W latach 70-tych widmo kryzysu naftowego spowodowało wysyp firm produkujących pojazdy elektryczne i różnego rodzaju „narzędzia mobilności” dysponujące tzw. „napędem asystującym”. Pojawiali się inwestorzy, którzy w niepewne interesy inwestowali oszczędności swoje lub mniejszych “ciułaczy” wyczuwających interes życia. Jednym z nich był Clive Sinclair – przedsiębiorca, założyciel Sinclair Radionics znanej z produkcji sprzętu elektronicznego. Kim był Sinclair? Jego nazwisko jest znane głównie matematykom oraz informatykom.
Sinclair opracował model elektronicznego kalkulatora kieszonkowego (1971 rok) oraz ZX Spectrum – tani i prosty komputer, który był pierwszym komputerem większości nastolatków dorastających w latach 80-tych. Gigantyczne zyski z produkcji elektroniki chciał ulokować w nowym biznesie. Wybór padł na narzędzia mobilności – jednoosobowe pojazdy, którymi można poruszać się na niewielkie odległości. Biznes był niepewny, ale jego klientami miało być pierwsze „pokolenie cyfrowe” spragnione nowości. Tych Sinclair miał być gwarantem.
Clive Sinclair i jego „ZX”
Pierwszą próbą konstrukcji takiego pojazdu był prototyp C1. Pomysł datuje się na koniec 1979 roku, kiedy wraz z Tonym Rogersem podjęli decyzję o rozpoczęciu produkcji nowego typu pojazdu. Ten powoli ewoluował, ale okazał się zbyt drogi w produkcji i ważył tyle co średni motocykl (głównie z powodu ciężkich akumulatorów). Projekt okazał się zbyt ambitny i niewykonalny. Postanowiono pomysł odchudzić – docelowo pojazd miał być tańszy i mniejszy. Niestety Sinclair nie miał pojęcia o motoryzacji. Potrzebował znanego nazwiska.
Do projektu zaangażował Barriego Willsa, który przeszedł z DeLoreana (tuż po jego spektakularnym bankructwie), konstrukcją nadwozia miał zająć się Hoover (producent odkurzaczy, doświadczony w formowaniu tworzyw sztucznych) a ramę pojazdu i układ przeniesienia napędu opracowano w zakładach Lotusa. Ambitny projekt ruszył w 1983 roku. Rama w kształcie litery T miała być możliwie najlżejsza, podobnie jak nadwozie. Co z tego wynikło? Pojazd niski, wąski oraz wyjątkowo lekki łączący zalety roweru i sportowego samochodu (sic!).
Przekrój modelu C5
Model nazwany C5 mieścił jedną osobę, ważył … 30 kg i był napędzany siłą mięśni. Kierujący miał do dyspozycji kierownicę rowerową oraz pedały. Co ciekawe, kierownica znajdowała się nie z przodu, ale na środku długości pojazdu pod nogami kierującego. Nadwozie było otwarte, z przodu umieszczono reflektor a z tyłu zamykany schowek. Czy pojazd był oświetlony prądem z dynama? Początkowo były takie plany, ale C5 posiadał silnik elektryczny, za którego konstrukcję odpowiadał włoski oddział Philipsa.
Elektryczny silnik o mocy .. 250 W (czyli 0,34 KM) oraz kwasowy akumulator samochodowy pozwalały na zasięg około 30-35 km i rozwinięcie prędkości do 24 km/h (nieoficjalnie – nawet do 35 km/h). Akumulator, silnik i przeniesienie napędu spowodowały wzrost masy do 45 kg. To nie było dużo. Jak się później okaże – nawet zbyt mało, gdyż pojazd był podatny na podmuchy wiatru, ale … po kolei. Nowy pojazd był trójkołowy, z układem „jedno koło z przodu, dwa z tyłu”. Reliant też tak miał, ale miał więcej zalet – mógł przewieść całą rodzinę.
Tymczasem opinia publiczna pomysł Sinclaira postrzegała jako „samochód”. Oznaczało to możliwość jazdy po tej samej drodze co duże pojazdy. Konstrukcja miała lusterka, światło “STOP”, ale brak pasów bezpieczeństwa, kierunkowskazów i stałego dachu jednocześnie dyskwalifikował go jako samochód. W tym nie pomogła cena wynosząca w dniu premiery 399 funtów. To nie była atrakcyjna cena, nawet jak za rower z silnikiem, którym w istocie był. Niestety, dla brytyjskiego prawa był to samochód – nie było odpowiednich regulacji prawnych.
Reklama prasowa modelu C5
Brytyjska administracja widziała w nim samochód i takie przed nim stawiano wymogi. W momencie wprowadzenia do sprzedaży w styczniu 1985 roku próbowano przekonać klientów, że jest to “niebezpieczny bubel” a ich przedstawiać jako zagrożenie dla ruchu. Klienci widzieli w nim modny gadżet, stąd szybka decyzja producenta o bogatej ofercie akcesoriów. Dodatkowe zestawy osłon z materiału, zagłówek czy nawet pałąk przeciwkapotażowy miały wpłynąć na atrakcyjność pojazdu. Pojazd jak i akcesoria miały być dostępne w sklepach komputerowych.
Produkcja ruszyła, ale klientów nie było wielu – „nagonka” rządu i kierowców “prawdziwych” samochodów odniosła sukces. W ciągu kilku miesięcy zakład “Sinclair Vehicles” w brytyjskim Surrey wyprodukował około 14 tysięcy sztuk po czym w październiku tego samego roku zrezygnowano z projektu tłumacząc się nieopłacalnością produkcji. Przez kilka miesięcy sprzedano około 5000 sztuk tego pojazdu. Reszta zalegała w magazynie. Biznes zamknięto a pomysłodawca skupił się na elektronice – jego firma odrobiła straty i wprowadzała na rynek kolejne wynalazki.
„Kto naprawi Twoją C-piątkę”?
Dlaczego pomysł upadł? Jest wiele teorii. Sam pojazd był pomysłem ciekawym – jego zastosowanie w warunkach miejskich ograniczyłoby korki. Był mały, zwrotny i doskonale sprawdzał się jako pojazd do jazdy na krótkim dystansie. Ówczesne brytyjskie przepisy nie regulowały jazdy tym “wynalazkiem” – kierujący nie musiał go rejestrować ani ubezpieczać co dla pozostałych uczestników ruchu drogowego oznaczało sponsorowanie skutków wypadków z udziałem C5. Dla wielu C5 był zbyt wolny dla bezpiecznego i szybkiego przejazdu przez skrzyżowanie.
Pomimo zaniechania produkcji wokół pojazdu zgromadziła się grupa wiernych fanów. Kilka lat później na rynku pojawiły się podobne pojazdy (w tym m.in. hulajnoga elektryczna Zine, która powstała we współpracy z Sinclairem) a wraz z nimi prawo dostosowało się do nowych realiów. Dziś podobne konstrukcje nadal nie są popularne a ich ceny to około 25-30 tysięcy złotych. Znacznie tańsze są “prawdziwe’ rowery elektryczne. Sinclair miał nad nimi dwie przewagi – był dziełem geniusza komputerowego i można było w nim siedzieć jak w samochodzie sportowym. Prawie jak w Lamborghini …

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










