Przez ostatnie dwa miesiące nasza skrzynka zapełniła się wieloma interesującymi pytaniami. Oto odpowiedzi na najciekawsze z nich. Na kolejne czekamy pod adresem hzkwt@wp.pl
Dlaczego autodetailing jest taki drogi? Maryan
Największą część kosztów stanowi robocizna, gdyż jest to proces czasochłonny, wymagający staranności i skupienia. Koszt profesjonalnej chemii to mniej niż połowa rachunku wystawionego przez fachowca. Kompleksowa usługa trwa więcej niż dobę, gdyż środki chemiczne wymagają wielu godzin schnięcia, kilku etapów polerowania lub stwardnienia powłoki. Wszystko to zależy od rodzaju „zabiegu”. Nagrodą za poświęcony czas i osłodą za rachunek jest pewność, że mamy minimum rok „względnego spokoju” i nasz lakier nie będzie podatny na drobne uszkodzenia.
Panie Zbigniewie, gratuluję debiutu na łamach poradników Allegro. Mam pytanie: Czy nie uważa Pan, że luka prawna dotycząca pojazdów, którymi można kierować bez prawa jazdy powinna być jak najszybciej zlikwidowana? Nie może być tak, że ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania a policja uzna brak dokumentu. To nie jest normalne? Henryk
Odpowiem Panu osobiście …
Otóż, moim zdaniem powinno być to wyjaśnione i jak najszybciej uregulowane. Sprzedaż pojazdów, do których kierowania nie potrzeba uprawnień a następnie obarczenie go kosztami ewentualnej kolizji nie jest „normalne”. Mamy dwa wyjścia – albo zakazujemy poruszania się takim pojazdem bez odpowiednich uprawnień i zrównanie ich z konstrukcjami, na które konieczne są uprawnienia albo dalej negujemy problem i narażamy obywateli na późniejsze sankcje. Dotychczas unikano tego problemu a pojazdy klasyfikowano do trzech kategorii: motorowerów, AM i B1.
Moim rozwiązaniem jest rezygnacja z uznawania ich jako motorowerów i przepisy, które nakazują osobom po 18. roku życia konieczność posiadania uprawnień na każdy pojazd. Dzięki temu rozwiązaniu zniknie problem związany z brakiem dokumentów podczas kontroli a ubezpieczyciele będą klasyfikować pojazd jako „pełnoprawny” środek transportu. Ponadto poprawi się bezpieczeństwo na drogach. Niestety, brak uprawnień to furtka dla osób, które nie znają się na przepisach ruchu drogowego i mogą stanowić zagrożenie.
Zbigniew Kluczkowski
Zamierzam kupić BMW E36 z silnikiem 1.8 140 KM. Czy to dobry wybór? Michał
Jeżeli nie chcesz mieć silnika R6 to wtedy jest to najlepszy wybór. Dlaczego? To jednostka lekka, ale dość mocna jak na lata 90-te. Ma 16 – zaworową głowicę. Zużycie paliwa przy rozsądnej jeździe jest znacznie niższe niż 2 – litrowej jednostki 6 – cylindrowej. W tym przypadku łatwiej o zadbany egzemplarz niż np. 320 lub 328. „318-tki” nie są popularne wśród młodych kierowców co sprawia, że można znaleźć pojazd w zadowalającym stanie. I tak nie będzie to łatwe, gdyż to „stare BMW” a opinia o nich, jaka jest, każdy wie.
Czy Maserati 220/420 lub Biturbo to dobry pomysł na pierwszego youngtimera? Adam
NIE! Dlaczego? Ze względu na koszty i problemy z częściami jest to propozycja dla „konesera” i znawcy marki. „Małe” Maserati z lat 80-tych nie było cenione przez fanów marki. Miało opinię awaryjnej konstrukcji – nawet na tle pozostałych produktów tej marki. Pomimo skojarzeń z BMW 3 z tamtych lat, Maserati to zupełnie inna „liga”. Koszt naprawy skomplikowanego silnika czy pozbawienie blach „rudej szmaty” to koszty liczone w … dziesiątkach tysięcy złotych. Dlaczego tak drogo? Jest ich niewiele, stąd wysokie ceny i trudności w zdobyciu części.
Większość egzemplarzy jest wyceniana na 8-12 tys. euro. Są to najczęściej pojazdy z przebiegiem poniżej 220-250 tys. km. Tyle wynosi żywotność 2-litrowego silnika z podwójnym doładowaniem. Później czeka nas naprawa. Szansa, że trafimy na egzemplarz po kapitalnym remoncie jest niewielka. Większość oferty ma „tuning licznika”, co wiąże się z koniecznością naprawy głównej. Co w zamian? W tej cenie można kupić pierwszą klasę C w specyfikacji AMG lub BMW 3 E30 w wersji 325ix, które również są wyjątkowe, ale nie będą tak kłopotliwe w eksploatacji tak Maserati.
