50 zabytkowych (i nie tylko) pojazdów, którymi warto przejechać się w życiu, #2

przez | 22 stycznia, 2022

Zapraszamy na drugą „dziesiątkę” zestawienia. Po „wynalazkach” czas na pojazdy bardziej hmm … zwyczajne. Jazda nimi być może nie będzie ekscytująca, ale z pewnością zostanie na długo zapamiętana. Im wyższa pozycja w rankingu, tym większa radość z jazdy. To jeszcze dolna strefa notowań. Od 30-tej pozycji będą to typy bardziej nieoczywiste, oryginalne i opracowane z myślą o dostarczaniu przysłowiowej „frajdy”. Zaczynamy od pozycji „nobliwej” – takiej, która kojarzy się z solidnością i bezpieczeństwem. Emocji? Niewiele, ale Volvo oferuje „coś” więcej niż konkurencja z lat 70-tych.

40. Volvo 264 – mocne Volvo w klasie premium. Moc 140 KM nie wydaje się duża, ale pozwala na bezpieczne wyprzedzanie. Jazda Volvo jest pozbawiona emocji znanych np. z BMW, ale to bezpieczny kanapowiec. Wszystko w nim jest solidne i zwyczajne, ale to jeden z niewielu samochodów z lat 70-tych, w którym człowiek czuje się jak w schronie.

39. Fiat Uno Turbo – sportowy bolid? Nic z tego, ale Turbo w samochodzie ważącym 800 kg oznacza doskonałe osiągi. „Setka” w około 8,5 sekundy, przedni napęd i kształty wolnostojącej szopy. Jazda Uno Turbo to doświadczenie z pogranicza radości i niepewności. Jest wystarczająco szybkie aby wystraszyć niedoświadczonego kierowcę.

38. Mercedes 300 SL – już tutaj? Tak, bo 300 SL rozpędza się powoli. Jedyną cechą, która go wyróżnia jest sposób zajmowania miejsca na ciasnym fotelu – sposób otwierania drzwi oraz uchylna kierownica. Siedzi się nisko, próg jest wysoki i szeroki. Widoczność jest przeciętna.  Jazda nim to przeżycie estetyczne, nie sportowe.

37. Suzuki Carry – japoński mikrobus, w którym siedzi się na przedniej osi. Bezpieczeństwo? Zero, ale w zamian doskonała widoczność i wyczucie pojazdu. Nie jest typem sportowca, ale dźwięk silnika potęguje wrażenie nabierania prędkości. Pozycja za kierownicą? Jak na stołku kuchennym. Emocje jak na grzybobraniu, w sześć osób.

36. Opel GT – mała Corvette, która z silnikiem 1.1 nie jedzie. Silnik 1.9 to zupełnie inna liga. GT jest niski i wąski. Tylny napęd i niska masa? Tak, ale również automat. Jest wystarczająco szybki, ma podnoszone reflektory i nie rozpieszcza kierowcy swoim wyposażeniem. Siedzi się nisko, ale widoczność jest zaskakująco dobra.

35. VW Golf Country – nuda? Ten Golf nie jeździ jak GTI. Ma małe koła, duży prześwit i … tylko tyle. Jazda Country z silnikiem o mocy 98 KM to doświadczenie ciekawe. Można nim pojechać polną drogą (napęd 4×4), trudno go zepsuć, ale nie należy spodziewać się po nim mocnych wrażeń. Jedynie można zdziwić się, że mój Golf tyle potrafi.

34. Kamaz – wrażenia z jazdy? Moc wrażeń. Kamaz nie jest szybki ani nie ma statusu pojazdu zabytkowego. Ma „coś”, czego nie mają inni. To symbol ewidentnego pierwszeństwa na drodze. Z Kamazem nikt nie dyskutuje. On zawsze ma rację. Wzorowa widoczność, typowa pozycja za kierownicą i prawdziwa stal, która rządzi na drodze. Kamaz ma wszystkie „gwiazdki”.

33. Citroen Typ H – dziś modny „bus z żarciem” a kiedyś typowy „dostawczak”. Typ H ma drzwi otwierane do tyłu, kierowca siedzi na przedniej osi i ma dostęp tylko do najważniejszych wskaźników lub przełączników. Nawet w modelu z ostatniego roku produkcji (1981) czuć ducha samochodów z lat 30-tych. To proste narzędzie i jednocześnie modny dodatek.

32. Fiat 500 – demon prędkości? Nie. Fiat 500 to tylko 12 KM, pół tony masy własnej i 3 metry długości. Prowadzi się typowo dla tylnonapędowych samochodów o słabym silniku. Emocje? Są, gdyż siedząc w ciasnym wnętrzu i jeżdżąc po krętych ulicach miasta można poczuć się jak kierowca Porsche. Dźwięk silnika jest jak radość dziecka.

31. Syrena 104 – Rolls wśród Syren. Syrena jest powolnym dwusuwem, ale ma drzwi otwierane do tyłu, wnętrze i pozycję za kierownicą rodem z lat 50-tych. Jej prowadzenia nie można porównać z pojazdami sportowymi. Syrena to specyficzny dźwięk, zapach palonego oleju i ciągła obawa o awarię. Tak kiedyś jeżdżono i wtedy nikt nie narzekał.

Pozycja Syreny nie jest przypadkowa. Syrena to wspomnienia z lat, kiedy pojazdy podziwialiśmy wyłącznie z tylnego siedzenia lub patrzyliśmy na to „ile wyciąga” sądząc, że ostatnia wartość na liczniku to kres możliwości. Powyższe propozycje typowano głównie na zasadzie „bo wypada”. Są jednak pojazdy, którymi warto przejechać choćby kilometr nie ze względu na markę i sentyment, ale ze względu na ich prowadzenie. Tam, gdzie pojawiają się emocje kończy się rozsądek. To dragstery, Formuła 1, wozidła, pojazdy kosmiczne i wielkie motocykle. To one definiują kierowcę, nie on je.  Im bardziej szalone tym lepiej.

50 zabytkowych (i nie tylko) pojazdów, którymi warto przejechać się w życiu, #1

50 zabytkowych (i nie tylko) pojazdów, którymi warto przejechać się w życiu, #3

50 zabytkowych (i nie tylko) pojazdów, którymi warto przejechać się w życiu, #4