Założona w 1901 roku firma Autocar & Accessiories już dwa lata później pokazała dwa pierwsze prototypy z silnikami o mocy 10 i 20 „koni parowych”. Jednak zamiast tego w 1904 roku do produkcji wdrożono dostawcze trójkołowce a trzy lata później dołączyły osobowe, również o trzech kołach. W 1911 roku zadebiutował kabriolet AC 10HP. 10 lat później marka Autocar zmieniła nazwę na AC. Ci, którzy kojarzą tę markę tylko z legendarną Cobrą są w błędzie. W swojej długoletniej historii AC miało wiele udanych modeli – zarówno sportowych jak i turystycznych.
AC, zanim było znane z modeli cywilnych, odnosiło sukcesy w wyścigach, w tym m.in. na torze Brooklands, na francuskim Montlhery czy na krętej trasie Rajdu Monte Carlo. AC napędzały silniki o pojemności od 1.5 do 2.0 dm3, w tym również te, zbudowane przez Johna Wellera – nowoczesne, 6 – cylindrowe o górnozaworowej głowicy. Z tamtych lat pochodzi piękny AC Royal Roadster. Firma jednak nie oparła się światowemu kryzysowi 1929 roku i po raz pierwszy zbankrutowała. Na szczęście na krótko i wróciła tuż po światowym kryzysie.
Produkcję wznowiono w 1932 roku i trwała do lata 1940 roku. Po 7 – letniej przerwie firma znowu wznowiła produkcję, czego efektem była limuzyna z silnikiem o poj. 2.0 dm3 i szerokim (jak na lata 40-te) ogumieniem. Nowa konstrukcja okazała się samochodem szybkim i bardzo stabilnym podczas jazdy. W 1953 roku pokazano słynny model ACE – projekt Johna Tojeiro. Do wersji roadster wkrótce dołączyło zamknięte coupe Aceca. Udoskonalony silnik Wellera o poj. 2.0 dm3 i mocy 135 KM potrafił rozpędzić auto do nawet 206 km/h.
AC ACE
Źródło: pinterest
Mało? W 1962 roku nadwozie ACE nieco zmodernizowano. Dzięki współpracy z Carrollem Shelby udało się pozyskać licencję na używanie do napędu AC „małego” silnika V8 Forda. Lekkie nadwozie w połączeniu z dużą mocą i momentem obrotowym? „Żegnaj Chevrolecie Corvette. Twoje sukcesy na amerykańskich torach wyścigowych właśnie się skończyły”. Sposób, w jaki mała Cobra przyspieszała wprawiał rzesze kibiców w osłupienie a wersja z zamkniętym nadwoziem mogła osiągać nawet 315 km/h – o około 30 km/h szybciej niż najszybsze włoskie konstrukcje.
Chevrolet został pokonany. Teraz pora na Ferrari. Silnik o poj. 390 cali nie pozwalał jeździć Cobrą. Auto potrzebowało modyfikacji zawieszenia, tak, aby pojazd o masie 1 tony mógł utrzymać się na torze. Gdy się to udało … w nadwozie wstawiono silnik 427 – calowy. Ten mógł mieć nawet 425 KM mocy. Do 1965 roku na torach amerykańskich auto nie miało sobie równych. W tym roku Shelby, który miał prawo do używania nazwy „Cobra”, zastosował ją do najmocniejszych wersji Forda Mustanga. Tanie i mocne Mustangi szybko znalazły klientów.
„Prawdziwa” Cobra
Źródło: autoblog
W 1969 roku postanowiono zakończyć „produkcję” Cobry. „Produkcja” w tym przypadku to słowo nieco na wyrost. Fabryka AC montowała rocznie najwyżej kilkadziesiąt pojazdów a karoseria była ręcznie „klepana” za pomocą młotów na drewnianych kopytach. Arkusz aluminium potrzebował wielu godzin zanim przybrał kształt błotnika, maski czy drzwi. Tak jest do dziś, choć produkcja Cobry została przeniesiona na Maltę a zamiast metali stosuje się drogie włókno węglowe. Cobra jednak nigdy nie należała do tanich a klienci doceniali jej ręczne wykonanie.
