Jaki pojazd wyścigowy jako pierwszy mieścił trzy osoby obok siebie? Multipla? Nie. McLaren? Też nie. Pierwszą wyścigówką, która była w stanie przewieść całą rodzinę oraz jej bagaże był Auto-Union Typ 52. Miał, gdyż pozostał jedynie jako szkic. Jego historia to najwspanialsze lata rozwoju nazizmu … ze wszelkimi tego konsekwencjami. To właśnie dzięki propagandzie powstawały takie „wynalazki” – niemieccy inżynierowie nie znali granic. Były pieniądze, była technika i był pewien gość, którego wszyscy znacie.
Mając ogromny budżet Auto-Union mógł pozwolić sobie na wszystko. Zatrudniono Ferdinanda Porsche i opracowano nową wyścigówkę z silnikiem umieszczonym za kierowcą. Auto-Union typ A miał być pogromcą Bugatti i Alfy Romeo. Był, ale apetyt firmy na szokowanie świata był większy. Już wkrótce Bugatti i Alfa Romeo miały zostać pokonane nie tylko na torze. Szybko pojawił się pomysł aby nowy 16-cylindrowy silnik obudować „czymś”, co mogłoby jeździć poza torem. Tak oto powstały szkice Erwina Komendy.
Odnalezione szkice
Źródło: Audi
W drogowej odmianie Auto-Union miał być dwuosobową wyścigówką z nadwoziem zamkniętym. Tak przynajmniej twierdził Porsche. Komenda zmienił proporcje pojazdu – miał być szerszy a pozycja kierowcy miała być pośrodku. W ten sposób uzyskano dodatkową przestrzeń z boku. Postanowiono ją wykorzystać na dwa dodatkowe fotele. W ten sposób powstał pomysł na trzymiejscowy Auto-Union, którym można było pojechać na wakacje z rodziną. Potrzebny był jeszcze silnik, który byłby w stanie rozpędzić to cudo techniki.
Fakt, był już, ale 4,4 – litrowe V16 była za mocne dla drogowego samochodu z kiepskim rozkładem mas. Postanowiono je „odchudzić” dławiąc moc z 295 KM na około 200 KM co i tak wystarczało do osiągnięcia prędkości około 200 km/h. Porsche twierdził, że jest to możliwe, podobnie jak przyspieszanie do 100 km/h od 0 do 100 km/h w 8,5 sekundy. W tym czasie najmocniejsze drogowe Mercedesy osiągały „setkę” po upływie około 16 sekund. Tylko lekkie Bugatti z doładowaniem miało takie osiągi.
Porsche był zadowolony ze szkiców, ale Komenda chciał aby nowy model był szybszy od Tatry i tak samo praktyczny. Narysował szkice, na których w miejscu kół zapasowych zainstalowano dodatkowy rząd foteli. W tej postaci nowy model miał być dłuższy i wyposażony w dwie pary „kurołapów”, przez które można było zająć miejsce w środku. Tak, kolejny pomysł zakładał, że tym pojazdem będzie można jechać jak w Multipli – nawet w 6 osób. To jednak nie koniec. Probowano dostosować pomysł do tego, co wtedy oferowały marki nowego koncernu.
Co to oznaczało w praktyce? Zegary z Auto-Uniona Typ A, fotele ze sportowego Horcha? Tak należało przypuszczać, ale to oczywiście tylko domysły. Gdyby nie decyzja z 1935 roku o porzuceniu projektu na rzecz rozwoju wyścigówek to z pewnością byłby godnym konkurentem dla Bugatti. W tym czasie Auto-Union z 16-cylindrowego silnika ze sprężarką uzyskiwał już prawie 500 KM. Takiej mocy nie miał nawet najmocniejszy drogowy Duesenberg SSJ. Marzenia pozostały porzucone na prawie 90 lat.
Kto ostatecznie „ubił projekt”? Podobno sam Adolf, który chciał z Auto-Uniona zrobić zespół sportowy a produkcją samochodów miały zajmować się Horch, DKW i Wanderer. Nawet Audi w tym czasie nic nie produkowało. Auto-Union w połowie lat 30-tych pozostał jako nazwa koncernu i marka zespołu wyścigowego. Ważne, że oryginalne szkice przetrwały zmiany organizacyjne i kilkadziesiąt lat później Audi przypomniało sobie o ich istnieniu. Trudno było znaleźć „coś”, co bardziej zwróci uwagę widzów pewnej znanej imprezy sportowej.
W 2024 roku na „Festiwalu Prędkości” w Goodwood Audi zaskoczyło odwiedzających prezentując model, którego konstrukcja była oparta na kilku szkicach. Dzięki wysiłkom brytyjskiej pracowni karoseryjnej (Crosthwaite&Gardner) i niemieckich inżynierów zbudowano jeżdżący prototyp. Tak, to prototyp 90-letniego samochodu. Tym razem użyto 520-konnego silnika z Typu C, ale zdławiono go na potrzeby pokazów. Nowy model jest o około 30 cm dłuższy od wymiarów przedstawionych na szkicach.
Prototyp po 90 latach
Źródło: Audi
Nowy model mierzy aż 5,4 m długości, ma 1,66 m wysokości i wygląda zupełnie tak jak na szkicach. Poziom dokładności jest wysoki. Porsche zakładał, że pojazd będzie ważył 1250 kg. Według Komendy miał ważyć aż 1750 kg. Tymczasem konstruktorzy przy użyciu współczesnych materiałów uzyskali masę własną 1450 kg. Pojazd nie ma w sobie współczesnych rozwiązań technicznych, wszystko w nim ma nawiązywać do lat 30-tych XX wieku. Poszukujecie ABS-u i ekranów? Nie, pojazd prowadzi się jak luksusowe GT z połowy lat 30-tych.
Podczas festiwalu jego przejazd zrobił wrażenie na widzach. To było „Święto Audi” i powrót do najlepszych czasów niemieckiej (no … dobra – nazistowskiej) motoryzacji. To tylko jeden prototyp, ale bogatym się nie odmawia i z pewnością Audi ulegnie namowom klientów. Podobno wszystko można kupić, tylko trzeba podać cenę. Tymczasem czekamy na ruchy konkurencji – chcemy wreszcie zobaczyć odbudowane i sprawne Bugatti Typ 64 „Gullwing”. To chyba jedyny konkurent dla Typu 52.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










