechał dalej i … słuch o nim zaginął o ile jeszcze żyje podejmując tak ryzykowne decyzje. A co tam – niech mu asfalt miękkim będzie. Tymczasem podczas pierwszych tygodni wakacji powstawały nowe teksty, które od września będą publikowane na blogu. Ile ich jest? Dużo a pewnie jeszcze „coś” się napisze.

Gdy Daihatsu było na „stole operacyjnym” to był czas na pracę twórczą oraz okazjonalny odpoczynek. Wkrótce rok szkolny a zatem praca z kolejnym „rocznikiem” mechaników, logistyków, ekonomistów, handlowców, informatyków i programistów (tak, wiem, że to wiele zawodów). Czy to oznacza mniej publikacji? Nie, absolutnie. Po prostu trzeba nauczyć się organizowania czasu i można wszystko połączyć. Tylko trzeba chcieć a czasem po prostu się nie chce. Poczucie misji to ważna broń w walce z lenistwem. I działa, choć nie zawsze od razu widać efekty. Na te trzeba długo czekać.

Ile? Ile się chce. Już kilka razy zepsuł się licznik witryny zatem mam „gdzieś” jego wskazania. Bardziej wiarygodny licznik to ten, który informuje o sprzedaży książki. Czy będzie kolejna? TAK, ale w stosownym czasie. Potrzeba znowu kilkuset stron materiałów źródłowych a to wymaga czasu i … cierpliwości połączonej z nauką zdalną. Tak było poprzednim „razem” kiedy to łączny dzienny czas przebywania przed komputerem wynosił nawet 17 godzin. Ile w tym czasie można zdobyć wiosek w „Coin Master” lub zdewastować samochodów w „GTA V”? Wiele, ale właściwie po co?

Z perspektywy dotychczasowych wakacji te uważam za niezwykle udane pod każdym względem. Wpadka z mechanikiem (dziwnie to brzmi) pozbawiła mnie złudzeń i nigdy nie skorzystam z usług „podwórkowych majstrów”. Wolę takich, co potrafią „wziąć na klatę” efekty swojej roboty. Reszta była znośna, inspirująca i pełna wyzwań – od zrobienia sobie „dziary” na urodziny, przez kilka krótkich wycieczek rowerowych aż po kilka kilkudniowych wypadów w celach „rozrywkowych”. To wszystko pozwoliło naładować akumulatory potrzebne do działania na resztę roku – kalendarzowego i szkolnego.

Często pytacie dlaczego nie nagrywam filmów? Ja na to – nie czuję presji bycia internetowym celebrytą. Bardziej odpowiada mnie „rola Kaczyńskiego” – niby nic nie znaczy, nie pokazuje się a jednak rządzi (sic!). Dlaczego? W ostatnich dwóch latach cytują „Historię” inni – od wydawnictw, przez szkoły aż po konkurencję. I dobrze, bo to tylko dowód na to, że ta praca służy wielu innym ludziom. Nie tylko w sierpniu, ale właściwie przez cały rok. Chwila, przecież często dostaję wiadomości od hejterów, że sam powinienem oddać swój rozum do warsztatu bo „pierd…ę głupoty”. Może i tak, ale …

nie poddaję się i robię swoje. Robię, gdyż uważam to za słuszne. Choćbym spędził cały sierpień w warsztacie (czyli w moim przypadku – w „psychiatryku”) to nie zmienię zdania. Uparty jestem. Prawie tak uparty jak Radosław z „Moto-Artu”, który poskładał silnik w jeden działający mechanizm. Dziękuję mu za to. Oby ta operacja na serduchu Daihatsu wystarczyła na kolejne lata. Przyzwyczaiłem się do tego śmiesznego samochodu. Diagnosta mówi, że do mnie to autko pasuje i świetnie oddaje mój charakter. Z niego (z diagnosty) byłby świetny psycholog. Trafił, widocznie zna się na ludziach.

Wreszcie w domu

Źródło: własne

Co dalej? W najbliższych dniach mój „Czerwony Rydwan” zawiezie mnie na wycieczkę. Musi rozruszać swoje zastałe mechanizmy. Skoro tyle czasu spędził w „szpitalu” to teraz pora na „ćwiczenia”. Oby tylko znowu w krzakach nie stała policja (celowo z małej litery). Ostatni mandat, który zapłaciłem miał dopisek „za przygodę w krzakach”. Dlaczego? Jakoś policja ani inne służby nieodległego mi miasta nie zapobiegły pewnej tragedii. Weronika, która jest uczennicą w mojej szkole, w „warsztacie” (czyli w szpitalach) spędzi kilka lat i nie będą to dla niej wakacje. No, ale trzeba się wykazać.

Kończąc …

Już niedługo wrzesień. To czas nowych wyzwań, w które powinniśmy wchodzić w pełni sił. Nie tylko nauczyciele, ale każdy. Wszystko, co posiadamy powinno działać jak należy. My również. To zasługa innych ludzi – ich pracy i zaangażowania. Ten tekst łączy wiele ludzi i sytuacji, ale tym, co je łączy jest zaangażowanie we wszystko co jest słuszne. Słuszne to znaczy prawdziwe, rzetelne, użyteczne i wycenione tak, aby nie dopuścić do uchybień. Podobno ludzi poznaje się po efektach ich pracy. Efekty warsztatowego urlopu poznacie już wkrótce. Będzie naprawdę ciekawie.

Koniec.