Koniec pewnej epoki

przez | 27 marca, 2017

Styl „art-deco” zrobił z narzędzia dzieło sztuki. Od końca lat 20-tych XX wieku na karoserii pojawiały się różne ozdoby – od tłoczeń imitujących rzeźby, poprzez chromowane listwy, kończąc na figurkach na korku chłodnicy. Każdy luksusowy model miał karoserię „uszytą” na miarę potrzeb klienta. Z tego powodu blachy były pokryte połaciami chromu, w drobnych elementach wnętrza ukrywano szlachetne kamienie a tapicerka często przypominała domową kanapę z ręcznie haftowanymi wzorami. Styl ten utrzymał się przez 40 lat.

Od połowy lat 60-tych amerykańska motoryzacja pozbywała się motywu „sterczących skrzydeł” a Europa hołdowała modzie na chromowane zderzaki oraz wszechobecne zaokrąglenia. Nowe pokolenie aut kompaktowych oraz tanie i szybkie „pony cars” wprowadziły nową szkołę stylistyczną opartą na płaszczyznach, ostrych kątach oraz braku ozdób. „Gwoździem do trumny motobaroku” okazał się mało znany projekt Giugiaro – wykonany dla Giotto Bizzarrini i pokazany podczas wystawy w Turynie w 1968 roku.

Dziwna konstrukcja o nazwie Manta była krótka, wyjątkowo niska i szeroka. Nadwozie długie na 4,10 m miało tylko 1,05 m wysokości, ale za to aż 1,85 m szerokości. Rozstaw osi wynosił 2,5 m. Jak sugerują wymiary nie był to samochód rodzinny, ale sportowy, korzystający z techniki Formuły 1. Do jego napędu wykorzystano silnik Chevroleta o poj. 5.7 dm3 i mocy 355 KM. „Small block” umieszczony był centralnie i napędzał koła tylne. Do przeniesienia mocy na koła służyła 5 – biegowa manualna skrzynia niemieckiej firmy ZF.

Bizzarrini Manta – przekrój pojazdu

Źródło: carstyling.ru

Auto było lekkie – ważyło nieco ponad tonę. Wykonane w całości z aluminium nadwozie kryło miejsce dla 3 osób w jednym rzędzie siedzeń. Do kierowcy należał środkowy fotel (dokładnie tak jak w McLarenie F1). Pod przednią klapą było miejsce na niewielki bagaż, podnoszona do góry tylna klapa skrywała silnik. W tym przypadku „klapa” oznaczała niemal połowę długości nadwozia. Zaczynała się od krawędzi drzwi i podnosiła wraz z całym tylnym pasem. Dostęp do silnika był bardzo dobry a miejsca łączenia paneli nadwozia mało widoczne.

Centralnie umieszczony silnik nie był już wówczas nowością, podobnie jak hamulce tarczowe na wszystkich kołach. O wyjątkowości Manty nie świadczyły nawet (prognozowane) bardzo dobre osiągi czy niezwykły układ siedzeń, który wcześniej zastosowali Francuzi. Był to pierwszy sportowy samochód o jednobryłowej karoserii (!). Zamiast długiego nosa, prawie pionowej szyby i obwisłego „zadka” Giugiaro narysował ostrą linię maski przechodzącą w przednią szybę, duże boczne okna i słupek A pochylony pod dużym kątem.

Widok tył/bok

Źródło: alfabb.com

Po raz pierwszy w słupku A znalazło się małe okno – tak charakterystyczne dla „jednobryłowców”. Tym samym całą przestrzeń pasażerską przesunięto do przodu, co było milowym krokiem konstrukcji z silnikiem umieszczonym centralnie. Wcześniejsze modele – takie jak np. Miura miały długi przód. Przeniesienie silnika za fotele pozostawiało dużo niewykorzystanej przestrzeni i pogarszało rozkład mas. W Mancie tego nie było, podobnie jak nie było … lusterek bocznych. Według projektanta nie były potrzebne.

Tył był mocno zabudowany i stanowił integralną część projektu. Pomimo tylnej szyby, która miała gigantyczne rozmiary widoczność do tyłu była w zasadzie zerowa. Powodem tego było znaczne nachylenie oraz mała wewnętrzna szyba w ściance oddzielającej wnętrze od komory silnika. Faktyczna wysokość pola widzenia do tyłu wynosiła … 20 – 25 cm. Gdy założono na nią ówczesny hit tuningu, czyli „plastikowe żaluzje” przy każdym parkowaniu tyłem ciśnienie kierowcy nagle rosło. O uszkodzenie karoserii było bardzo łatwo.

Wnętrze Manty

Źródło: Old Concept Cars

Wnętrze Manty było szerokie, dzięki czemu troje osób mogło się w nim … zmieścić. Nie było żadnych zbędnych luksusów a wszystko, co tylko można, zostało podporządkowane osiągom. Znacznie wysunięta kolumna kierownicy i prawie pionowe pedały – to miało przypominać bolid F1. Kierownica nie była płaska a jej przekrój przypominał stożek. Zegary były umieszczone po bokach a nie tuż nad kolumną kierownicy. Krótki drążek skrzyni biegów umieszczono z prawej strony fotela kierowcy. Nie było połaci skóry i drewna, w zamian za to przestrzeń została uwolniona dla pasażerów.

Manta nie doczekała się seryjnej produkcji. Auto powstało tylko w jednym egzemplarzu, który wykorzystywał mechanizm podwozia modelu P538. Prototyp opierał się na ostatniej z trzech płyt podłogowych użytych do P538. Choć to właśnie ten model uważa się za pierwsze auto w duchu „czystej linii” to właśnie Manta bardziej zasługuje na ten tytuł. Linia tego pojazdu została skopiowana w Alfie Romeo Carabo, Lamborghini Countach czy Lotusie Esprit i prawie każdym … minibusie. Tak jest do dnia dzisiejszego.

Jedyny prototyp Manty był pokazywany podczas 40 urodzin Ital Design (kierowanego przez Giugiaro) oraz na konkursach elegancji w Pebble Beach. Szacunkowa wartość jedynej Manty wynosi ok. 1,5 mln $. Jego wartość nie mierzy się jednak pieniędzmi a rzeczywistym wkładem w zmianę dotychczasowego sposobu projektowania. Oszczędna i elegancka forma dominowała jeszcze na początku lat 90-tych. Później popularne były krągłości jednak wraz z nowym Cadillakiem CTS, dużymi Holdenami i Chevroletem Camaro „czysta forma” wróciła.