Maserati 420
Źródło: Pinterest
Czy Golf 2 GTD to dobry materiał na youngtimera? 70 KM nie czyni z niego żadnego GT, ale chciałbym mieć takiego. Proszę o opinię. Waldek
W czasach, gdy Golf GTI miał silnik o mocy 112 KM było to duże osiągnięcie. Przypomnijmy, że turbodiesel o poj. 1.6 dm3 i mocy około 70 KM w połowie lat 80-tych był szczytem możliwości inżynierów. Dopiero wersje oparte o silnik 1.8 i sprężarkę typu G uczyniły z Golfa prawdziwą rakietę. Czy 70 KM to mało? Dziś tak, ale Golf 2 jest lekki i taka moc zapewnia mu wystarczające osiągi. Oczywiście, z racji wieku należy zachować ostrożność aby nie kupić złomu, który według handlarza zyska na wartości. Dobrze utrzymany egzemplarz jest wyceniany obecnie na 5-7 tys. zł. Więcej nie warto wydawać.
Jaki jest koszt utrzymania Citroena 2CV? Chciałbym taki okaz z końca produkcji kupić żonie. Słyszałem, że części są drogie a sama konstrukcja jest nie do naprawienia przez „normalnego” mechanika. Adam
Choć to, według niektórych Czytelników, „wynalazek” to jednak nie jest szczególnie kłopotliwym pojazdem. Jest jednocześnie prosty i zaawansowany technicznie. Pojazd jest lekki i ma słaby silnik, ale do prędkości 70-80 km/h żwawo przyspiesza. Pali niewiele a opinia o jego awaryjności jest przesadzona. Łatwo można go naprawić. W Polsce jest dobrze zaopatrzony w części zamienne. Są specjalistyczne sklepy, np. 2 CV Shop, który oferuje niemal wszystko do tego niezwykłego pojazdu. Jeżeli zastanawiasz się nad zakupem to odwiedź ten adres.
Przykładowe ceny części blacharskich (np. błotnika czy drzwi) nie są zachęcające, ale np. ceny części nietypowego zawieszenia nie są wygórowane. Należy jednak pamiętać o amortyzatorach poziomych, które mogą być drogie. Problemem jest dostępność opon o rozmiarze 125R15, ale jest wiele tanich zamienników o rozmiarze 135R15, które pasują do tego pojazdu. Ceny ubezpieczeń są porównywalne ze Smartem i „Maluchem”, zatem taniej już być nie może. Gorąco polecamy zakup 2CV – najlepiej ze sprawnym „rolldachem” i oryginalnym silnikiem (nie motocyklowym, jak w niektórych egzemplarzach).
„Cytryna”
Źródło: Allegro
Czy może redakcja może mnie wyjaśnić dlaczego Audi jest takie drogie (znaczy się używane) i skąd wziął fenomen tej marki na polskich wsiach? Kupują złomy a później szpanują jakby „to” było „coś wyjątkowego”. Łukasz
Mit o doskonałości technicznej przełożył się na ceny Audi. Wystarczy porównać ceny Polo i A2 z tego samego rocznika. Niby mamy to samo, ale ceny Audi są absurdalne – ponad 10 tys. zł za 17 – letni samochód segmentu B to znaczne przeszacowanie, nawet jeżeli jest to unikatowa konstrukcja. Podobnie większy model A4, którego ceny są „kosmiczne”, ale jakość oferty rynkowej woła o pomstę do … (wybierzcie sobie sami). Znaleźć bezwypadkowy i z realnym przebiegiem jest tak łatwo jak wygrać „szóstkę” w Lotto. Większość to tzw. „puzzle” z dużym przebiegiem.
Czy Audi jest warte cen dwukrotnie przewyższających inne marki z tego samego rocznika? NIE i TAK. Jeżeli jest to egzemplarz z polskiego salonu z udokumentowaną historia to TAK. W każdym innym przypadku – NIE. Pamiętajmy, że większość sprowadzonych egzemplarzy to te, które zostały niedbale naprawione po wypadkach a ich przebiegi to z reguły 450-700 tys. km. Ceny niektórych części, jak np. zawieszenia są kilkukrotnie droższe niż do konkurencyjnych modeli, stąd większość jeździ na pogiętych aluminiowych wahaczach.
