Powojenny amerykański przemysł motoryzacyjny potrzebował wizji rozwoju. Modele na rok 1946 były zmodernizowanymi konstrukcjami przewidzianymi na rok 1942. Zmieniano detale, ale to nie pomagało utrzymać wysokiego poziomu sprzedaży. Rocznik modelowy 1947 miał już więcej zmian względem poprzednich roczników, ale nadal nie prezentował się tak atrakcyjnie jak europejskie konstrukcje. Potrzebna była nowa wizja projektowania i nowy sposób prezentacji. Wznowiono imprezy targowe, ale ich przebieg ograniczał się do stoisk, samochodów na platformach i hostessach.
Nuda! General Motors znalazło inny sposób na promocję. Od rocznika 1947 lansowano modę na nawiązania stylistyczne do lotnictwa. Nowe modele miały wyznaczać trendy na przyszłość. Człowiek miał wznieść się w przestworza a nawet wylecieć w kosmos. Samochody GM miały być „kosmiczne pod każdym względem”. Takie też pojawiły się pierwsze pojazdy pokazowe – prototypy. Problemem była ich odpowiednia prezentacja. Potrzebna była impreza tak kosmiczna jak prezentowane na niej pojazdy. Tak oto powstała idea „Motoramy” – targów, na których prezentowano przyszłe wizje motoryzacji.
Hala wystawowa?
Targi miały odbywać się w kameralnej atmosferze. Potrzebny był lokal o klimacie domowym – nowoczesne, ale obszerne wnętrze. Wybrano wnętrza hotelu Waldorf Astoria. Ideą pierwszego pokazu było zaprezentowanie niedalekiej przyszłości motoryzacji. Pierwsza wystawa o nazwie „Transportation Unlimited Autorama” cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Amerykanie znudzeni kilkuletnimi konstrukcjami oczekiwali nowości. Brakowało im mocnych szybkich, sportowych wozów. Tymczasem około 600 tysięcy widzów mogło podziwiać Cadillaki.
Cadillaki? Tak, gdyż to one były gwiazdami pierwszych targów w 1949 roku. Luksusowa marka GM chciała pozyskać klientów i ich portfele. Pokazano zaledwie kilka modeli. Rok później Cadillac również był gwiazdą targów. W 1950 roku marka obchodziła 50-lecie i modele tej marki wystawiano jako najważniejsze. Cadillac jednak nie mógł stale być najważniejszy. Od 1953 roku zmieniono formułę „Autoramy”. Od tego momentu miały na niej był prezentowane wszystkie marki GM a targi oficjalnie przemianowano na „Motorama”. W kolejnych latach wystawę odwiedzało coraz więcej widzów.
W latach 1953-1954 wystawę odwiedziło prawie 1,5 mln widzów. Prezentowano na niej prototypy takie jak Oldsmobile Starfire, Cadillaka Orleans czy Chevroleta Corvette. Największe wrażenie na widzach zrobiły pojazdy eksperymentalne – Oldsmobile F-88, Chevrolet Nomad czy Pontiac Bonneville Special a także kosmiczne „Firebirdy” – w tym pierwszy model, który przypominał kadłub myśliwca na kołach. Popularność „Motoramy” była zachętą dla pokazywania coraz to bardziej kosmicznych prototypów. Te zaprezentowano już w 1955 roku. Były „naszpikowane” najnowszą technologią.
Oldsmobile F-88 i Cadillac Orleans (poniżej)

Źródło: GM Heritage
W 1955 i 1956 roku na obrotowej scenie można było zobaczyć „odlotowego” Firebirda II, luksusowe Oldsmobile Golden Rocket i Buicka Centuriona wyposażonego w szklany dach i kamerę cofania. Z pokazów nakręcono film pod tytułem „Design for Dreaming”. W filmie pokazano najnowsze prototypy GM oraz technologię, którą zamierzano rozwijać. Według GM przyszłością motoryzacji miała być autonomiczna jazda po autostradach nadzorowanych przez dyżurnych ruchu rozlokowanych na wieżach kontrolnych. Pomysł ciekawy a dziś próbuje się go zastąpić pełną autonomią jazdy.
W 1959 roku wystawę przeniesiono z hotelu Waldorf Astoria do Bostonu. Na tej imprezie pokazano Firebirda III z dachem w postaci dwóch szklanych kopuł i tylnym „usterzeniem” oraz sportowego Cadillaka Cyclone – kabriolet wyposażony w czujnik deszczu zintegrowany z mechanizmem zamykającym dach. Wobec wcześniejszego luksusowe Eldorado Biarritz było konstrukcją zwyczajną. Te konstrukcje wzbudziły największe zainteresowanie oglądających. Wszystkie powstały w zaciszach biur i pracowni GM.
Kto był twórcą większości prototypów GM pokazanych na Motoramie? Harley Earl i jego zespół projektantów w także projektantek, które były odpowiedzialne za wnętrza ówczesnych krążowników. To one opracowały ergonomiczne fotele oraz deskę rozdzielczą z „kosmicznymi” zegarami i cienkim wieńcem kierownicy. Motorama była dla nich ukoronowaniem kilkumiesięcznej pracy nad każdym z prototypów. W tym czasie Ford i Chrysler musiały uznać przewagę GM. Niestety rachunek, który dostawał GM za każdy pokaz był droga inwestycją. Należało liczyć się z zakończeniem organizowania tej imprezy.
Wyjątkowa ekspozycja
Ostatnie targi odbyły się w na przełomie 1960 i 1961 roku. Impreza odbywała się w Nowym Jorku, San Francisco oraz w Los Angeles. Na niej pokazano nową generację najmniejszych Chevroletów, w tym prototypy Corvaira. Szacuje się, że w ciągu 12 lat wystawę odwiedziło łącznie 10,5 mln odwiedzających. Z ostatniej imprezy w 1961 roku nakręcono film „A Touch of Magic”. Film miał być reklamą oferty GM oraz przyciągać klientów wizjami motoryzacji za kilka lat. GM już nigdy nie wróciło do tej formy pokazów. A szkoda …
Co pozostało po „Motoramie”? Do wczesnych lat 90-tych żaden amerykański producent nie organizował podobnych targów. Nie prezentowano wielu prototypów przeznaczonych wyłącznie na wystawy. Dopiero za sprawą Chryslera w latach 90-tych pokazano wiele interesujących prototypów, ale te prezentowano głównie na targach o zasięgu krajowym. Chrysler nie był zainteresowany własnym cyklem wystaw. Motorama do dziś jest wzorem najlepszych targów motoryzacyjnych. Dzisiejsze pokazy nie mają takiego klimatu.
Podobne wpisy:
Historia z sikawką w tle
Szybka Baronowa
Koreański kucyk
Flaminio Bertoni - rzeźbiarz, który rzeźbił w cytrynie
Multicar - król składu opałowego (aktualizacja)
Upsizing - metoda oszczędzania paliwa
Specjały pana Koeniga, część pierwsza
Autobusem przez przedwojenną Polskę, część pierwsza
RS jak "Raczej Szatański"

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








