Koniec „sezonu ogórkowego” to czas kiedy powoli wracamy do pracy. Lista zadań uzupełnia się o nowe „czelendże”, z których część to działania generyczne (powtarzalne) a perłą wśród nich są zupełnie nowe wyzwania. Nuda to pewność, stagnacja jest jednak nudna w dłuższej perspektywie czasowej. Trzeba jej unikać – z czasem staje się przyczyną zniechęcenia i wypalenia zawodowego. Czasem koniec nudy osiąga się przez trzaśnięcie drzwiami i rozpoczęcie nowej, jeszcze nieznanej drogi.
Przed „Historią…” nowe wyzwania. Część zadań jest już rozpoczętych. Właśnie dołączyły ogłoszenia sprzedaży pojazdów zabytkowych oraz pomoce dla kierowców. Na profilach w mediach społecznościowych dzieje się „akcja antydemencyjna” – mniej wpisów i brak powtórzeń to jej główny cel. Nowe teksty już przygotowane – tym razem są bardziej zróżnicowane niż dotychczas. Powoli nagrywa się … Youtube. Tak, wreszcie doczekaliście się głosu i obrazu, ale na miliony wyświetleń nie liczymy.
Tik-tok? Nie, to nie dla „Historii …”. Równie dobrze mógłby być OnlyFans – skoro można tak mieć dostęp do korepetycji z „Matmy” to i kanał motoryzacyjny może być na tej platformie. Poważnie? Nie. Tu należy wyjaśnić absurd powielania treści na dziesiątkach platform w celu zapewnienia sobie zasięgów dla celów reklamowych. Reklamy? Współprace? Oczywiście – blog jest na to otwarty, ale nie na żadne MLM-y i badziewie niezwiązane z motoryzacją. Niestety nie możemy opędzić się od takich propozycji.
Przyszłość Naszego bloga?
Źródło: Google
Kilkukrotnie próbowano przejąć Nasz serwer i profile. To już przestaje być zabawne. Tych, którym zależy na Naszych zasięgach, uspokajam – przy takich zasięgach niewiele sprzedadzą swojego badziewia kupionego w Chinach. Mamy specyficznych odbiorców i do nich trafiają tylko specyficzne treści. 99% odbiorców to przedstawiciele „płci mądrej”, z czego większość to „40+” pochodzący z dużych miast. Ostatnią rzeczą jakiej potrzebują są graty za grosze służące do gotowania i sprzątania. Bardziej potrzebują olejów i części.
Studenci pytają o wpisy gościnne. Owszem, istnieje taka możliwość. Dotyczy to tylko i wyłącznie publikacji w ramach zaliczania prac cząstkowych. Oczywiście, wcześniej należy redagować tekst i dołączone media a całość wysłać na adres naszej skrzynki. Wśród planów jest również konkurs na autorski wpis i atrakcyjna nagroda. Szczegóły zostaną wkrótce opublikowane. Wśród planów jest również zmiana dni publikowania wpisów. Tak, rozważamy to, gdyż nie można żyć od poniedziałku do piątku.
Zatem … od września zaczynamy publikować w … losowe dni, z częstotliwością porównywalną do dotychczasowej. To Nasza metoda na brak nudy na blogu. Zatem … „wypatrujcie naszych znaków”. Dlaczego? W celu zapobiegania nudy. To ona sprawia, że nie chce się zaglądać na Naszego bloga. Rozumiemy to i zapewniamy poprawę. Chcąc uniknąć nudy zdecydowaliśmy się na kilka tekstów, które z pewnością nie wpłyną na płatne współprace a raczej spowodują niechęć u wybranych przedstawicieli producentów.
„Historia …” ma poprawność polityczną tam, gdzie niejaki doktor Kaczmarek* zagląda na „randce z facetami po 40-tce” (nie pytajcie o szczegóły). Nawet kilku zainteresowanych współpracą z tego powodu odmówiło, gdy zostali poinformowani, że nie podlizujemy się za pieniądze. Dotyczy to zarówno recenzji jak i reklam. Recenzje? Tak, już wkrótce recenzje kolejnych książek – prosicie o to, podobnie jak o zestawienie przedsiębiorstw motoryzacyjnych, które kooperowały z nazistami. To wszystko już we wrześniu.
A … i jeszcze jedno.
Pytacie co się stało z Daihatsu? Jest i za kilka dni wyjedzie na drogi. Czerwony kij zakupiony i cierpliwie czeka w bagażniku na pierwsze użycie. Daihatsu jest teraz bardziej czerwone niż Rosso Corsa i Testarossa razem wzięte. Pozostaje tylko dobrze je zakonserwować i przejrzeć mechanikę pod kątem drobnym napraw. Dlaczego nie damy mu odejść z godnością? Przed nim jeszcze dziesiątki tysięcy kilometrów. Do „strefy czystej głupoty” wjedzie bez problemu. Jego mały silnik spełnia normę EURO 4.
Daihatsu jeszcze będzie służyć kilka lat. Nie musi być najlepsze, świecić diodami i oślepiać ekranem. Po prostu działa – na przekór tym, którzy twierdzą, że to wstyd jeździć takim … i tu pada milion inwektyw pod adresem tego sympatycznego „Malucha”. Jedyne co jako właściciel tego pojazdu mogę odpowiedzieć to to, żeby każdy maruder dał mi całusa tam gdzie zagląda doktor Kaczmarek. Amen.
*To znany urolog.
Podobne wpisy:
Autonomiczny morderca 3 i 1/3
O zapomnianej rocznicy
Wasyl, Łada, interesy i gość z małym ch... czyli krótko o wojnie na Ukrainie
"Jest długi, chcę go mieć!" - cześć ostatnia
Tanio czy drogo, #9
Ostatni bastion motoryzacji
W poszukiwaniu srebrnego SUV-a
Retro po japońsku, część pierwsza
Unijna sterylizacja - poziom zaawansowany

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.