Cobra nie dała o sobie zapomnieć. W latach 70-tych różne wersje Cobry przygotował Pietro Frua a na podwoziu zbudowano szwajcarskie m.in. Monteverdi. Firma zniknęła z rynku, by w 1982 roku pojawić się jako … warsztat naprawiający stare modele AC. Nowa fabryka w Brooklands zaczęła wypuszczać pojedyncze egzemplarz, ale do ich napędu używano europejskich silników o mniejszej mocy – głównie produkcji Forda. Ostatni, tym razem udany powrót na rynek datuje się na rok 1985, kiedy do oferty wprowadzono Cobrę IV. serii.
Nadwozie następcy, czyli piątej serii (Mk 5) nie zmieniło się w stosunku do poprzednika. Nadal do napędu wykorzystywano silniki Forda, tym razem nowy V8 Modular, który dysponował mocą od 225 do 345 KM. Od 2005 roku do oferty dołączyła oryginalna replika ACE, którą AC wytwarzało na rynek amerykański przy użyciu technik produkcji z lat 60-tych. Na rewolucje należało poczekać do 2009 roku, kiedy zaprezentowano model 6. generacji a produkcję przeniesiono do Niemiec. Na szczęście auto nie straciło nic ze swojego charakteru.
Cobra Mk VI coupe
Źródło: supercars.net
Nowy model ma pod maską silnik Chevroleta Camaro, wersja coupe ma drzwi typu „skrzydła mewy” a waga nadal nieznacznie przekraczała 1 tonę. Pomimo zmian, auto nadal przypominało pierwszą AC z 1962 roku. Na szczególną uwagę zasługuje model 378 GT Zagato, który jest nowoczesną interpretacją Cobry a jednocześnie zachowuje jej styl i łączy go ze słynnym zaokrąglonym tyłem i wysuniętym grillem – cechami każdego projektu Zagato. Godny konkurent 12 – cylindrowych Ferrari czy Astona Martina, ale bardziej zwinny z racji lekkości.
Tylko co z tymi replikami? Oryginalne AC zawsze kosztowało majątek a u sprzedawcy było dostępne bez silnika lub jako kit-car. Dopiero w momencie zakupu silnik wstawiano w ramę. Tylko AC oraz od 2004 roku Shelby produkują „prawdziwą Cobrę”. Reszta to podróbki. Produkowane przez około 200 firm są dostępne za ułamek ceny oryginału. Do ich napędu używa się głównie silników Forda, w tym nawet 4 – cylindrowych, lub doskonały silnik V8 Rovera (będący tak naprawdę konstrukcją Buicka). Ich karoseria wykonana jest z włókna szklanego.
Najlepsi w budowaniu replik Cobry są oczywiście Brytyjczycy. Doskonałą replikę tworzy firma DAX. Do jej napędu służyć może nawet silnik V12 Jaguara. Na polskim rynku kilku pasjonatów również tworzy dobrej jakości Cobry. Najbardziej znany jest produkowany w Mielcu Kirkham, który w wersji 427 z silnikiem o poj. 7.0 dm3 osiąga nawet 320 km/h i jest najszybszym „polskim samochodem” jaki kiedykolwiek u nas produkowano. Oczywiście słowo „produkcja” jest trochę na wyrost. Właścicielem firmy jest brytyjska spółka o tej samej nazwie.
Kirkham 427
Źródło: Club Cobra
Pomimo naśladownictwa, oryginalna Cobra nadal znajduje nabywców. Za ręczny montaż i bogatą historię marki klienci są w stanie zapłacić każde pieniądze. Rocznie sprzedaje się od 20 do 50 sztuk AC i tyle samo Shelbiego. Pomimo postępu technologii we wnętrzu AC próżno szukać luksusów. Za to moc rzędu 430 do 550 KM na 1. tonę masy pojazdu jest w stanie wynagrodzić brak ocieplanego dachu. Mało? Shelby ma wersję 1000 – konną. Tym, którzy nie mogą wydać około 50 – 80 tys. $ za oryginał zawsze pozostaje replika za połowę tej ceny.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.