Audi od zawsze kojarzyło się z prestiżem i jakością. Niestety po dawnej jakości Audi niewiele zostało. Wielu jeszcze w nią wierzy i stąd ten mit jest jeszcze aktualny. My wierzymy, że Audi ma nadal to „coś” co ją wyróżnia na tle innych marek, jednak nie postrzegamy tej marki jako wyznacznika jakości. Dziś jakość rozumiana jest zupełnie inaczej niż 20 lat temu. Tak, wiemy, że w tej chwili wielu jest zdziwionych Naszą opinią, ale posiadacze kilkuletnich egzemplarzy z importu wkrótce się przekonają o tym co naprawdę kupili. Reszta klientów będzie z pewnością zadowolona przez dłuższy czas.
Chcę kupić hardtop do R129. Ile to kosztuje na rynku wtórnym? Bartek
Z hardtopami do kabrioletów jest jak z trzecim rzędem siedzeń do większości MPV – sprzedawcy wymontują a później sprzedają oddzielnie licząc na większy zysk. Dlatego też ceny sztywnego dachu często kształtują się w okolicy 3-5 tys. zł (w zależności od stanu). Hardtop w dobrym stanie do Mercedesa kupisz za 1,8-2,5 tys. zł. Większość ofert na rynku wtórnym oscyluje wokół 2,8-3,5 tys. zł. Pamiętaj żeby przed zakupem sprawdzić stan uszczelek oraz szyby tylnej i bocznych.
Co będzie lepszym wyborem pod względem ekonomii – Volvo C70 czy Mercedes CLK? Łukasz
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Jeżeli Volvo C70 to tylko z silnikiem 2.4 – najlepiej najsłabszym i bez automatycznej przekładni. Jeżeli Mercedes to na pewno bez kompresora. Wadą Volvo będzie z pewnością elektronika „żyjąca własnym życiem”, natomiast Mercedesa z tamtych lat zżera korozja. Do CLK łatwiej kupić tańsze zamienniki, Volvo będzie droższe w naprawach. Jeżeli CLK to najlepiej wersja 320, wtedy jest szansa, że Twoje inwestycję w karoserię opłacą się a Ty po latach sprzedaż „Merca” po korzystnej cenie.
Czy do starej wersji VW T2 można przełożyć silnik z Foxa tak, jak to zrobili w Brazylii? Wojtek
Ostatnia wersja T2 na rynki Ameryki Środkowej i Południowej miała silnik 1.4 z VW Foxa, ale niestety muszę Ciebie zmartwić. Zakres prac wykonanych przez inżynierów był na tyle duży, że taka „przekładka” na własną rękę nie opłaca się. Konieczne było przeprojektowanie tyłu pojazdu. W zamian za silnik 1.4 polecamy starsze silniki VW – najlepiej „pancerne” 1.6 lub 1.8 o mocach 75-90 KM. Fakt, zakres przeróbek będzie duży, ale z zamian za to zyskasz moc i moment obrotowy, którego silnik z Foxa zwyczajnie nie ma.
W ostatnim czasie głośno w mediach mówi się o przekrętach Mazdy w związku z brakiem ocynkowania blach. Mazdy rdzewieją w szybkim tempie a fabryka nie przejmuje się zdaniem klientów. Co „Historia …” sądzi o tej sprawie? Bartłomiej
Sprawa nie jest jednoznaczna. Z jednej strony mamy wiele plotek o tym, że farba z dodatkiem cynku zastąpiła w Maździe powłokę antykorozyjną. Z drugiej strony rdzewieją głównie egzemplarze powypadkowe naprawione najtańszym kosztem. Z kolei część „środowiska” dziennikarzy uważa, że jest to celowe działanie związane z „polityką jakości”, inni łączą to z importem z japońskiej fabryki i podróżą samochodów przez słone i gorące wody oceanu. Tak naprawdę, ilu ludzi, tyle opinii.
Naszym zdaniem jest to związane z dwoma czynnikami. Używane Mazdy rdzewieją dzięki zastosowaniu najtańszych zamienników blach, którymi naprawia się pojazdy powypadkowe. Nowe to inna „bajka”. Faktem jest, że ich powłoka lakiernicza jest zadziwiająco „chuda”. Mazda ogranicza masę pojazdów i być może dieta odchudzająca skupiła się również na grubości lakieru i zastąpieniu powłoki cynkowej lakierem z domieszką środka antykorozyjnego. Jeżeli tak jest, Mazda powinna zaniechać takiej praktyki, gdyż oszczędność zemści się na wizerunku producenta.

Z wykształcenia menedżer motoryzacji i informatyk, z zamiłowania historyk techniki i pasjonat starej motoryzacji. Maniak nowoczesnych technologii. Podobno zdolny autor tekstów (m.in. dla Continental Polska i Allegro). Czasem bloger i nauczyciel blogowania. Człowiek renesansu. Nauczyciel w zduńskowolskim „Elektroniku”.








