Gdy dwa koła to zbyt dużo …

przez | 23 grudnia, 2024

Już pierwsze jednoślady były wyposażone w minimum dwa koła. Prototypy rowerów czy pierwsze motocykle wyposażano w dwa koła i „tylny napęd”. Oczywiście, po upływie lat na rynku pojawiły się trójkołowce – były bardziej stabilne, choć na łuku drogi podnosiły jedno z tylnych kół. Ilość kół i osi rosła, ale pojawili się konstruktorzy, którzy uważali, że do transportu indywidualnego wystarczy jedno koło. Według nich taka konstrukcja była tania – głównie dzięki mniejszemu zastosowaniu drogiej gumy. Pomysł miał uzasadnienie ekonomiczne, ale był również po prostu …

dziwny, gdyż jednokołowe rowery na początku XX wieku pojawiły się w cyrku i w zasadzie tam tylko można było je zobaczyć. Jazda takim „wynalazkiem” była niebezpieczna i wymagała zachowania równowagi godnej akrobaty. Motocykli o takiej konstrukcji nie było, ale stan te zmienił się na początku lat 20-tych za sprawą włoskiego konstruktora Davide Cislaghi, który zadziwił ówczesny świat swoim wynalazkiem. Jego pomysł był jednocześnie genialny i trudny w realizacji. Wszystko przez problemy z przeniesieniem napędu na koło.

Davide Cislaghi i jego wynalazek

Źródło: douglas-self.com

Rozwiązania napędu do takiej konstrukcji były dwa – albo silnik wbudować w koło, albo cały pojazd zamknąć w okręgu. Wadą pierwszego rozwiązania jest wyważenie konstrukcji, wadą drugiego – przeniesienie napędu na koło, wewnątrz którego znajduje się miejsce dla kierowcy i silnik. W przypadku pierwszego pomysłu kierowca był narażony na utratę panowania nad pojazdem w skutek wibracji silnika przenoszonych na koło. Drugie rozwiązanie było łatwiejsze do wykonania i zapewniało większy komfort jazdy. Drugi pomysł nie był nowością.

Już pod koniec XIX wieku odbywały się próby konstrukcji takiego pojazdu. W 1904 roku na salonie w Turynie pokazano pojazd o dziwnej konstrukcji, ale „Garavaglia” była uważana za ciekawostkę, wręcz niebezpiecznego „bubla”. Wśród proponowanego rodzaju napędu był … silnik parowy. 6 lat później zaprezentowano inny pojazd o podobnej konstrukcji. Powstał przy udziale Edisona. Po nim próbowało wielu śmiałków a ich konstrukcje były wyposażone nawet w płozy, śmigła i motocyklową kierownicę. Włoski pojazd był konstrukcją dojrzałą i sprawną.

„Garavaglia” z 1904 roku

Źródło: douglas-self.com

Cislaghi, wynalazca-elektryk i policjant, opatentował swój wynalazek 26 listopada 1922 roku. Rok później jego „koło napędowe” (taką nazwę nadano wynalazkowi) zostało pokazane na targach w Mediolanie. Konstruktor szukał inwestora, dzięki któremu mógłby produkować ten pojazd. Tych nie było, choć znaleźli się pierwsi klienci, którzy dopytywali się o możliwość zakupu. Byli ciekawe i pytali jak to możliwe, że pojazd działa? Na to pytanie najłatwiej odpowiedzieć dzięki szczegółom technicznym pojazdu. Dotyczą one jednej z wielu wersji tej konstrukcji.

Do napędu użyto motocyklowego silnika o poj. 175 cm3. Bliżej nieokreśloną moc na obręcz o średnicy 145 cm przenosiła 3-biegowa przekładnia. Napęd ze skrzyni trafiał za pomocą kół zębatych i łańcucha na wielką obręcz. Największa zębatka była umieszczona tuż pod skrzynią biegów, mniejsze rozlokowano w kilku innych miejscach, w tym nawet nad głową kierowcy. Mechanizm pełnił rolę nie tylko napędu, ale również hamulca. Jak to możliwe, że kierowca miał stabilną pozycję za kierownicą i nie groził mu obrót o 360 stopni wokół osi pionowej?

Pojazdem należało jeździć z wyczuciem i unikać gwałtownych manewrów – wtedy wynalazek był łatwy w prowadzeniu. Tylko wtedy zębatki przeniesienia napędu spełniały swoją rolę. Wynalazek rozpędzał się do prawie 70 km/h – była to prędkość motocykli o podobnym silniku. Gdy o pojeździe, który Włosi nazwali „Motoruota”, zrobiło się głośno niejaki Giuseppe Goventosa wyłożył pieniądze na rozwój projektu. Tak oto powstała wersja o średnicy 170 cm i z silnikiem 350 cm3. Miała jeździć z prędkościami powyżej 100 km/h.

Rysunek patentowy „Motoruota”

Źródło: douglas-self.com

Patent na nowy model złożono w czerwcu 1923 roku. Wynalazca ze sponsorem byli opisywani przez prasę motoryzacyjną – pojawiali się naśladowcy, który chcieli pojazd zaadaptować nawet do celów militarnych a w przyszłości wyposażyć „koło” w silnik o mocy 250 KM, dzięki któremu mogłoby rozwijać prędkość 400 km/h. Być może dzięki takiej reklamie kilka egzemplarzy mniejszej wersji znalazło klientów. Tymczasem kolejne prototypy często pojawiały się na wystawach i wzbudzały zainteresowanie wśród odwiedzających hale wystawowe.

Jakie były dalsze losy konstruktora i jego maszyny? Cislaghi był zainteresowany amerykańskim rynkiem, gdzie klasyczne motocykle uważano za pojazdy dla biednych. „Motoruota” miała być dla nich alternatywą. Dla potrzeb reklamowych organizowano kolejne pokazy i próby prędkości. Niestety, w USA podczas próby prędkości pojazd został zniszczony. Wynalazek wypadł z zakrętu przy prędkości 120 km/h. Jak się później okazało – przyczyną wypadku nie była awaria mechaniczna, ale utrata przyczepności.

Po tym wydarzeniu media zaczęły opisywać projekt jako niepotrzebny i niebezpieczny. Konstruktor zaprzestał prac nad wynalazkiem. Walter Christie, który chciał z tego pomysłu zrobić pojazd bojowy, również zaprzestał wydawania pieniędzy na swój projekt. Na przełomie lat 20 i 30-tych pomysł przejęli producenci pojazdów dla dzieci. Dziecięce monocykle, choć powolne, szybko wycofano z rynku w obawie przez groźnymi w skutkach wypadkami. Jedną z ostatnich konstrukcji tego typu był monocykl szwajcara o nazwisku Gerdes z 1931 roku.

Wynalazek Waltera Christie

Źródło: douglas-self.com

Cislaghi miał największy udział w rozwoju monocykli. Podobnie jak on, również inni mieli te same problemy i ich wynalazki nie wyszły poza fazę prototypu lub zostały zniszczone podczas prób. Obecnie na rynku jest kilka podobnych modeli, ale mają zupełnie inną konstrukcję opartą na żyroskopie i bardziej przypominają motocykl niż wielkie koło z silnikiem w środku. Nie są popularne i najczęściej kojarzone są jako pojazd filmowych „Facetów w czerni”. W 3. części służyły jako pojazd do poruszania się po drogach w 1969 roku.