„Bądź jak Kevin, zostań w domu” – tak od dwóch tygodni zachęca się nas do pozostania w domu. W praktyce oznacza to, że większość pracowników ma pozostać w domach. Niestety nie każdy ma ten luksus – kasjerki, aptekarze i pracownicy przemysłu spożywczego pracują – to prawdziwi bohaterowie naszych czasów. Branża odzieżowa zamiast ciuchów szyje fartuchy i maski a producenci produktów z tworzyw sztucznych zamiast plastikowych sztućców produkują gogle i przyłbice. To pokazuje, że potrafimy przestawić gospodarkę i uczynić ją elastyczną wobec każdej sytuacji.
Doczekaliśmy się czasu kiedy Ewa Minge zamiast drogich ubrań szyje charytatywnie maski dla pracowników szpitala. KGHM produkuje płyny dezynfekcyjne a cena paliwa w ciągu kilku dni zmniejszyła się do poziomu czterech złotych za litr. To ostatnie nie jest spowodowane kryzysem – to nie dlatego, że jeździmy mniej, ale (jak odkryła moja uczennica) dlatego żeby jeździć więcej w mniejszych pojazdach. Po co? Im mniej nas w jednym miejscu tym mniejsze ryzyko przeniesienia wirusa. W komunikacji miejskiej ryzyko jest większe. W tym czasie marudzenie Grety musi pozostać bez odpowiedzi.
W tym czasie branża motoryzacyjna zamiera. Nie ma targów, produkcja zostaje zatrzymana a producenci zaczynają liczyć straty. Ulica Turyńska świeci pustkami, w Gliwicach fabryka zwalnia. W Maranello, u Świętej Agaty też pusto. Premiery z marcowych targów pokazywane są w internecie. Jedynie Koenigsegg nie boi się wirusa – walczy z nim rodzinną rakietą o mocy 1727 KM, którą pokazał na odwołanych targach. To kawał maszyny i kawał chłopa – takim żaden wirus nie jest straszny. Inni nie mają takiej odwagi. Czy warto ich za to ganić? Nie, po prostu są rzeczy ważne i ważniejsze.
„Antywirusowa” Gemera
Bez pracowników nie ma fabryki. Za sukcesem producenta stoją ludzie i ich talent. Nie każdego można zastąpić. Czy to szeregowego pracownika czy wykwalifikowanego inżyniera – bez nich nie ma produkcji. Paradoksem tej sytuacji jest to, że wreszcie ich praca zostanie doceniona. Nie, raczej ich finanse nie poprawią się, ale ich brak może odczuć firma, która dotychczas ludzi miała jedynie za przedłużenie maszyn (oczywiście nie licząc Amazona). Być może po raz pierwszy praca ludzka przez te molochy jest zauważona i przestanie być kojarzona jedynie z rachunkiem ekonomicznym. Wreszcie …
Branże, w których wyzysk jest codziennością mają szansę wykazać się i wreszcie zrobić „coś” dla innych. Od przekazania pieniędzy, poprzez przekazanie swoich produktów czy nawet wolontariat – to rodzaj pokuty za przeszłość. Branża motoryzacyjna też musi odpokutować za grzechy. Czy VW naprawi szkody w środowisku produkując maski przeciwpyłowe? Mercedes ze swoim zabójczym środkiem do klimatyzacji zacznie produkcję środków odkażających? Tesla zamiast budować fabryki zacznie budować elektrownie na ogniwa słoneczne? Przykłady można mnożyć bez końca. Teraz jest czas żeby się wykazać.
Teraz jest czas żeby CSR zastosować w praktyce a nie tylko na ulotce reklamowej. Uśmiechnięci ludzie na kawałku papieru to tylko puste słowa. Prawdziwie odpowiedzialny biznes to nie tylko segregacja śmieci i „pdf” zamiast ton papieru – to coś więcej. Branża motoryzacyjna nie zawsze to rozumie. Ma maszyny i technologię, dzięki której przestój można wykorzystać na potrzeby społeczne. Skoro można wyprodukować rocznie miliony pokrowców samochodowych to można w ich miejsce uszyć ubrania dla służb medycznych. Skoro można wyprodukować miliony części z plastiku – można w ich miejsce zrobić miliony odlewów masek medycznych.
Trzeba tylko chcieć. Chcieć trzeba oddać swój pojazd. Tego od nas nikt nie wymaga, ale prawo dopuszcza taką możliwość. Wojsko ma rejestr pojazdów terenowych i dostawczych, które są w posiadaniu obywateli. Ci mogą dostać wezwanie do udostępnienia. Mogą to nie znaczy, że muszą, gdyż sprzęt będący w posiadaniu armii, policji czy straży pożarnej wystarcza. Jeżeli będzie go brakowało, wtedy armia się upomni o pojazd cywilny. Takie jest prawo i należy je przestrzegać. Tymczasem właściciele protestują gdy otrzymują takie wezwanie – od listu do faktycznego zapotrzebowania jeszcze daleka droga.
Duster – nowy rekrut
A propos udostępniania. Zdjęcia księdza latającego śmigłowcem z monstrancją (tak „to” się chyba nazywa) czy jadącego SUV-em prosto z salonu i „odkażającego wiarą” ulice to trochę wiocha. Każdy pomaga jak umie, ale taka pomoc w dzisiejszym świecie to żadna pomoc. Sprzedawca Peugeota z pewnością dostanie burę od fabryki za takie akcje. Oczywiście wiara jest potrzebna, ale raczej w to, że karetka będzie sprawna i dotrze na czas. Takiej wiary potrzebujemy. Wiary w niezawodność maszyn i to, że nie zawiodą w czasie, gdy wszystko inne może zawodzić. Monstrancją nie naprawi się silnika.
Motoryzacja jest potrzebna i żadna Greta jej nie zmieni. Była potrzebna w czasie pierwszej wojny, podczas epidemii „hiszpanki”, kiedy karetki pogotowia woziły zarażonych do szpitali i kiedy wykonywano pierwsze RTG na „pace” ciężarówki. Była potrzebna żeby ewakuować ludzi ze skażonego terenu po wybuchu bomby atomowej. Była potrzebna podczas epidemii w Afryce, po atakach terrorystycznych i jest potrzebna teraz. To przemysł strategiczny, o który trzeba dbać bo dysponuje wieloma technologiami oraz maszynami, które można wykorzystać do innych celów. To roboty, które można dowolnie programować.
Obecny stan kiedyś minie. Powrócimy do normalności a wtedy nie wolno zapomnieć o motoryzacji. Musimy od niej wymagać – niech za ogromne zyski zacznie chronić nasze zdrowie i życie. W zamian za to po kryzysie odwdzięczymy się kupując nowe samochody i wyposażenie do nich. Branża będzie miała spadek, ale odwdzięczymy się i wyprowadzimy ją z dołka. Samochód ratuje nam życie – tak często mówimy, gdy kupujemy pierwszy samochód. Wtedy chroni nas od zmarznięcia w oczekiwaniu na transport zbiorowy. Teraz naprawdę to widać. To nasze technologiczne dziedzictwo. Dbajmy o nie.
Tymczasem wyznaję „filozofię Kevina”. W domu czas się nie dłuży – szukam nowych tematów, piszę i jednocześnie dbam o swoich uczniów podsyłając im ciekawe tematy do zajęć. To trudny czas również dla szkół kształcących mechaników – być może matury i egzaminy zawodowe zostaną przesunięte w czasie. Kiedyś to się skończy, normalność powróci a my spojrzymy na ten czas jako próbę i naukę na przyszłość.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








